Reklama

Szkolna historia niepozornej uliczki w centrum

03/03/2018 15:53

Na mokrym bruku ul. Zamkowej odbija się cień przekrzywionych ze starości kamieniczek. Ich drewniana konstrukcja z czarnymi balami i białym wypełnieniem tworzy malowniczy ornament, jakże charakterystyczny dla pomorskich miast i wsi.  Zaledwie kilka kroków dalej skrzyżowanie z Predigerstraße (ul. Kaznodziejską). Ta niepozorna uliczka wszystkim mieszkańcom kojarzy się przede wszystkim z Gimnazjum Księżnej Jadwigi. Szary, niepozorny budynek z łukowym wejściem i drewnianą przybudówką, znajduje się na krańcu uliczki. Odsunięty nieco od linii zabudowy, sprawia wrażenie jakby znalazł się w tym miejscu przypadkowo. 


Mijamy narożny domek. Kilka schodków prowadzi na miniaturowy ganek. To pastorówka. Choć dom niepozorny, zaledwie parterowy, mieszkanie całkiem wygodne, obszerne, na dodatek z dużym poddaszem. Poza tym, to bardzo dobre miejsce. Nie trzeba daleko chodzić. Do kościoła św. Mikołaja taka sama odległość co do zamkowej kaplicy. 
Co tu dużo mówić, ta ostatnia przynajmniej na zewnątrz jest bardziej okazała niż kościół parafialny. Drewnianej konstrukcji sygnaturka góruje nad zamkowymi dachami. Z daleka prezentuje się całkiem nieźle. Nie to co wciśnięta między ul. Królewską, a Kaznodziejską miniaturowa świątynia pamiętająca jeszcze czasy założenia miasta. 
Na niewiele zdała się likwidacja (osiemdziesiąt lat wcześniej) przykościelnego cmentarza. Pomiędzy murami gimnazjum, a kościelną nawą, od tamtego czasu, w miejscu grobów jest jedynie wąziutki pas udeptanego terenu. 
Spękane ściany, odpadający tynk, zza którego wyłaniają się obrobione kamienie poprzetykane gotycką jeszcze cegłą. Szczeliny od strony południowej są szerokie niemalże na dłoń. Na dodatek ostatnio zarysowało się sklepienie nad nawą i oknem w prezbiterium. W deszczowe dni przecieka dach. Strużki wody tworzą malownicze wykwity na ścianach. 
Jak tak dalej pójdzie, któregoś dnia może dojść do nieszczęścia. Właściwie nie ma co ani remontować, ani odbudowywać. Świątynia gruntownie odbudowana w pamiętnym 1778 r. już w 1811 podczas burzy straciła na wieży hełm. 
Od tego czasu, jest już to tylko całkiem zwyczajny dach z czerwonej dachówki. Całe szczęście, że właśnie 23 czerwca 1905 roku wmurowany został kamień węgielny pod nowy kościół św. Mikołaja. Kościół buduje się na podmiejskich błoniach. To będzie nareszcie budowla godna prężnie rozwijającego się miasta. I to jest dobra wiadomość. 
Nieco gorzej jest z Gimnazjum Księżnej Jadwigi. Budowa w miarę okazałego domu na rogu ul. Kaznodziejskiej i Jadwigi (po 1945 r. - ks. Elżbiety) była tylko rozwiązaniem doraźnym. Najwyraźniej dla ówczesnego rektora dr. Lehmanna liczyła się nie tyle funkcja i potrzeby szkoły, co raczej prestiż. 
Rektor zakochany był w gotyku, a nawet osobiście projekt zatwierdził. W tamtych czasach nie był odosobniony w swoich poglądach na architekturę. W całych Prusiech gotyk cieszył się olbrzymim powodzeniem. Oprócz kościołów, dworców kolejowych, pałaców powstawały ratusze, kamienice i uniwersytety. Skoro uniwersytety, to czemu nie gimnazjum w Nowym Sztetynie? 
Tak też się stało. Budynek ze swoimi dwoma piętrami ma dość korpulentną sylwetkę. Architekt próbował się ratować schodkowymi ścianami szczytowymi i łukowymi blendami. Wyszło tak sobie, ale był to pierwszy neogotyk w mieście. 
Na dwóch kondygnacjach ulokowano wtedy salę do lekcji rysunku, gabinet fizyczny, bibliotekę i dwie klasy, dla których w starym budynku, po drugiej stronie Kaznodziejskiej miejsca już nie było. Ponieważ na jego poddaszu mieściło się służbowe mieszkanie rektora – dyrektora gimnazjum, z czasem do budynku przylgnęła nazwa „dom dyrektorów”. 
Aż przykro wspominać o starych murach gimnazjum. One wcale nie były w lepszym stanie niż przylegający do szkolnej posesji kościół. Właśnie do szkoły, którego rektorem był Christian Rogge (ten sam, którego nagrobny pomnik w latach 60. XX w. roztrzaskano, a resztki wrzucono do szkolnego szamba), do szkoły zjechała wysoka komisja aż z samego Szczecina. 
Komisja orzekła, że stan budynku jest na tyle tragiczny, że dalsze prowadzenie zajęć jest niemożliwe. To wtedy postanowiono, aby stary budynek pozostawić w spokoju, a na rozległym szkolnym boisku nad jeziorem, na którym istniała już sala gimnastyczna, a także dom woźnego, stanął nowy gamach. 
Nie wybiegajmy jednak znadto w przyszłość. Zanim 3 kwietnia 1913 roku w kierunku nowej szkoły ruszył uroczysty orszak, zajęcia prowadzono jeszcze przy Kaznodziejskiej. 
Jak to było od wieków, na Kaznodziejskiej (po II wojnie światowej nazwanej ks. Piotra Skargi, jakby nie było również znakomitego kaznodziei), kilkanaście razy dziennie rozlegał się szkolny... dzwon. Wisiał pod daszkiem na kutym metalowym wsporniku, umocowany na wysokości piętra. Jego donośny dźwięk doskonale słyszano we wszystkich klasach obu budynków. Odbijał się od murów, a echo roznosiło się gdzieś po zakamarkach ulicy. Cichł dopiero wieczorową porą, kiedy po drugiej stronie chodnika zapalano jedyną w tym miejscu gazową latarnię. 
Drugą szkolną wizytówką był żeliwny pomnik nagrobny Jana Samuela Kaulfussa. Przyznajmy, jak na tego typu pamiątkę, miejsce wydaje się dość niezwykłe. Stoi po prawej stronie głównego wejścia do gimnazjum. 
Główne wejście, oprócz szerokich drewnianych drzwi, akcentuje półkoliste okno. Co prawda, okazały żywopłot wysokości rosłego mężczyzny nieco go przesłania, niemniej zwieńczenie pomnika widać z daleka. Jego charakterystyczna, żeliwna czara symbolizuje śmierć, ale też i przemijanie... 
Dzieje pomnika upamiętniającego rektora Kaulfussa dziwnym zdarzeniem losu symbolizują jego życie. Jan Samuel był Polakiem. Niemieckim mieszkańcom Nowego Sztetyna jego pochodzenie raczej nie wadziło. Na ulicach słyszano język polski wcale nie tak rzadko, a i w okolicznych wioskach zdarzali się mieszkańcy posługujący się polską mową. 
Profesor cieszył się pośród tutejszych poważaniem. Tego samego nie da się powiedzieć o władzach rodzinnego Poznania. Tamże, w 1824 r. został dyscyplinarnie zwolniony ze stanowiska dyrektora gimnazjum. Powodem zwolnienia i jednocześnie karnego zesłania do zapadłej mieściny, było utrzymywanie polskiego charakteru poznańskiej szkoły.
Jego „zbrodnia stanu” stała się na tyle głośna, że został do Nowego Sztetyna przeniesiony rozkazem gabinetowym samego najjaśniejszego Fryderyka III. 
Początki rektorowania z pewnością popularności mu nie przyniosły, przynajmniej pośród nauczycieli i uczniów. Swoją pracę rozpoczął od reformowania upadajacej szkoły. Z pracą pożegnali się nauczyciele o niskich kwalifikacjach. Mało tego, rektor pozbył się także słabych uczniów. Od tego też czasu uczniowie młodsi na domowe prace musieli poświęcać 3 godzinny dziennie, a starsi godzin pięć. 
Jan Samuel umarł 15 września 1832 r. Pochowano go na przykościelnym cmentarzu, a więc niemalże pod murami książęcego gimnazjum. Po likwidacji cmentarza, pomnik przeniesiono pod główne wejście od strony ulicy. 
Jedynym dokumentem jest właśnie to archiwalne zdjęcie pochodzące z pierwszych lat XX wieku. I na tym zakończmy spacer po nieznanym już dzisiaj zakątku mojego miasta. 
                                               

Jerzy Gasiul 


artykuł ukazał się 22.02.2018 w Temacie Szczecineckim,
jedynym tygodniku ze Szczecinka.
Zawsze o tym, co ważne.
Miejsce zdarzenia mapa Szczecinek

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2018-03-03 16:27:51

    Panie Jerzy, niskie ukłony za ten materiał, za język i tę znajomość architektury. Jajec może tylko Panu buty czyścić z powodu swoich durnych wizji. On doprawdy do naszego miasta nie przystaje, niech wraca do żydowskiej Łodzi

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2018-03-03 17:05:31

    Dzieje pomnika upamiętniającego rektora Kaulfussa dziwnym zdarzeniem losu symbolizują jego życie. Jan Samuel był Polakiem. Niemieckim mieszkańcom Nowego Sztetyna jego pochodzenie raczej nie wadziło. Na ulicach słyszano język polski wcale nie tak rzadko, a i w okolicznych wioskach zdarzali się mieszkańcy posługujący się polską mową.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2018-03-03 17:06:56

    Swoją pracę rozpoczął od reformowania upadajacej szkoły. Z pracą pożegnali się nauczyciele o niskich kwalifikacjach. Mało tego, rektor pozbył się także słabych uczniów. - ciekawe który dyrektor teraz by się odwazył. Teraz to mierny, ale wierny. Dalej nie piszę, żeby nie obrazać ani uczniów ani wychowawców młodzięzy

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama