Szczecinecka Miejska Biblioteka Publiczna przechodzi rewolucję technologiczną – wymiana przestarzałego systemu katalogowego na ogólnopolski program MAK Plus wymusiła miesięczne zamknięcie placówki. Ale z 96 tysięcy książek automatycznie przeniosło się niecałe 20 tysięcy, i to bez kompletnych opisów. Teraz bibliotekarze ręcznie wprowadzają każdą pozycję. Od 16 lutego biblioteka wraca do czytelników, ale w ograniczonej formie. O pracy naszej biblioteki i byciu bibliotekarzem rozmawiam dziś z Barbarą Bukowską, dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Szczecinku.

Maciej Gasiul: Biblioteka Miejska jest jeszcze nieczynna. Co się stało?
Barbara Bukowska: Technologia to nasza druga natura, a technologiczne zawirowania wymusiły zmianę. Musieliśmy zmienić program biblioteczny. Jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze – nasz stary program trzeba byłoby zaktualizować, a jego aktualizacja byłaby bardzo droga, nieopłacalna. Do zmiany na typowo biblioteczny program przygotowywaliśmy się od kilku lat. Teraz nastąpił ten moment.
MG: Ten program, który kataloguje książki, śledzi wypożyczenia, skanuje?
BB: Tak, wszystko co wiąże się z biblioteką, czytelnikami, książkami, wypożyczeniami. Była dosyć korzystna oferta i zdecydowaliśmy się na MAK Plus – to program, z którego korzysta właściwie pół Polski. Najwięcej bibliotek na nim funkcjonuje.
MG: Czyli mogę w Szczecinku znaleźć książkę, która jest na przykład w Toruniu?
BB: Tak, można tego szukać i wtedy wyszukiwanie jest ułatwione. Nie jest drogi – jest tylko abonament, więc nie jest to kosztowne.
MG: Żyjemy w czasach subskrypcji.
BB: Technologia to nasza druga skóra. Niestety, nasz stary program nie był typowo biblioteczny, więc mamy duże utrudnienia w przenoszeniu danych. Zamknęliśmy bibliotekę na cały grudzień, nie wiedząc co nas czeka. Nie wiedzieliśmy ile książek przejdzie, ile czasu zajmie przenoszenie.
MG: Ile macie książek w zbiorze?
BB: 96 tysięcy z kawałeczkiem.
MG: I co, przepisujecie (w system) teraz każdą?
BB: Po zamknięciu biblioteki okazało się, że migrację systemową przeszło niecałe 20 tysięcy. I żadna, absolutnie żadna książka nie przeszła z kompletnym opisem... Każdą musimy teraz wziąć z półki, sprawdzić czy przeszła, uzupełnić wpisy albo wprowadzić wszystko od początku do końca. To żmudna praca.
MG: Jak to teraz wygląda na co dzień?
BB: Przychodzimy od rana, siadamy i klepiemy, klepiemy, klepiemy, aż wychodzimy z niebieskimi oczami do domu.
MG: Kiedy wracacie do czytelników?
BB: Od 16 lutego. Czytelnicy się tego domagali, więc zmieniamy formę pracy. W dużej bibliotece na Wyszyńskiego będzie otwarte od 10:00 do 13:00 i później od 16:00 do 17:00 – dla tych, którzy są w pracy i chcieliby jeszcze przyjść po książkę. Soboty od 9:00 do 13:00. Filia na Jeziornej, czyli biblioteka dla dzieci i młodzieży, będzie otwarta od 13:00 do 17:00 codziennie i w soboty tak samo od 9:00 do 13:00.
MG: Będziecie się uwijać.
BB: Będziemy, ale od razu proszę wszystkich czytelników o wyrozumiałość. Bardzo proszę, żeby wszyscy nie przyszli 16 lutego, bo nie zdążymy obsłużyć. Rozłóżcie to sobie. To nie jest tymczasowe otwarcie – będziemy tak funkcjonować przez najbliższe kilka miesięcy.
MG: Jak będzie wyglądało wypożyczanie?
BB: Nie będzie dostępu do książek. Przychodzicie przy ladzie jak za dawnych czasów. Trzeba pytać o książki, my będziemy je podawać. Nie wszystkie są przeniesione do nowego programu.
MG: A bibliotekarz na pamięć wie, gdzie książka stoi?
BB: Powinien. A jak nie wie, od tego jest system – działa jeszcze stary i podpowiada dział. Ale nie wszystkie książki są wprowadzone, więc wiemy które możemy dać, a których nie. Ograniczony wybór i cierpliwość. Bardzo proszę o cierpliwość.
MG: Zdarzają się nerwowe sytuacje?
BB: Też. Kiedyś przyszedł czytelnik, który bardzo chciał udowodnić, że jesteśmy niedouczone i że w bibliotece to każdy może pracować. Chodził między regałami, rzucał naukowe teksty. W końcu podszedł do lady. Przepraszam – mówię – moja wiedza jest ograniczona, mógłby pan przybliżyć temat, żebym wiedziała gdzie czego szukać. Popatrzył i mówi: "Za tłumaczenie mi nie płacą". I wyszedł.
MG: Ciekawe za co mu płacą.
BB: Nie wiem po co przyszedł. Widocznie nie zależało mu na książce.
MG: Czy są kary za przetrzymanie?
BB: W naszej bibliotece będzie abolicja. Przez to, że mieliśmy zamkniętą bibliotekę nie z winy czytelników – wszyscy, nawet ci co 10 lat temu wzięli książkę i nie oddali, mogą przynieść bez kary.
MG: Naprawdę ktoś przyniesie po 10 latach?
BB: Robiliśmy abolicję po pandemii. Wróciło do nas trochę książek. Teraz nadarzyła się taka okazja wymuszona, więc skorzystamy. Mam nadzieję, że czytelnicy też.
MG: Ilu czytelników ma biblioteka?
BB: Obie biblioteki w zeszłym roku miały 4140 czytelników.
MG: Przybywa?
BB: To jest wyrównane. Część odchodzi, przestaje czytać, ale przybywają nowi. Dzieci małe – bo rodzice chcą. Później w szkole lektury, jakoś idzie. Nastolatkowie różnie. I znowu się zaczyna, jak ci ludzie wrócą po studiach, zaczną żyć normalnie – wtedy im się przypomina biblioteka.
MG: W czasach kiedy czytelnictwo jest jakie jest... chociaż Remigiusz Mróz ma pewnie czytelników.
BB: Niekoniecznie, już się trochę przejadł, powiem szczerze. Na pisarzy jest moda. Był szał na Mroza, był szał na Bondę.
MG: A Rozmusa (Piotr Rozmus to znany pisarz ze Szczecinka) wypożyczacie?
BB: Rozmus jest u nas bardzo poczytny. Lokalna chęć przeczytania tego, co napisał nasz twórca. A dwa – on całkiem dobrze pisze, naprawdę dobrze się go czyta.
MG: Młodzież przychodzi w sprawach szkolnych?
BB: Przychodzą. Przypomniała mi się historia – przyszedł młody człowiek i mówi: "Poproszę coś o akwizycji. Muszę notatkę do szkoły napisać." Myślę, myślę... "O świętą inkwizycję panu chodzi?" A on: "A może być."
MG: I dostał?
BB: Książkę wydałyśmy, co z tym zrobił – nie sprawdzałyśmy.
MG: Co można znaleźć między stronami?
BB: Wszystko. Ludzie mają manię robienia zakładek z tego, co mają pod ręką. Bilet, paragon – normalna rzecz. Ale mieliśmy książkę, w której za zakładkę robił plasterek salami. Było widać na każdej kartce – coraz słabszy tłuszczyk, coraz słabszy. A na koniec został włożony w środek, żebyśmy wiedzieli co to było.
MG: Wyschnięty plasterek salami.
BB: Książka już niestety nie nadawała się do użytku.
MG: Jak idzie czytelnictwo cyfrowe?
BB: Zaczynaliśmy kilka lat temu od 10 kodów Legimi. Kod jest na miesiąc – można wchodzić, czytać ile książek się chce, bez ograniczeń. Na początku te 10 kodów nie było wykorzystywane. Teraz mamy 35 kodów miesięcznie i jest na styk. Pierwszy dzień każdego miesiąca, punkt 9:00 rano – telefon się urywa. Kody, kody, kody.
Przez zamknięcie biblioteki zrobił się duży szum. W grudniu mieliśmy jeszcze telefon uruchomiony tylko po to, żeby kody wydawać. Teraz wyłączyliśmy, bo nie mogłybyśmy pracować. Niektórzy czytelnicy wpadli na pomysł i napisali maila. Na maile odpowiadamy zawsze.
To skrót naszej rozmowy w podcaście Tematu, która jest do obejrzenia lub posłuchania.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze