Reklama

„Radio to jest magia". Patryk Żak opowiada o swojej pracy za mikrofonem


13 lutego przypada Światowy Dzień Radia. Z tej okazji gościem naszego podcastu jest dziennikarz Polskiego Radia Koszalin, Patryk Żak. Rozmawiamy o kulisach jego pracy w szczecineckiej redakcji. Patryk wyjaśnia, jak trafił do radia i wspomina swój nie tak dawny debiut na antenie.


PW: Dziś moim gościem w podcaście Tematu jest Patryk Żak, dziennikarz Polskiego Radia Koszalin. Jak Ci się pracuje? I chyba mamy Światowy Dzień Radia?

PŻ: Tak, dzień dobry, kłaniam się. Jest Światowy Dzień Radia – tak to ładnie brzmi. Radio Koszalin dało mi wiele możliwości autorozwoju. Zawsze mówiłem, że w radiu jest fajnie, ale do końca nie wiedziałem, z czym to się wiąże na co dzień. Kilka razy byłem gościem w radiu – jak wydawaliśmy z zespołem DOFX numery, szukaliśmy promocji w rozgłośniach. Trafiliśmy nawet do Piotra Metz z Programu Trzeciego Polskiego Radia.

Reklama

PW: W Temacie też byliście.

PŻ: Tak, niejednokrotnie. Studio nie jest mi obce - mam już nawet własny mikrofon. Ale do radia trafiłem przez Mateusza Sienkiewicza, który teraz jest rzecznikiem prasowym ratusza. Poszedłem do niego zapytać, czy można przyjść pogadać o naszym numerze i żeby poleciał na antenie. Poznaliśmy się wtedy, a jak Mateusz odchodził do ratusza, wrzucił post z ogłoszeniem o rekrutacji do radia. Napisał, że fajna robota jest do wzięcia. Pomyślałem: teraz albo nigdy.

PW: I tak się stało. Już ponad rok.

Reklama

PŻ: 11 grudnia zjawiłem się po raz pierwszy w pracy. Czas leci niesamowicie szybko, szczególnie od momentu, kiedy moje materiały zaczęły jakoś wyglądać. Kiedy sam zacząłem się z nich cieszyć.


Pamiętasz swój pierwszy program na antenie?

PW: Z kim to było?

PŻ: Moja szefowa Marcelina Marciniak powiedziała, żebym wziął gościa, którego znam osobiście i znam się na tym, czym się zajmuje. Padło na Michała Piesiaka z zespołu Materia, bo właśnie ogłaszali gwiazdy na MateriaFest. Stwierdziłem, że to będzie spoko – mogę zaimprowizować, bo to coś, czym pasjonuję się od dziecka.

Reklama

PW: Był stres?

PŻ: Ręce mi się trzęsały niesamowicie. Dostawałem SMSy od kolegów z radia: „Trzymaj się, jest dobrze". Ale jak wyszedłem ze studia z Michałem i to wszystko ze mnie spadło – satysfakcja była ogromna. Przeżywałem kolejny tydzień do następnego programu.


Robisz rozmowy na żywo. Goście się nie boją?

PŻ: Często pytają, czy to na żywo. Rozmowa z Michałem też była na żywo – to był mój debiut na antenie w czasie rzeczywistym. Największy problem to było sobie poukładać w głowie, że co powiesz – tego nie wytniemy.

Z biegiem czasu bardzo to polubiłem. Mam też program dla dzieci, który trwa pół godziny i jest nagrywany. I ciężej mi się go nagrywa, bo potem odsłuchujesz, sprawdzasz, tutaj nie tak, nagrywasz jeszcze raz...

Reklama

PW: Na żywo musisz się zmobilizować od razu.

PŻ: Dokładnie. Robię rozmowy na żywo co wtorek o dziewiątej w programie Studio Bałtyk Szczecinek. Mieszkamy w małym mieście, więc mam już taką bazę gości – jak dzwonię, oni wiedzą, o co chodzi. Tylko pytają o temat. Natomiast ci, którzy przychodzą pierwszy raz i nie mieli obycia z anteną, mają trochę opór.

Ale ja zawsze mówię - radio to nie jest coś, gdzie musisz przyjść, idealnie mówić, nie zajęknąć się. Spotykamy się, żeby porozmawiać o czymś ciekawym. Gdyby to robiła sztuczna inteligencja, a w niektórych radiach już tak jest, nie byłoby takie fajne. Cały sens polega na tym, że tam siedzi człowiek.

Reklama

Co Cię zaskoczyło w tej pracy?

PŻ: Nie tyle jakaś sytuacja, co sam proces pracy. Przychodząc do radia, często się śmiejemy, że idziemy od razu puszczać muzykę. Ale tak to nie działa. Radio ma swój tok pracy, różne redakcje zajmują się konkretnymi rzeczami.

Myślę, że każdy, kto się z tym zetknie, będzie musiał się nauczyć, że radio ma swoje zasady funkcjonowania. Są różne redakcje, trzeba się nauczyć, która za co odpowiada.

PW: Praca w mediach to też czas nienormowany.

PŻ: Właśnie o to chodzi. Cały czas na posterunku. Godziny pracy mamy wtedy, kiedy faktycznie masz program na antenie. To styl życia – niektórzy się z tym utożsamiają, inni nie.

Reklama

Trzeba mieć „głos radiowy"?

PŻ: Często słyszę: „Ale masz radiowy głos, mógłbyś być lektorem". Ale myślę, że to nie do końca o to chodzi. Jeżeli jesteś uzdolniony pod innym kątem - będziesz dobrym dziennikarzem, prezenterem - ten głos schodzi na drugi plan. Bardziej chodzi o charyzmę.

PW: A to, że ludzie rozpoznają Cię po głosie?

PŻ: To się coraz częściej zdarza. Pamiętam, latem na jakimś wydarzeniu przy stadionie pan powiedział, że mnie słucha. To super jest usłyszeć na ulicy przypadkowo. W Barwicach, jak zaczynali budowę budynków SIM, czekała na mnie pani, która pierwsza podała mi rękę i powiedziała: „Pan Patryk, bardzo miło poznać, słucham pana co wtorek".

Reklama

Co jest najtrudniejsze w tej pracy?

PŻ: Nagrywanie sond na ulicy. Jak ludzie widzą mikrofon, robi się taki mały "korytarz życia'. Nagle ktoś musi wejść do sklepu, do którego nie wszedł. Dużo zależy od nas samych – na początku też miałem z tym problem.

W Polskim Radiu Koszalin kładziemy duży nacisk na to, żeby głos mieszkańców miał przewagę. Moja szefowa za każdym razem przy zgłaszaniu tematu mówiła: „Nagraj ludzi". Jeżeli nie będziemy tego robić, sonda faktycznie może być problemem. Ale fajnie usłyszeć głos mieszkańców – to coś innego niż to, co mówią samorządowcy.

Reklama

PW: Zdarza się, że przeklinają?

PŻ: Zdarzyło się. Na szczęście możemy to obrobić. Ale nie jest to częste – jak ludzie widzą mikrofon, zachowują nutę powagi. Moi faworyci to ci, którzy mimo tej powagi podchodzą do sprawy luźno.


Jest jakiś moment, który szczególnie utkwił Ci w pamięci?

PŻ: Kilka takich sytuacji. Należę do redakcji informacji – newsy przede wszystkim. Ale jak mamy czas, możemy robić też rzeczy do innych pasm. Na MateriaFest prowadziłem małą scenę. Wziąłem numer do Macieja Karbowskiego z zespołu Tides From Nebula – to jedni z moich idoli polskiej sceny muzycznej. Zadzwoniłem, spotkałem się z miłym odbiorem, umówiliśmy się na rozmowę w moim studio.

Reklama

To jest przyjemne, kiedy obserwujesz ludzi przez kilka lat, czerpiesz może inspirację, a później siedzisz z nimi w jednym studio.


Montaż materiałów sprawia Ci trudność?

PŻ: Obsługa programów nigdy nie sprawiała mi problemu – zawsze obcowałem dużo z muzyką, a te ścieżki to coś podobnego. Najtrudniejsze było to, jak materiał ma wyglądać. Co dociąć, w jaki sposób, jak zrobić, żeby brzmiał.

Bywa, że materiał jest na tyle trudny, że dopiero przy montażu myślę, jak to zrobić. Przede wszystkim na wydarzeniach z oprawą muzyczną, z wystąpieniami – można ponagrywać efekty, ponakładać dźwięki na siebie.

Reklama

PW: Te efekty budują materiał.

PŻ: Efekt pomaga słuchaczowi przenieść się na miejsce. Sama wypowiedź to informacje, które do nas trafiają. Jak coś jest określone efektami, zamykając oczy możemy się przenieść na miejsce zdarzenia.

Spotkałem się z osobami niewidomymi – dla nich radio ma ogromne znaczenie. To jedyne przystępne medium. Mówili, że te efekty naprawdę robią robotę.

Czasami wystarczy podłożyć mikrofon, a czasami trzeba się postarać.


A ta magia radia – jak ją czujesz?

PŻ: Jak prowadzę program, jestem kompletnie sam. W Koszalinie po drugiej stronie jest kolega realizujący program. A tutaj w Szczecinku jest czerwona lampka, mikrofon, konsoleta – i ja.

Mieliśmy zimę, więc chwilę po południu robiło się ciemno. Robiąc sobie odpowiednią atmosferę w studiu, gdzie panuje półmrok, robi się przez chwilę czerwono od tej lampki informującej, że jestem na antenie. I między prowadzącym a mikrofonem robi się taka intymna sfera.

PW: Czasem się człowiek do tego mikrofonu przyzwyczaja.

PŻ: Do dziś tak mam – jak wchodzę na antenę i witam się ze słuchaczami, to jest delikatny ścisk w gardle. Za każdym razem. Robię to dwa razy w tygodniu, ale pozostaje ta nutka niepewności, stresu. Ale drugie wejście, trzecie – mówię już swobodnie. I dopiero wtedy robi się ta płynność, działa ten mistycyzm radia.


Wakacje w Szczecinku były intensywne?

PŻ: W tym roku nie było chyba weekendu, który był pusty. Próbowałem sobie przypomnieć poprzednie lata - dawno nie było takich wakacji, że praktycznie co weekend coś się działo. Mniejsze, większe wydarzenia.

PW: A słyszałem, że 2026 ma być jeszcze mocniejsze.

PŻ: Dochodzą mnie takie słuchy. To jest fajne dla mieszkańców, bo zawsze się mówi, że tutaj się nic nie dzieje, że nudno. W zimie tych wydarzeń siłą rzeczy jest mniej, ale latem – jeżeli tak to będzie wyglądało po raz kolejny – mamy się z czego cieszyć. A ja na pewno, bo swoją pracę bardzo lubię.


Które materiały najciężej się robi?

PŻ: Robię zwykle materiały o charakterze informacyjnym. Najtrudniejsze są te, które trzeba zrobić samemu od zera. Trzeba się dodzwonić do kogoś, kto odpowiada – burmistrza, rzecznika, wójta, starosty. Czasami wpada coś nagle i trzeba działać na bieżąco.

Do tego sondy uliczne, albo trzeba umówić kilka osób w danym dniu, często z samego rana.

A najfajniej mi się robi te wydarzenia, na które się po prostu przychodzi. Spotykamy się z ekipami ze wszystkich redakcji, możemy porozmawiać. To jest najbardziej przyjemne.

To tylko skrót rozmowy z Patrykiem Żakiem. Całość w materiale wideo.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło: materiał oryginalny Tematu Szczecineckiego Aktualizacja: 13/02/2026 14:17
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama