We wrześniu 1945 roku przy ul. Kilińskiego paść miały strzały do radzieckiego generała. Strzelali polscy żołnierze. Dochodzenie utknęło w martwym punkcie, a sprawa – jak wiele innych z tamtych lat – pozostała niewyjaśniona. Tyle z „braterstwa broni".
Dzisiaj widok na koszary przy skrzyżowaniu ul. Kościuszki z ul. Kilińskiego przesłaniają domy. Zabudowa w tym miejscu powstała dopiero na przełomie lat 70 i 80.
Wcześniej, stąd można było dostrzec nawet główną bramę koszar, a z okien pierwszego budynku koszarowego roztaczał się widok na całą ul. Kilińskiego i na na ulokowane po jej wschodniej stronie kasyno. To bardzo ważne w kontekście zupełnie nieznanego i niezwykle tajemniczego wydarzenia.
Otóż, zgodnie z raportem milicyjnym 21 września 1945 r. w godzinach wieczornych polscy żołnierze ostrzelali… sowieckiego generała. Tak to dokładnie określono - „polscy żołnierze”. To jeden z wielu przykładów wzajemnych sporów i konfliktów pomiędzy WP, a władającymi niepodzielnie tymi terenami czerwonoarmistami. Jednocześnie to kolejny dowód na bajania dotyczące „sojuszu i braterstwie broni”.
Zacznijmy jednak od początku. Kompleks koszarowy przy ówczesnej Königsvorstadt oddano do użytku w 1915 roku, a więc już podczas I wojny światowej. Wspomnę jedynie, że wielce pomocnym orędownikiem w utworzeniu w Szczecinku garnizonu okazał się generał, a późniejszy feldmarszałek August von Mackensen. Na dowód jego zasług w 1937 r. został patronem dzisiejszej ul. Kościuszki.
Trwała jeszcze wojna, a już 4 maja 1945 roku w Szczecinku rozpoczęło się instalowanie 4 pułku wchodzącego w powołanej zaledwie miesiąc wcześniej 1 Dywizji Rolno-Gospodarczej. Głównym zadaniem liczącej ok. 8 tys. żołnierzy dywizji była organizacja i przejęcie majątków rolnych oraz prowadzenie prac rolnych. Kompanię sztabową oraz rodziny kadry oficerskiej zakwaterowano przy ul. Wojska Polskiego 5 (przedszkole) i 6 (stąd wywodzi się powojenna nazwa tej ulicy) i ul. Limanowskiego .
Jednym z ważnych dokumentów tamtych lat są zdjęcia znajdujące się w zasobach szczecineckiego Archiwum Państwowego, które wykonano podczas obchodów Święta Morza, przypadające zawsze w przededniu ostatniej niedzieli czerwca.
Na pierwszym planie uwieczniono przemarsz 1 kompanii 4 pr-g pod dowództwem chor. A. Przelickiego. Można dokładnie zlokalizować miejsce, w którym zostało zrobione. To ul. Pileckiego (wtedy Zwycięstwa, wkrótce przemianowana na Boh. Stalingradu) za skrzyżowaniem z ul. Limanowskiego.
Na drugim zdjęciu fotograf uwiecznił na trybunie kadrę dowódczą 4 pr-g z dowódcą płk. Cykunowem. Na trybunie zapewne w charakterze gościa honorowego i zarazem faktycznego gospodarza miasta, jest także sowiecki wojenny komendant miasta płk Kowaliew. Przypomnę, że pierwszym komendantem był ppłk Iwanow, a następca swoje obowiązki przejął 28 maja 1945 r.
Można stwierdzić, że był to obrazek odświętny, ponieważ rzeczywistość mocno od tego odbiegała. Stosunki pomiędzy Wojskiem Polskim, a Armią Czerwoną na terenie Pomorza Zachodniego dalekie były od sielankowego obrazu serwowanego przez komunistyczną propagandę. Na porządku dziennym ze strony czerwonoarmistów zdarzały się rekwizycje, zabory mienia, terroryzowanie polskich żołnierzy, a nawet siłowe usuwanie polskich posterunków wojskowych. Przykładowo : w Gryficach tamtejszy komendant wojenny zarekwirował wszystkie używane przez pułk ciężarówki. Z kolei w Lubieszewie, w tamtejszym majątku rolnym, sowiecki generał nakazał wymłócić zboże, a kiedy polscy żołnierze odmówili, rozkazał usunąć ich siłą.
Dochodziło także do mniej drastycznych sytuacji, jak ta z czerwca 1945 roku w Szczecinku. Jak zanotowano w milicyjnym raporcie „wieczorem w Szczecinku w restauracji „Pod setką” pijani oficerowie Armii Czerwonej pobili i okradli ppor. Dymitra Balachniewicza - pomocnika szefa sztabu pułku”.
28 października na wracających ciężarówką ze Złocieńca z ładunkiem ropy kpr. Wacławowi Bagińskiemu i kpr. Bergielowi na ul. Klasztornej drogę zajechała jadąca bez świateł środkiem jezdni ciężarówka sowiecka. Mimo, że polski kierowca trzymał się prawego pasa doszło do kolizji. Prokuratura 1 DRG umorzyła sprawę, uznając, że Bagiński nie ponosił winy za wypadek .
Sądząc po milicyjnych meldunkach żołnierze WP raczej zdystansowani byli także do nowej władzy. Z 21 listopada 1945 r. pochodzi meldunek MO w Szczecinku, domagający się kary dla żołnierzy 4 prg „za szerzenie obcej propagandy przeciw Rządowi i jego organom wykonawczym, jak również pobicie funkcjonariusza milicji Sencerza” .
24/25 listopada 1945 r. - meldunek MO w Szczecinku w sprawie postrzelenia przez żołnierzy podczas zabawy w Domu Żołnierza milicjanta Floriana Walkowiaka.
9 stycznia 1946 r. - kolejny meldunek MO w Szczecinku z zarzutami dla żołnierzy 4 prg. Prokuratura 1 DRG umorzyła śledztwo z uwagą, że MO i UB wszystkie awantury „przypisują żołnierzom z 4 pułku rolno-gospodarczego” .
Żołnierze 4 pułku stacjonowali w koszarach przy Kościuszki. Kasyno na ul. Kilińskiego, nie tylko w okresie międzywojennym gościło wielu znamienitych i ważnych generałów, a nawet marszałków. Z pewnością jedną z najważniejszych osób tuż po zdobyciu miasta, był Konstanty Rokossowski. O jego „siedzibie przez krótki czas” w Szczecinku „widziałem go na przyjęciu jako przedstawiciela władz polskich” - wspominał pierwszy powiatowy komendant MO Józef Gębka.
To właśnie z tym miejscem wiąże się nigdy nie wyjaśnione zdarzenie związane z zamachem na… sowieckiego generała.
Posłużmy się pismem prokuratury wojskowej ze Złocieńca adresowanym do dowódcy 4 pułku. Jak czytamy, komisariat Milicji Obywatelskiej w Szczecinku powiadomił tutejszą prokuraturę, że 21 września 1945 r. około godz. 21 nad jeziorem w kierunku dawnej Mackenzenia żołnierze polscy strzelali do generała Armii Czerwonej. Sądząc z miejsca zdarzenia do ostrzelania generała doszło pewnie podczas opuszczania kasyna przy ul. Kilińskiego.
Jak wynika z dalszej zachowanej korespondencji prokurator – por. Ratyński nie doczekał się odpowiedzi, dlatego też w kolejnym piśmie kolejny raz wnioskuje o przeprowadzenie dochodzenia. Tym razem ponagla dowódcę „pod rygorem skutków prawnych”.
Reakcja była niemalże natychmiastowa. Dowódca pułku ppłk Cykunow poinformował, że prokuratorskie pismo zostało doręczone kpt. Sagbatanowi szefowi sztabu pułku. Mówiąc wprost, choć ani dowódca, ani szef sztabu tego wprost nie napisali - Sagbatowpolecenie prokuratora po prostu zlekceważył.
Dowódca pułku tłumaczy to także tym, że przeprowadzenie dochodzenia z uwagi na duży procent zdemobilizowanych żołnierzy jest niemożliwe. Rozpytywani żołnierze (… ) w szczególności szef kompanii stacjonowanej w Szczecinku oświadczyli, że sprawa powyższajest im zupełnie nieznana.
Kto choć na krótko zetknął się z wojskiem wie doskonale, że inaczej być nie mogło.
Jerzy Gasiul
W artykule korzystałem z dokumentów archiwalnych WBH przejrzanych Kamila Kruszewskiego z Warszawy i udostępnionych mi przez Dariusza Trawińskiego. Jakość zdjęć archiwalnych została ulepszona narzędziami AI.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze