Najbliższa placówka medyczna czy ośrodek ochrony zdrowia to pierwsze miejsca, do których kierujemy nasze kroki chcąc uzyskać pomoc nie tylko w sytuacji zmagania się z chorobą, ale przede wszystkim w nagłych wypadkach. W takich momentach najczęściej odwiedzamy lekarza rodzinnego lub – w sytuacjach zagrażających naszemu życiu – wzywamy ambulans czy sami udajemy się do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Okazuje się jednak, że nie zawsze najbliższa placówka jest tą, gdzie taką pomoc otrzymamy.
- Dziecko w wieku niespełna 4 lat włożyło sobie do noska małą monetę. Rodzice po stwierdzeniu tego faktu niezwłocznie udali się do szczecineckiego SOR-u, gdzie usłyszeli, że w szpitalu nie ma laryngologa i nikt dziecku nie może pomóc, ale funkcjonuje poradnia laryngologiczna obok w Podimedzie i tam dziecku pomogą – relacjonuje nasza wieloletnia Czytelniczka, babcia chłopca. – Niestety, tam również nie było laryngologa. Porada, jaką uzyskali, to udanie się z dzieckiem do szpitala w Koszalinie. Bez pomocy, pozostawieni sami sobie, pożyczają samochód i jadą do Koszalina. Tam, bez zbędnego oczekiwania na lekarza, pani doktor szybko usunęła monetę z noska używając prostych narzędzi: latarki i pęsety. W Szczecinku w obu placówkach nikt nie obejrzał dziecka, nie sprawdził, jak głęboko utkwiła moneta i czy faktycznie nie można jej usunąć.
- Najprościej jest odesłać dziecko dalej, bez jakiejkolwiek diagnozy, bo brak jest oddziału laryngologicznego i lekarza w poradni zwanej laryngologiczną. Zrozumiałe byłoby takie zachowanie, gdyby lekarz dyżurujący w SOR, ratownik, a nawet pielęgniarka po oględzinach stwierdzili, że przedmiot utkwił bardzo głęboko i potrzebna jest specjalistyczna szybka pomoc, ale nikt z takich osób powołanych do udzielania pomocy, nie zrobił tego – dodaje nasza Czytelniczka.
Czy rzeczywiście w nagłych przypadkach mieszkańcy, rodzice szukający pomocy medycznej dla swoich dzieci, odwiedzając szczecinecki szpital muszą liczyć się z tym, że zostaną „oddelegowani” aż do Koszalina? Okazuje się, że – w niektórych przypadkach - tak. Powód? Brak lekarza danej specjalizacji, który byłby uprawniony do udzielenia pomocy w poszczególnych przypadkach.
- Jeżeli dziecku utkwiła moneta w nosie, to jest to przypadek laryngologiczny, a szczecinecki szpital niestety nie ma laryngologa ani oddziału laryngologicznego, ani chirurgii dziecięcej. W tej sytuacji nikt z lekarzy nie może ingerować w drogi oddechowe i dziecko powinno trafić do takiego ośrodka, który zajmuje się właśnie takimi przypadkami, zwłaszcza przy takim profilu laryngologicznym. Wtedy najbliższym ośrodkiem jest właśnie szpital w Koszalinie – wyjaśnia Krzysztof Małkowski, dyrektor ds. medycznych szczecineckiego szpitala. - W takich sytuacjach nie jest błędem to, że rodzić przyjdzie z dzieckiem i uzyska informację, co dalej należy zrobić. Rodzice jak najbardziej powinni pojawić się na SOR-ze, gdzie otrzymają informację o dalszych krokach. Pomocy można szukać również u lekarza pierwszego kontaktu, czyli w Podimedzie, gdzie dyżur pełni lekarz internista, który powinien pokierować rodziców, gdzie dziecko powinno się znaleźć.
Jak zaznaczył nasz rozmówca, Szpitalny Oddział Ratunkowy pełni po części funkcję izby przyjęć. I tu pacjenci mogą uzyskać pomoc od tych lekarzy, jakich szczecinecki szpital posiada. Dodajmy, że w poszczególnych przypadkach niektórzy pacjenci, potrzebujący interwencji konkretnego specjalisty, nie uzyskają pomocy od lekarza innej specjalizacji. Jako że w miejskim szpitalu nie ma zakontraktowanego laryngologa, nikt inny takiego leczenia nie może się podjąć. Takie postępowanie jasno reguluje Narodowy Fundusz Zdrowia.
- Ponieważ nie mamy laryngologii, chirurgii dziecięcej czy chirurgii szczękowej, to zrozumiałe jest, że leczenia takich pacjentów szpital nie może się podjąć. Muszą być oni odesłani do ośrodka referencyjnego, który takich specjalistów posiada. Dlatego dobrze się stało, że chłopiec został skierowany na oddział laryngologii do Koszalina, bo nikt tu w Szczecinku nie mógł tego zrobić – kontynuuje Krzysztof Małkowski. - W każdym przypadku, nie tylko laryngologicznym, dobrą drogą jest odwiedzenie lekarza w Podimedzie czy w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, który – jeżeli nie będzie mógł udzielić pomocy na miejscu - stąd pokieruje pacjenta dalej. Trudno jest wymienić listę chorób czy przypadków, z którymi rodzice powinni zostać odesłani do innej placówki. Każdy z przypadków powinien być na bieżąco i indywidualnie rozstrzygany, jednak bez pretensji do szpitala, ponieważ to nie zależy od nas.
Póki co w nagłych przypadkach rodzice szukający pomocy laryngologicznej czy chirurgicznej dla swoich dzieci muszą liczyć się z tym, że zostaną odesłani do szpitala w Koszalinie. Powodem jest brak lekarza – laryngologa i chirurga dziecięcego w miejskim szpitalu oraz odpowiedniego kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. (mg)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
mało dzieci bo leczyć to tyko w koszalinie wałczu kołobrzegu szczecin a Szczecinek miasto emerytów i ...i tacy lekarze dają kase
To nie pierwsza wycieczka do Koszalina, Gdańska, Szczecina, czy nawet Warszawy, ale jakże piękne tłumaczenia. Czuję się usatysfakcjonowany "mądrą" wypowiedzią i tłumaczeniami. Przytulić, pogłaskać, pożałować. Chęci do pomocy olbrzymie, lekarze rwą się by dziecku pomóc, tylko NFZ patrzy i nie pozwala. Smutne.
Nasz szpital to jedna wielka parodia. Już niejedndokrotnie mogliśmy czytać o tym jak pacjenci musieli jeździć po innych miastach, bo u nas lekarze mają dwie lewe ręce i zero chęci do pomocy. Trzeba uciekać jak najdalej z takiego miasta. Szpital do dupy, powietrze do dupy. Mamy ładny park i jezioro ale co z tego jak człowiek na spacerze dusi się oddychając formaldechydem.
Do dupy taki szpital i do dupy taki powiat jeśli nie ma takich podstawowych oddziałów jak laryngologia,neurologia. . {Od 2012r. istnieje możliwość konsultacji neurologicznej – wizyta komercyjna. Cena wizyty to 100 zł.Przyjmuje lekarz Jan Markowski.}
a co się dziwicie?!!! NFZ zabrania wyraźnie realizowania tego typu procedur w szczecineckim szpitalu. To po pierwsze. A po drugie- dlaczego lekarz ma się narażać na konsekwencje swojej dobroduszności? A co by było, gdyby poszło coś nie tak? Już widzę te tytuły w gazetach, jakich to mamy niekompetentnych medyków. Jak to się internista czy lekarz rodzinny zabrał za dłubanie w nosie maluchowi, chociaż to nie jego dziedzina.... Itp, itd.....Więc dalej bądźcie roszczeniowymi pacjentami, a na pewno wszędzie spotkacie oddanych i uczynnych lekarzy
Tytuł artykułu dość niefortunny, nieadekwatny do zdarzenia, „wycieczka” kojarzy się z czymś przyjemnym , a to zdarzenie do przyjemnych trudno zakwalifikować. Czytając wypowiedź mającą być odpowiedzią na pytanie, dlaczego tak zachował się podmiot powołany do niesienia pomocy , stwierdzam że: Ponad rok temu dr Krzysztof Małkowski został dyrektorem medycznym w szczecineckim szpitalu. Starosta Krzysztof Lis na łamach Głosu Koszalińskiego /30 lipca 2013/ informował, że cytuję; ” Jednym z pierwszych zadań nowego dyrektora, na które chciałbym mu zwrócić uwagę to poprawa funkcjonowania szpitalnego oddziału ratunkowego tzw. SOR, w którym pacjent nie powinien długo czekać, aby zajął się nim lekarz.” Ponadto redakcja TEMATU pominęła przywołaną przeze mnie informację ze strony internetowej szpitala na temat SOR-u : „S O R został uruchomiony w roku 2011. Obecność takiego oddziału zmienia w znaczący sposób postępowanie w zagrożeniu życia pacjenta przy pomocy dodatkowej kadry medycznej zatrudnionej w Szpitalu jak i dodatkowy sprzęt zapewniający szybką diagnostykę. W ten sposób poziom zabezpieczenia pacjentów zgłaszających się do Szpitala w sytuacjach nagłych został znacznie polepszony.” Efektów niestety nie widać, a tak żenującej wypowiedzi osoby , która miała uzdrowić ten „chory”system nie jestem w stanie przyjąć. Poziom tłumaczenia co rodzice powinni zrobić w takiej i podobnych sytuacjach nadaje się dla dzieci w szkole podstawowej. Najprościej jest umieścić informację na stronie szpitala jakiej pomocy w nagłych przypadkach SOR nie świadczy, i proszę nie mylić pierwszej pomocy z leczeniem ,bo to dwie różne definicje. Ja proponuję zapoznanie się z dokumentem USTAWA z dnia 8 września 2006 r. o Państwowym Ratownictwie Medycznym Dz. U. 2006 Nr 191 poz. 1410 art.1,art.3pkt.3,art.32-33,oraz art.57 to najważniejsze zapisy dotyczące funkcjonowania SOR od strony medycznej. Ps. dla rzetelności faktu prostuję informację, że dziecko to nie chłopiec, a dziewczynka.
a niby dlaczego szczecinecki szpital nazywają umieralnią? dla zabawy
mało dzieci bo leczyć to tyko w koszalinie wałczu kołobrzegu szczecin a Szczecinek miasto emerytów i ...i tacy lekarze dają kase
To nie pierwsza wycieczka do Koszalina, Gdańska, Szczecina, czy nawet Warszawy, ale jakże piękne tłumaczenia. Czuję się usatysfakcjonowany "mądrą" wypowiedzią i tłumaczeniami. Przytulić, pogłaskać, pożałować. Chęci do pomocy olbrzymie, lekarze rwą się by dziecku pomóc, tylko NFZ patrzy i nie pozwala. Smutne.
Nasz szpital to jedna wielka parodia. Już niejedndokrotnie mogliśmy czytać o tym jak pacjenci musieli jeździć po innych miastach, bo u nas lekarze mają dwie lewe ręce i zero chęci do pomocy. Trzeba uciekać jak najdalej z takiego miasta. Szpital do dupy, powietrze do dupy. Mamy ładny park i jezioro ale co z tego jak człowiek na spacerze dusi się oddychając formaldechydem.