Przenieśmy się oczyma wyobraźni do miasta rozłożonego na trzystumetrowej szerokości przesmyku, między jeziorami Wielimie i Trzesiecko. W tamtych odległych czasach mówiło się nawet, że Nigen Stietin leży nad jeziorem Wielimie, bo jego brzeg sięgał dzisiejszej ul. Jana Pawła II. a od południa wody Trzesiecka zaczynały się na wysokości ul. Ordona.
Centrum Szczecinka z zachowaną do tej pory, sięgającą początków istnienia miasta siecią uliczek, przypomina nieco wrzeciono z nanizanym nań kłębkiem splątanych nici. Wrzecionem jest Niezdobna, niegdyś kapryśna i niestała, dzisiaj niczym w imadle ujęta, w betonowo – kamiennym korycie.
Przenieśmy się zatem oczyma wyobraźni do miasta rozłożonego na trzystumetrowej szerokości przesmyku, między jeziorami Wielimie i Trzesiecko. W tamtych odległych czasach mówiło się nawet, że Nigen Stietin leży nad jeziorem Wielimie, bo jego brzeg sięgał dzisiejszej ul. Jana Pawła II. a od południa wody Trzesiecka zaczynały się na wysokości ul. Ordona.
Środek Rynku, z którego wychodziły na cztery strony świata cztery ulice, wyznaczał ratusz. Od nędznej, najczęściej drewnianej zabudowy wyróżniał się ryglowymi ścianami, a także sygnaturką z zegarem. Co prawda, budynek był dość lichy, ale jego wygląd doskonale odzwierciedlał mizerię mieszkańców nadgranicznego miasteczka. O jego znaczeniu dosadnie wyraził się XVI wieczny kronikarz Tomasz Kantzow umieszczając na końcu ostatniej IV księgi taką oto uwagę: O reszcie, czyli (…) Neuwen Stettin (…) oraz innych miastach nieleżących do książąt, biskupia kamieńskiego, hrabiów albo szlachty – nie ma potrzeby mówić, jako że nie masz w nich nic osobliwego; toteż poprzestańmy na tym.
Główne okna ratusza wychodziły na ul. Zamkową. W perspektywie zabudowy widać było najpierw most, a u jego krańca wysokie mury jeziornego zamczyska.
Utwardzona potężnymi dranicami jezdnia biegła nieco w dół. Tylko kilkadziesiąt kroków dzieliło Rynek od miejskiego wału. Był jeszcze płachetek ziemi oblany zewsząd wodą. To Zamkowa Wola (okolice dz. pl. Sowińskiego) z książęcym młynem oraz domami zamkowej służby. Tuż przed nim rozlewisko Niezdobnej ze spiętrzoną wodą napędzającą młyńskie koło.
Przedłużenie ul. Zamkowej stanowił drewniany most liczący 80-100 kroków rosłego męża, którego szerokość pozwalała przejechać tędy furmanką lub książęcym powozem. Most wbija się wprost w zamkową bramę. Tuż przed czeluścią rozwartych wierzei w południowej porze, na potężnych palach, podnoszona za pomocą ciężkich kołowrotów, spoczywa zwodzona kładka. Nie licząc drewnianej brony wzmocnionej żelaznymi sztabami, to już ostatnia przeszkoda przed wjazdem na brukowany, zamkowy dziedziniec.
Nie ma takiej siły, aby bez uprzednio pracochłonnego przygotowania przebyć rozległe jeziorne wody, nadbrzeżne bagnisko i dostać się do bramy. Obrońcy zamku przygotowani są na taką ewentualność. Dlatego nim podniosą zwodzony most, najpierw wszystko co przed nim, cała jego drewniana konstrukcja padnie ofiarą płomieni.
Opis nie do końca może być jedynie podyktowany wyobraźnią. W ten sposób, tyle że na mapie przedstawiono ten właśnie fragment naszego miasta.
Sporządził go w 1905 roku prof. Karl Tümpel, nauczyciel historii Gimnazjum Księżnej Jadwigi. Profesor kreśląc swój plan, posiłkował się archiwaliami, które z powodu tragicznej wojennej pożogi przepadły już na zawsze. Dzisiaj możemy co najwyżej zweryfikować profesorskie dzieło z pracą kartografa Eilhardusa Lubinusa. To ten sam, który w 1618 roku na swojej Wielkiej Mapie Księstwa Pomorskiego zamieścił m.in. panoramę naszego miasta.
Newen Stettin pokazany został ze szczytu, bądź tylko z podnóża Góry (Winnicznej) Rynkowej. Tamże, jak na dłoni, widać północne skrzydło zamkowe jeszcze w wystroju gotyckim, lecz zamiast mostu są już dwie ziemne groble – jedna od strony dz. ul. Limanowskiego, a druga od Zamkowej.
Nie jest dziełem przypadku, że właśnie opis tego fragmentu dzisiejszej ul. Ordona i ul. Zamkowej zacząłem od najdawniejszych czasów. Topografia tego miejsca na przestrzeni wieków uległa na tyle znaczącym zmianom, że nawet zdjęcie z lat trzydziestych wymaga pilnej uwagi. Gdyby nie wieża kościoła Mariackiego - można się pogubić. Z pewnością największą pułapką dla współczesnego mieszkańca Szczecinka jest dzisiaj, już zupełnie nieznany, widok ówczesnej Stellterstrasse – dz. Ordona. Otóż nadbrzeżna promenada, bo tak ulicę tę nazwano na początku jej istnienia, kończyła się przy skrzyżowaniu z ul. Zamkową.
W poprzek dzisiejszej ul. Ordona stał parterowy dom z szeroką, drewnianą szeroką bramą. Za nią rozciągała się zabudowa gospodarcza z oficynami, podwórkami od strony domów stojących wzdłuż Niezdobnej. To tutaj mieściła się fabryczka mebli, a także znany z solidnej jakości swoich wyrobów zakład produkujący… szafy pancerne. Ówczesną chaotyczną zabudowę tego miejsca oddaje zdjęcie przestawiające widok z wieży kościoła Mariackiego.
Od strony kościoła, przy dzisiejszym pl. Sowińskiego uliczną pierzeję zamykała piętrowa kamienica zwana przez ówczesnych mieszkańców „willą von Waldow”. Za „willą” aż do zamkowych murów, rozpościerała się szkółka ze szklarniami, gdzie hodowano byliny, krzewy i drzewka.
Dla porównania załączam zdjęcie dzisiejszej ulicy z widokiem na kościół Mariacki.
Wypada zatem napisać kilka słów o prapoczątkach ul. Ordona. W tutejszym Archiwum Państwowym znajduje się bardzo ciekawy dokument. Jest to sporządzony na grubym papierze(na takim w tamtych czasach przedstawiano projekty budowlane) plan sytuacyjny, a właściwie szkic sytuacyjny.
Z równego, kaligraficznie sporządzonego pisma z datą 1865 r. i nieczytelnym podpisem osoby sporządzającej projekt wynika, że jest to część brzegu jeziora Trzesiecko z przebiegiem projektowanej w tym miejscu promenady. Poprowadzona ona została dokładnie trasą dzisiejszej jezdni ul. Ordona. W tamtym czasie (przypomnijmy, że w 1892 roku po raz ostatni obniżono poziom wód Trzesiecka), jeziorny brzeg przebiegał na linii krawężnika dzisiejszej jezdni. Przedłużeniem ul. Zamkowej była dróżka z mostkiem w połowie jej długości, pod którym znajdował się jeden z dwóch wypływów ówczesnej Niezdobnej.
Wylot w kierunku ul. 3 Maja i Powstańców Wlkp. powstał pod koniec lat 30. Jeszcze na planie miasta z ok. 1935 roku nadjeziorny bulwar kończy się przy ul. Zamkowej.
Dzisiaj, z tego dawanego, przedwojennego założenia zachowała się jedynie narożna kamienica pod jedynką, której charakterystycznym elementem architektonicznym jest wykusz od strony parku i narożna, sześcioboczna, szachulcowej konstrukcji wieżyczka.
Projektantem malowniczej kamieniczki był tutejszy budowniczy i zarazem właściciel fabryki materiałów budowalnych Robert Schreiber w 1908 roku.
Jej budowa (widać ściany fundamentowe) została uwieczniona na pocztówce z 1910 roku - to widok na miasto z kościelnej wieży.
Z tamtej zabudowy zachował się także „dom ogrodnika”. To parterowy, obecnie nieużytkowany budynek z czerwonej cegły. Przez kilkadziesiąt ostatnich lat mieścił się tu wojskowy zakład krawiecki.
Jak wspomniałem, w połowie lat 30. Ulicę przedłużono kosztem istniejącej zabudowy. W tym też czasie powstał most żelbetowej konstrukcji przez Niezdobną. Stalową balustradę w latach 90. wymieniono na nową, lecz cała konstrukcja łącznie z murami oporowymi jest już mocno zniszczona.
Jerzy Gasiul
Zdjęcia archiwalne pochodzą ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Szczecinku
Zobacz także:
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Rządzący powinni sobie zadać pytanie, czy rozbudowują Szczecinek jako Perłę Pomorza (trzeba dbać o klimat każdej ulicy) czy rozbudowują osiedle popegierowskie. Bo stawianie szkaradnych klocków na ul. Pileckiego wśród uroczych kamienic nie przysparza uroku tej ulicy. Skoro Douglas stawia na turystykę, to chyba turyści nie mają dreptać wśród bloków? Każdy budynek wpleciony w tkankę miejską pozostaje tu na wieki, więc jeśli stawia ratusz powinien dawać przykład dla innych. Wywołuje do tablicy #gramczysto