Reklama

Problem z transportem karetką ze Szczecinka. Nawet prawie odcięte palce nie pomogą

09/05/2018 05:41

Młody człowiek, poważny uraz dłoni, mnóstwo krwi, ból, ogromne emocje zarówno u pacjenta, jak i u jego najbliższych... Tak w ogromnym skrócie wyglądał jeden z wieczorów rodziny naszych Czytelników, którzy pragną zachować anonimowość. Oczywiście, rodzina błyskawicznie znalazła się w szpitalu. Rana została opatrzona. Jednak uraz był na tyle poważny, że 18-latek potrzebował natychmiastowej operacji. Najbliższy szpital, który takiego zabiegu mógł się podjąć, znajdował się jednak w Szczecinie. Rodzicom chłopaka zasugerowano, by... zorganizowali własny transport.

- To naprawdę szokujące, że w takim stanie nie wysłano syna karetką. Przez to mam ogromny żal do pracowników szpitala – podkreśla mama nastolatka.
Wszystko wydarzyło się w ubiegłym tygodniu około godziny 18.00 w jednej z położonych nieopodal Szczecinka miejscowości. Młody chłopak pomagał przy pracach związanych cięciem drzewa. W jednej chwili piła, którą pracował, pocięła mu dłoń. Uraz był bardzo poważny. Poprzecinane nerwy, ścięgna i mięśnie trzeba było błyskawicznie opatrzyć i pozszywać. Rana mocno krwawiła, a ból był nie do opisania. W dodatku nie wiadomo było, czy uda się uratować palce.


- Widziałam jedną miazgę zamiast ręki. Palce mu dosłownie wisiały. Wyglądało to naprawdę okropnie – opowiada nam mama nastolatka. - Syn przeszedł operację w Szczecinie. W najbliższych dniach okaże się, co będzie dalej. Na razie wiemy, że udało się te palce zszyć, ale na chwilę obecną, nic nie wiemy.

Reklama


- Nie wzywaliśmy karetki. Przyjechaliśmy do Szczecinka sami. Przyjęto nas od razu. Kiedy pojawiliśmy się na SOR-ze pani doktor, tak mi się wydaje, że to była lekarka, zapytała od razu, czy przyjechał sam, czy z kimś. Potem pytała mnie, czy przyjechałam sama. Odpowiedziałam, że z mężem. A ona od razu zapytała mnie, czy mąż jest kierowcą... Bo syna trzeba będzie zawieźć do Szczecina – relacjonuje dalej nasza rozmówczyni.
- Zdziwiona jestem, że na koniec tak nas potraktowano. I że nie wysłano syna do Szczecina karetką. To jednak poważna rana i prawie ucięte cztery palce. Syn naprawdę mocno krwawił. Wszyscy byliśmy całą tą sytuacją przerażeni. Jechaliśmy trzy godziny. Zawiozłam go. Ale teraz sobie myślę, co by było, gdyby na prawdę mi się wykrwawił. Gdybym z tych nerwów jakiś wypadek spowodowała, gdyby po drodze zepsuł mi się gdzieś samochód... No cokolwiek... Stanęłabym w szczerym polu i też bym nie wiedziała, co mam zrobić. Poza tym pod koniec drogi synowi zaczęło schodzić znieczulenie. Zaczął słabnąć i widać było, że bardzo cierpi.


- Zachowano się naprawdę niefajnie. Odesłali nas, choć mogli przetransportować syna karetką. Myślę że to nie pierwszy taki przypadek w Szczecinku – kończy mama nastolatka.

Reklama


Jak się okazuje, transport sanitarny między szpitalami to ogromny problem wielu szpitali. Jeśli nie ma bezpośredniego zagrożenia życia pacjenta, szpitalom jeszcze trudniej jest zorganizować karetkę lub inny odpowiednio przystosowany pojazd, który przewiezie dziecko lub dorosłą osobę, do najbliższej placówki, mogącej udzielić należytej pomocy. Historia opowiedziana przez naszą rozmówczynię tylko potwierdza, że Szpital w Szczecinku także boryka się z tym problemem.
Podczas przedostatniej sesji Rady Miasta prezes szpitala Radosław Niemiec zaprezentował statystyki dotyczące transportu sanitarnego w szczecineckim szpitalu. Z roku na rok  zapotrzebowanie na tego typu kursy rośnie. W 2012 roku wykonano nieco ponad 1200 takich kursów. A w 2017 już 1900. To, że transport w kierunku stolicy województwa jest dla szpitala problemem, przyznał Radosław Niemiec, wspominając, że problematyczne jest transportowanie pacjentek z zagrożoną ciążą do oddalonego od Szczecinka szpitala specjalistycznego w Policach.
Którzy pacjenci i na jakich warunkach mogą skorzystać z transportu sanitarnego? Czy był to odosobniony przypadek? Czy Szpital w Szczecinku prowadzi pod tym względem segregację pacjentów, sugerując, by do oddalonych, specjalistycznych szpitali dojeżdżali na własną rękę? Kto w takich przypadkach bierze odpowiedzialność za to, co dzieje się z pacjentem w czasie drogi? 


Prośbę o możliwość zadania pytań w opisanej przez nas sprawie skierowaliśmy przy okazji sesji Rady Miasta do dyrektora ds. medycznych i zarazem radnego miejskiego Marka Ogrodzińskiego. Dyrektor odmówił udzielenia odpowiedzi wskazując, że ze względu na zadawane przez nas (niewygodne?) pytania redaktorzy z "Tematu" powinni zwrócić się do niego z pisemnym wnioskiem o udzielenie informacji publicznej. 
 

artykuł ukazał się w Temacie Szczecineckim,
jedynym tygodniku ze Szczecinka.
Miejsce zdarzenia mapa Szczecinek

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2018-05-09 06:36:48

    Moja żona kilka lat temu porobiło. Też mówili na 112 by samemu przywieźć. Spytałem - na czyją odpowiedzialność i za 10 minut karetka była na miejscu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Bolo - niezalogowany 2018-05-09 07:44:46

    Szczecinecki szpital to patologia

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2018-05-09 07:45:08

    Tania manipulacja. Sami piszecie , ze poprosił o pytania na piśmie. To nie znaczy, że odmówił odpowiedzi, bo pytania niewygodne.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama