Mariola Kowalik, czyli Zakochana w Życiu, w styczniu skończyła 40 lat. Ma na koncie miliony wyświetleń na YouTube, a profesjonalną karierę zaczynała dopiero... 2 lata temu, od prezentu na Dzień Matki - umowy na pierwszy singiel od męża i synów.

Człuchowska wokalistka Mariola Kowalik opowiada o tym, jak rodzinny prezent zmienił się w muzyczną karierę, dlaczego nie wstydzi się łatki disco polo i co planuje na najbliższe miesiące.
Maciej Gasiul: Dzień dobry, czy widać, że Zakochana w Życiu?
Mariola Kowalik: Pewnie, że widać.
MG: Mariola Kowalik jest Zakochana w Życiu. To taka artystyczna ksywa. Co robisz na dzień dobry? Herbatka, kawka i od razu śpiewasz?
MK: Na dzień dobry kawa i to koniecznie dwie. Tylko że moja kawa to jest taka pół na pół z mlekiem. Nie ruszę innej. Dzień bez kawy to dzień stracony.
MG: Mariola śpiewa, jest to muzyka disco polo. Mówię o ogólnej szufladzie, bo na pewno się za chwilę ze mną pokłócisz.
MK: Nie, absolutnie. Uwielbiam muzykę disco polo, twierdzę, że w moim dorobku znajdziesz i disco polo, i pop-rock, i dance. Ostatnio była premiera kawałka, który można podciągnąć pod taki euro-dance lat 90. Jest mi bardzo ciężko ukierunkować się na jeden styl, ponieważ słucham bardzo różnorodnej muzyki.
MG: "Zraniona miłość" – cztery miesiące i milion odtworzeń na YouTube. "Moja gra" ma sześć dni i 300 tysięcy. Jak na początkującą gwiazdę – całkiem nieźle, co?
MK: Myślę, że tak. Inaczej buduje się publiczność na TikToku, inaczej na Instagramie, inaczej na Facebooku i zupełnie innymi prawami rządzi się YouTube. Zbieranie subskrybentów jest tam znacznie trudniejsze. Po półtora roku mam ponad siedem tysięcy subskrybentów – uważam, że to dobry wynik. Średnio przy każdej piosence dochodzi około pięćset nowych osób.
MG: Zrobimy retrospekcję. W 2024 roku, na Dzień Matki, mąż z synami wręczyli ci umowę na singiel. Taki prezent - był oczekiwany?
MK: Trochę tak (śmieje się). Cały czas gdzieś tam się przewijało to śpiewanie. Zaczęłam mając piętnaście-szesnaście lat, jeszcze w gimnazjum wzięła nas pani pod skrzydła. Później życie dorosłe – zostałam młodą mamą, założyliśmy z mężem firmę. Nie pochodzę z zamożnej rodziny, ani ja, ani mąż, więc trzeba było się dorobić wszystkiego samemu. Muzyka poszła na boczny plan.
MG: Sama byś na ten pomysł wpadła?
MK: Rodziło się to już kilka razy. Raz – wydaję, później – nie wydaję. Szczerze nie wiedziałam, w które drzwi zapukać. Pojawił się człowiek z branży, Piotr Stawowczyk, który poprowadził mnie w pierwsze kroki. Otworzył drzwi, pokazał którymi wejść, a jak mnie z jednych wyrzucą, to którym oknem wchodzić.
MG: To umiesz?
MK: Całe życie tak potrafiłam. Jak trzeba, to i po drabinie. Zawsze będę wdzięczna Piotrowi – to on zapoznał mnie z ludźmi, z którymi pracuję do dziś. Pozdrawiam Mateusza Detmera ze Studia Detmi i Łukasza Robakiewicza.
MG: Jesteś Zosia Samosia? "Moja gra" – tekst twój? Melodia twoja? Scenariusz klipu?
MK: Tak, mój. Ale to nie jest tak, że co ja wymyślę, to już jest cacy i pięknie. Aranżacja to Łukasz Robakiewicz, mastering też on. Fajne jest to, że spróbowałam sama tworzyć. Bo w każdej piosence, którą wydaję, zawsze gdzieś coś bym zmieniła. To jest moje, ja sobie to wymyśliłam i ja za to poniosę odpowiedzialność.
MG: Robisz to za własne pieniądze?
MK: Tylko za swoje.
MG: Kto pierwszy ocenia piosenki?
MK: Mój najmłodszy syn. Mój największy hejter, ale pozytywny.
MG: Jak przebiega proces tworzenia? Nie możesz spać w nocy, wstajesz o trzeciej?
MK: Oglądałam telewizję, leciał jakiś film. Kobieta mówi do mężczyzny: "Koniec. Moje życie to jest moja gra". Pomyślałam – jaki fajny pomysł na piosenkę. Napisałam tekst w pół godziny. Oczywiście później był redagowany, słowa zmieniane. Jeszcze przy nagraniach w studio ostatni wers refrenu został zmieniony. Ta ewolucja trwała, ale podstawa powstała w pół godziny.
MG: "Moja gra" – autobiografia, manifest?
MK: Nie. Ludzie często myślą, że każda piosenka odnosi się do wykonawcy. Manifestem mogę nazwać moją pierwszą piosenkę – "Nie musisz o mnie wiedzieć".
MG: Grasz koncerty?
MK: Gram, choć nie jest tego tyle, ile bym chciała.
MG: Trudne to jest?
MK: Dla mnie nie. Jest to fajne flow z ludźmi. Kocham to robić.
MG: Czyli jesteś takim zwierzakiem scenicznym?
MK: Lubię wychodzić na scenę, lubię poczuć energię ludzi. Nie mam stresu. Mnie stres zawsze buduje. Dopiero później, jak już wszystko się wydarzy, to mnie dopada. Wchodząc na scenę, odcina mi się wszystko. Na samym początku był on większy, dziś już taki nie jest. Mój pierwszy koncert – uważam, że wypadłam okropnie. Pojechałam chora, źle zadziałał odsłuch... Ale to wszystko jest potrzebne. Każdy musi gdzieś się potknąć, wyciągnąć wnioski i naprawić błędy.
MG: 900 komentarzy pod ostatnim utworem. Co robisz z hejtem?
MK: Oczywiście, że czytam. Nigdy nie przejmowałam się tym, co mówią ludzie, ale nie pozwolę pobawić się swoim kosztem. Przestałam z tym walczyć, bo to nie ma sensu. Odpowiadając na hejt nauczyłam się, że ci ludzie i tak tego nie zrozumieją. Ich to tylko napędza. Gdyby cała społeczność wspierała się tak jak społeczność hejterów, świat by był piękny.
MG: Disco polo?
MK: Jeśli będę artystką disco polo – będę z tego dumna. Ale powiem, że w moim sercu od zawsze grał rock.
MG: Co ty mówisz? To dlaczego to zrobiłaś?
MK: Rock jest ciężkim kawałkiem, musi mieć swoją rzeszę, swoich żywych fanów. A disco polo? Ludzie mogą mówić co chcą – było, jest i będzie. Ma największą rzeszę fanów. Byłeś kiedykolwiek na jakiejś imprezie?
MG: Wszyscy znają te piosenki, chociaż również wszyscy mówią, że ich nie słuchają.
MK: No właśnie. Mój syn ma 16 lat i z kolegami śpiewają "Halo Halo tu Londyn" Radka Liszewskiego. To muzyka, która nigdy nie wymrze.
MG: Rodzina jeździ z tobą na koncerty?
MK: Mój mąż jeździ ze mną na każdy event, spotkania, koncert. Do studia już mu się nie chce, bo trzeba tam siedzieć kilka godzin w ciszy. Ale na koncerty tak, na klipy też. Gra w moich klipach.
MG: Który to jest? Ten wydziargany?
MK: W "Zranionej miłości" jest tylko jeden mężczyzna – to mój mąż. Zagrał też w "Mów do mnie". Teraz mały epizodzik w "Mojej grze", ale poboczny.
MG: Scena czy studio?
MK: Ciężko wybrać... Scena.
MG: Poranek czy wieczór?
MK: Wieczór, bo to już koniec dnia, można się wychillować.
MG: Tekst czy melodia?
MK: 50 na 50. Melodia łapie, ale tekst ma przesłanie. To musi ze sobą grać.
MG: Największy komplement od fana?
MK: Zawsze miły jest ten, który docenia walory wokalne. Ale jeden lubi córkę, drugi teściową, nie? Jeden powie "najpiękniejsza wokalistka", drugi "zejdź ze sceny". Najbardziej doceniam, gdy ktoś mówi, że podoba mu się to, co robię. Ja nie mam się podobać swoim fanom, podobać to ja się mam mężowi. Ma się im podobać moja barwa, moja piosenka, mój sposób bycia.
MG: Czego nie widzą ludzie w branży, a powinni? Bo u ciebie coś działa, co u innych nie.
MK: W tej branży jestem krótko, więc nawet nie wypada mi mówić, co kto powinien. Mogę powiedzieć tylko tyle: mniej zawiści wobec siebie nawzajem. Każdy uważa się za konkurencję, a tak być nie powinno. Jeśli moja piosenka się komuś spodoba, to tak samo spodoba się kogoś innego. Nikt nie będzie słuchał Zakochanej w Życiu 6-7 godzin na imprezie.
MG: Każdy ma na siebie pomysł?
MK: Tak. Każdy jest indywidualny. Teraz bardzo ciekawym nurtem jest latino, ale królową i króla latino już mamy, więc nie doszukujmy się kolejnych.
MG: Co chciałabyś powiedzieć ludziom, którzy mają około czterdziestki i myślą, że już jest za późno?
MK: Jakie za późno? Odjechał pociąg, a jeszcze są samoloty, statki. Trzeba o siebie walczyć. Zauważam, że ludzie walczą o siebie, wyglądają coraz lepiej, są coraz młodsi. Ten wiek ich nie przeraża. Ja w styczniu skończyłam 40 lat i czuję się lepiej niż mając 20. Sama ze sobą, jeśli chodzi o wygląd, charakter, ciało – nigdy lepiej się nie czułam. To jest w głowie. Życzę każdemu, żeby się nie poddawał i walczył o siebie. Nikt nie wie, co go może spotkać. Zawsze to, co się robi, będzie miało swoich zwolenników i przeciwników. Nie ma innej drogi.
MG: Jakie są najbliższe plany?
MK: Wydajemy, lecimy do przodu. Idziemy mocno, szybko i głośno.
MG: Powiedz coś konkretnego.
MK: Szykujemy kolejne utwory. Szykuje się duet, ale nie mogę zdradzić z kim. To musi pozostać tajemnicą. W tym roku premiera.
MG: Kolejny duet?
MK: Drugi. Pierwszy był z Toczyfelem, artystą z naszych okolic (Rzeczenica – dop. red). Muzycznie dalej do przodu, dalej rozwojowo, dalej wokalnie. Prywatnie – być dalej szczęśliwą.
To tylko skrót prasowy rozmowy. Cała do obejrzenia i posłuchania. Warto.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze