Wróciła do rodzinnego Szczecinka po latach w Komendzie Głównej Straży Granicznej, żeby zostać szefową Straży Miejskiej. W ciągu ostatnich czterech lat ze służby odeszło aż 27 osób, od roku nie odchodzi nikt. Justyna Pietrzkiewicz w podcaście Tematu opowiada o trudnych rekrutacjach, jak po 15 miesiącach na stanowisku zmienia szczecinecką straż i dlaczego nie zamierza głaskać.
Nasza rozmowa - do obejrzenia. Pod nią znajdziecie Państwo skrót prasowy
Czego się Pani spodziewała, wracając do Szczecinka i wchodząc na komendę Straży Miejskiej?
JP: – Spodziewałam się ciężkiej pracy i to dostałam. Dużo obszarów, które po wstępnej diagnozie trzeba było albo szybko reanimować, albo dopełniać pewnych formalności dotyczących regulaminów i dokumentów. Tych obszarów do intensywnej pracy okazało się sporo.
Zderzenie wielkiego świata z lokalną ulicą – doktor nauk ekonomicznych, absolwentka SGH, oficer Komendy Głównej Straży Granicznej...
JP: – Może to nie było takie zderzenie, bo pragmatyka służby jest trochę podobna. Traktowałam to jako możliwość wykorzystania tego, czego się w życiu nauczyłam i doświadczyłam, w nowym miejscu. I akurat w takim miejscu, które jest moim miejscem pochodzenia, moją małą ojczyzną. Bardzo idealistycznie brzmi, wiem. Ale taka była moja motywacja – przyjeżdżam z zasobem, który być może uda się dobrze wykorzystać w małym, ale prężnym miejscu.
Udaje się ten zasób wykorzystać po piętnastu miesiącach?
JP: – Udaje się. Naprawdę. Przez te piętnaście miesięcy udało się zrobić bardzo dużo rzeczy organizacyjnych, ale też poprawiających nasze wyniki, postawy i podejście strażników do wspólnych zadań.
Raport roczny jest już publiczny. Co z niego wynika?
[Raport roczny Straży Miejskiej dostępny jest w Biuletynie Informacji Publicznej – przyp. red.]
JP: – 30 procent spadła liczba pouczeń. Wzrosła nam dywersyfikacja działań. Położyłam bardzo duży nacisk na utrzymanie porządku i czystości w mieście, bo to zadanie jest niezwykle istotne z punktu widzenia komfortu życia mieszkańców. Oczywiście nie jesteśmy w stanie dotrzeć do każdego zaśmieconego miejsca w każdej minucie. Ale dane mówią same za siebie – prawie 700 interwencji z tego obszaru, w tym 109 grzywien w drodze mandatu karnego.
500 złotych za śmiecenie – to jest stawka?
JP: – Tak. To jest pierwszy etap, w którym pokazujemy, że straż miejska podchodzi restrykcyjnie. Ale to ma przynieść w rezultacie świadome podejście mieszkańców – żeby wiedzieli, co za to grozi. Już zauważamy, że społeczeństwo dojrzewa. Wzrasta liczba zgłoszeń od mieszkańców, a spada liczba zgłoszeń od instytucji. Skoro straż działa i mieszkańcy są aktywni, to instytucje mniej muszą interweniować.
Straż Miejska generalnie nie jest po to, żeby dostawać kwiaty. Jak jest postrzegana po tym roku?
JP: – To postrzeganie nie jest proste. Słyszymy negatywne głosy, słyszymy niezadowolonych z interwencji. Zauważam coś bardzo charakterystycznego, nie tylko dla szczecineckiej straży – takie trochę schizofreniczne podejście społeczeństwa. Z jednej strony: chcemy porządku, tu macie interweniować, to macie zrobić. Jest pewne wymaganie, żeby straż aktywnie działała. A z drugiej strony, jak działamy – dostajemy po głowie. Dlaczego tak, a dlaczego zajmujecie się odchodami zwierząt? Bo takie są nasze zadania. To rozdwojenie jest charakterystyczne dla wielu społeczności lokalnych.
Jest Pani wymagającą szefową?
JP: – Wydaje mi się, że tak. Ale za tym idzie też propracownicze podejście. Każda dobrze przeprowadzona interwencja, każda sytuacja, która wymaga pochwały – a tych jest bardzo dużo – staram się udzielać osobiście takiej pochwały. Jeśli nie jest to gratyfikacja finansowa, to w inny sposób działa motywująco. Zauważam każdą najmniejszą interwencję i bardzo ją doceniam.
Nabory do Straży Miejskiej – jak to wygląda?
JP: – Prowadzimy nabory cyklicznie, bo mamy jeszcze możliwości zatrudnienia. Z kilkunastu miesięcy doświadczenia i kilku naborów udało nam się pozyskać troje strażników. To jest dużo, naprawdę. I odkąd jestem komendantem – zero rotacji. Kropka.
W raporcie jest ciekawy wątek – kondycja fizyczna czterdziestolatków lepsza niż dwudziestolatków?
JP: – To gdzieś wypłynęło w trakcie rekrutacji. Osoby w wieku czterdziestu lat i trochę powyżej są absolutnie sprawne fizycznie, bez żadnego problemu spełniają kryteria sprawności. Mieliśmy nawet osobę, która skończyła sześćdziesiąty rok życia – i proszę mi wierzyć, że dała radę.
Każdy nowy strażnik przychodzi czysty jak łza. To jest carte blanche. Dopiero potem zaczyna się inwestycja – sześciotygodniowe przeszkolenie w ośrodku pozamiejscowym, umundurowanie, wyposażenie.
Gdzie szkoleni są strażnicy?
JP: – W różnych miejscach w Polsce. Ośrodki są w Gdańsku, pod Legionowem i w Tychach. Akurat ten legionowski jest bardzo merytoryczny, bardzo dobrze przygotowuje strażników. Sama jestem absolwentką – to był wymóg, w ciągu dwunastu miesięcy każdy strażnik musi takie szkolenie przejść.
Później nowy strażnik ma swojego formalnego opiekuna – starszego strażnika, który zdaje raport, jak nowa osoba się sprawuje. Minimum pół roku trwa, zanim strażnik może w asyście drugiego wykonywać swoje czynności. To jest potężna inwestycja, dlatego staramy się, żeby kandydaci rokowali.
Skąd pomysł na wspólne patrole ze Służbą Ochrony Kolei?
JP: – Spotkaliśmy się z komendantem SOK, na moje zaproszenie pojawił się w naszej siedzibie. Stwierdziliśmy, że pilotażowo wprowadzimy współpracę. Ma to dwa główne walory. Po pierwsze, poprawiamy bezpieczeństwo. Po drugie, pokazujemy współpracę służb. Bardzo mi zależy, żeby Straż Miejska była elementem całego systemu porządku i bezpieczeństwa w mieście – nie obcym organizmem dołączonym do reszty, tylko partnerem Policji, SOK, Straży Pożarnej. Na razie pilotażowo patrolujemy wspólnie teren dworca i poczekalnię. Funkcjonariusze wzajemnie uczą się od siebie – jak wiemy, jak inna służba pracuje, to szanujemy tę pracę.
Jaki będzie rok 2026?
JP: – Na pewno dalszą dywersyfikacja działań, współpraca z całym systemem bezpieczeństwa w mieście i szkolenie strażników – na to kładę bardzo duży nacisk. Szkolenie pracowników to inwestycja, która się zawsze opłaci.
Jest też kwestia wewnętrzna – współpraca komórek organizacyjnych. Dyżurny kierownik zmiany, operator monitoringu i patrol. Jak to trio pięknie zadziała, to mamy idealne interwencje. Operator czuje, że jest elementem systemu, że jego wkład pracy ma znaczenie. Jeżeli to trio dobrze gra – a zaczyna nam pięknie grać – to tylko się cieszyć.
A jak sprawuje się samochód elektryczny?
JP: – Bardzo dobrze. Absolutnie rewelacyjnie. Przez miesiąc z kawałkiem, przy ogromnych mrozach, sprawuje się bez zarzutu. Koszt w stosunku do paliwa konwencjonalnego to duża różnica. Dokładnej kwoty jeszcze nie podam, bo referat to bada i raporty dopiero spływają. Ale z doświadczeń innych straży wynika, że kosztowo to absolutny hit. Komfort jazdy i pracy w takim samochodzie – to jest przepaść w porównaniu z tym, co mieliśmy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze