Chciałbym, aby ktoś się z nami – kupcami i producentami żywności spotkał się na nowym targowisku przy ul. Cieślaka. Rynek jest bublem. Oprócz tego, że jest wyłożony polbrukiem reszta nie ma znaczenia. Tak brzmiała propozycja spotkania, która wyszła od jednego z handlujących na rynku. Zmodernizowane od podstaw targowisko, zostało oddane do użytku zaledwie dwa miesiące temu. Jego wygląd i funkcjonalność trudno porównywać z klepiskiem, które było w tym miejscu jeszcze przed rokiem. Mamy nowoczesny rynek. W znacznej części fundusze na jego budowę pochodziły z programu "Mój rynek". Z punktu widzenia mieszkańca zmieniło się bardzo dużo. Punkt widzenia handlowców oraz producentów jest jednak inny.
- Przyjeżdżam tutaj już 30 lat. Jestem więc weteranem – mówi pan Krzysztof producent – właściciel stoiska z warzywami. - Nie mogę się z tym pogodzić. Trzeba powiedzieć wprost - projekt targowiska został sknocony od początku do końca. "Mój rynek" nie jest nam przyjazny. Ktoś powiedział, że jego funkcja była uzgadniana z kupcami. Nieprawda. Nie konsultowano tego z nimi. Pytałem o to nawet jeszcze podczas jego budowy – zignorowano mnie. Od początku jest tu chaos i bałagan. A przecież na tę inwestycję pieniądze dała UE. "Mój rynek" był budowany pod kątem producentów rolnych. Ja właśnie jestem takim producentem. Jestem rolnikiem. Wydaje mi się, że prawa i przywileje to przede wszystkim my mamy, a nie zarządca z jego widzimisię. Rynek zbudowano dla nas. Zasadzono go bzdetami typu betonowe stoły. Część z nich, na nasze żądanie przesunięto. Kiedy przyjechałem tutaj pierwszy raz, to blat miałem na wysokości ramion. Stojąc za stołem muszę podkładać pod nogi drewniane palety. Jeśli chcę podejść do klienta, to zmuszony jestem obejść cały rząd stołów chyba z 15 m długości. Stoimy w tym miejscu już od miesiąca. Mamy swoich stałych klientów. Oni już wiedzą, gdzie sprzedaję. Teraz się dowiaduję, że mam się wynosić?
Mamy się przenieść
- Władza (zarządca targowiska – dop. red.) uznała, że nas w tej chwili eksmitują – skarży się pan Krzysztof. – Tu gdzie stoję jest ciąg warzywny, teraz powstawiać mają stoiska z innymi artykułami. A my gdzie mamy przejść? Obojętnie gdzie. Po prostu mamy stąd odejść. Mamy odejść gdzie chcemy, byle nie w tym sektorze.
- W tej chwili nie ma już dla nas tu miejsca. Musimy szukać nowego – skarży się pani Małgorzata właścicielka warzywniaka od strony ul. Cieślaka. - Gdzie? Na drugi koniec rynku (od strony ul. Winnicznej), gdzie nas tam nigdy do tej pory nie było. Tam już rynek nie istnieje. W tym miejscu nie ma ruchu, podczas gdy tutaj mamy już swoich klientów. Handluję już od 14 lat. Jeśli w tym miejscu PGK chce ustawić stoisko z firankami, to dla kogo są te stoły? W jaki sposób ze stołów można sprzedawać przykładowo odzież albo obuwie? Jak taki towar można wyeksponować na stołach? Przecież klient musi przymierzyć, dotknąć, popatrzeć. Aby dojść do klienta trzeba przejść do najbliższego przejścia kilkadziesiąt metrów.
- Od strony ul. Cieślaka, a więc w części przemysłowej są dwie osoby, które sprzedają produkty rolne. Miejsca te zajęły nie uzgadniając z nami. Rozmawiałem z tymi osobami, namawiałem ich, aby przenieśli się w inne miejsce – mówi zarządca rynku, wiceprezes Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej Tadeusz Chruściel. - Dyskusja trwała dość długo. Szczerze mówiąc, osoby te zajmują miejsce dla nich nieprzewidziane. W ten sposób blokują tych, którzy chcą sprzedawać w tym miejscu artykuły przemysłowe. Proponowałem im nawet, przesunięcie stanowiska o jedno, dwa miejsca. Bez skutku. Chcemy im pomóc. Chcemy, aby część przemysłowa była tam, gdzie być powinna – od strony ul. Cieślaka. Tymczasem oni chcą być właśnie w tym miejscu. Nie może być tak,że ktoś sobie zajmie miejsce w sektorze, w którym sprzedaje się coś innego. Ludzie na rynku są wszędzie. Targowisko nie jest aż tak duże, że gdzieś nie ma ruchu.
- Nas nie interesuje, jaką kto ma działalność. Klient musi też mieć pewien komfort, że idąc na część rolno-spożywczą trafi na żywność. Uważam, że wkradł się nikomu niepotrzebny konflikt. Chcemy jedynie, aby ci ludzie dostosowali się do pewnych wymogów. My chcemy, aby rynek funkcjonował zgodnie z regulaminem, aby każda branża miała swoje wydzielone miejsca – argumentuje wiceprezes.
Nie będę nosił towaru na swoich plecach
- Proszę popatrzyć na wiatę. Co to jest, to jest stajnia dla koni?
- A tak, zaproponowano mi przeniesienie pod wiatę – mówi p. Krzysztof. - Musiałbym dwie tony towaru ze swojej ciężarówki przenosić kilkadziesiąt metrów na własnych plecach. A zimą? Ciężarówka jest ogrzewana, a pod wiatą towar zostanie natychmiast przemrożony. Czy to jest logiczne? Przecież tego typu miejsca powinny być przystosowane do sprzedaży z samochodów.
Bo opłaty są wysokie
- Nie wiem co się dzieje, ale teraz na nowym targowisku nie ma tych, którzy sprzedawali swoje warzywa i owoce. Teraz ich nie widzę. Czy to jest normalne?
- Bo opłaty są za wysokie – odpowiada ktoś z naszych rozmówców.
- Pani Marysiu, ile pani płaci za stół?- 15 zł – odpowiada starsza pani. - Czym handluję? W wiaderku mam parę bukietów, trochę kwiatów z działki i nic więcej. Dla mnie to jest tragedia. Bywa i tak, że nie zarobię nawet na opłatę.
- Swego czasu był to kiedyś najtańszy rynek w kraju – twierdzi pani Małgorzata handlująca artykułami rolnymi. – Dzisiaj płacę 70 zł. To są kolosalne pieniądze. Mam trzy stoły. Ile towaru muszę sprzedać, aby uhandlować na koszty opłat i dojazdu?
Pytany przez nas o opłaty pan Leszek, właściciel stoiska z kwiatami odpowiada: - Powiem tak – opłaty są wysokie. Bywało, że płaciłem i ponad 100 zł, a w sezonie nawet ze 150 zł. W moim przypadku w sezonie są 3-4 rynki lepsze i wtedy to nawet 100 zł warto jest zapłacić. Teraz nikt już kwiatów nie chce. Na opłatę muszę oddać ze 30 proc. utargu. To naprawdę dużo. Nie ma zmiłuj się, że jest już po sezonie.
- Za stoisko warzywnicze płacę miesięcznie 280 zł – twierdzi pani Dorota. – Swoją produkcję sprzedaję z samochodu. Przy takich opłatach za jeden dzień, to można dobry sklep w Szczecinku wynająć, a i czynsz będzie niższy.
- Niby to jest dla nas producentów handlujących, ale tak nie jest – uważa pani Sylwia.
Stawki wynikają z wysokiego standardu
- Regulamin targowiska zatwierdzony został przez radnych, natomiast wysokość stawek zarządzeniem burmistrza – odpowiada nam zarządca targowiska Tadeusz Chruściel. - Wcześniej dokonywaliśmy głębokiej analizy, jak jest w innych miastach. U nas stawki są na podobnym poziomie i nie są wygórowane. Gdyby to był zwykły plac bez infrastruktury, to pewnie stawki byłyby niższe. Ale tutaj mamy już pewien standard i stawki wynikają właśnie z niego.
- Osoby, które sprzedają produkty pochodzące z działek, mogą to robić przy stołach. Mogą zająć dosłownie tylko jego fragment i za 2-3 zł handlować. Stawka wtedy jest porównywalna z tym co było wcześniej. Przyznam, że nie spotkałem się z tego typu uwagami, choć z wieloma osobami rozmawiałem. Nawet chcielibyśmy, aby handel odbywał się również nie tylko w dni targowe. Być może dla tych działkowiczów byłoby to najlepsze rozwiązanie. Chcemy, aby stawki w pozostałe dni były jeszcze niższe. Stawki teraz są zróżnicowane. Stół pod wiatą kosztuje 15 zł, na zewnątrz pod wiatą są po 25 z,ł a 15 zł w miejscach, gdzie jest sprzedaż z samochodów.
Cały materiał przeczytacie Państwo w dzisiejszym wydaniu tygodnika Temat, strony8-9.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Uważam, że opłaty za korzystanie z targowiska są zdecydowanie za wysokie. Koszt użytkowania powinien być symboliczny. Osobiście to nie opłaca mi się iść na rynek i przepłacać :/
Nie wiem kto projektował targowisko, ale wiem, że była to osoba , która nie ma zielonego pojęcia o projektowaniu tego typu obiektów, dotyczy to również osób, które ten projekt zatwierdziły. Jestem klientką i mam wrażenie, że nie zadbano ani o komfort kupujących ani sprzedających. Również ta stodoła w koszmarnym kolorze na środku targowiska jest okropna.. Nie wyobrażam sobie robienia zakupów jesienią i zimą w przeciągach i półmroku. Uważam, że nowe targowisko jest pseudo wizytówką naszego miasta.
Rynek,świecące rury w parku,bezsensowny mostek,beznadziejna ścieżka rowerowa wysypana żwirem i jakimś białym tłuczniem,niedziałające tygodniami lampy na przejściach dla pieszych itd itp...Siedzą urzędasy bez krzty wyobraźni i wydają nie swoją kasę.To jest naprawdę łatwe natomoiast myślenie niestety już do łatwych nie należy.Gdyby taki urzędas ponosił odpowiedzialność materialną za swoje czyny trzy razy pomyślałby nim wydał publiczne pieniądze.A teraz poprawki,aneksy,a kaska leci...
Szanowna Pani, a ja nie wyobrażałem sobie robić zakupów w błocie i pod gołym niebem, jak było dotychczas. Do tej pory było średniowiecze. Zbudowano cywilizowany rynek, na który normalny człowiek chce przyjść i zrobić zakupy. Ale jak to w Polsce, zamiast pochwalić - to ludzie, którzy sami nic nie potrafią stworzyć - wytykają, że im się kolor budynku nie podoba.... Polska to kraj ludzi wściekłych i małych...
Jak się krytykuje jedną koncepcję - to wypadałoby podać swój, lepszy pomysł. W innych wypadku jest to plucie jadem zakompleksionego człowieczka... W takich razie, czym powinna być wysypana ścieżka rowerowa, żeby według Ciebie było dobrze? Ja poruszam się po niej i jestem zadowolony... Więc proszę o lepszą propozycję.....
krytykować to specjalność naszego narodu, targowisko, ścieżki rowerowe , nowoczesne lampy w parku, każdy z nas może wystartować w wyborach i zostać burmistrzem miasta naprawiać, zmieniać i tworzyć nowe miejsca . do dzieła wszyscy krytykanci. osobiście w naszym miescie poodoba mi sie prawie wszystko , bo się zmienia ,rozwija , idzie do przodu..
Uważam, że opłaty za korzystanie z targowiska są zdecydowanie za wysokie. Koszt użytkowania powinien być symboliczny. Osobiście to nie opłaca mi się iść na rynek i przepłacać :/
Nie wiem kto projektował targowisko, ale wiem, że była to osoba , która nie ma zielonego pojęcia o projektowaniu tego typu obiektów, dotyczy to również osób, które ten projekt zatwierdziły. Jestem klientką i mam wrażenie, że nie zadbano ani o komfort kupujących ani sprzedających. Również ta stodoła w koszmarnym kolorze na środku targowiska jest okropna.. Nie wyobrażam sobie robienia zakupów jesienią i zimą w przeciągach i półmroku. Uważam, że nowe targowisko jest pseudo wizytówką naszego miasta.
Rynek,świecące rury w parku,bezsensowny mostek,beznadziejna ścieżka rowerowa wysypana żwirem i jakimś białym tłuczniem,niedziałające tygodniami lampy na przejściach dla pieszych itd itp...Siedzą urzędasy bez krzty wyobraźni i wydają nie swoją kasę.To jest naprawdę łatwe natomoiast myślenie niestety już do łatwych nie należy.Gdyby taki urzędas ponosił odpowiedzialność materialną za swoje czyny trzy razy pomyślałby nim wydał publiczne pieniądze.A teraz poprawki,aneksy,a kaska leci...