Reklama

Po co komu drzewa na Königstrasse?

23/11/2019 12:14

To taki lokalny ewenement. Na niegdysiejszej Königstrasse (ul. Królewskiej) a dzisiaj Boh. Warszawy, od niepamiętnych czasów, w bezpośrednim sąsiedztwie wieży św. Mikołaja rosły trzy drzewa. Z tej trójki przetrwało jedno - dorodny dąb. 


Osiem lat temu, rozłożystą koronę od jej południowej strony przecięto na pół. Dzisiaj wiekowy dąb już tylko wegetuje wbity w ścianę handlowej galerii. Tuż przy ziemi pień, który ledwo się mieści w wyznaczonym mu kamiennym kręgu, został już zaatakowany przez potężną hubę. I choć gałęzie na samym szczycie korony wyrosły mocno ponad dach, ich zdecydowana większość stale znajduje się w głębokim cieniu. 
Wiekowy dąb, który jeszcze jako młodzieniec został uwieczniony na pochodzącej z 1904 roku pocztówce najwyraźniej skazano na unicestwienie. Po co komu stare drzewo i to w samym pępku miasta, skoro równie wiekowe wycina się i to w hurtowych ilościach na wielu bocznych uliczkach?
Korona sięga nieba, zaś rozległe korzenie kryją się pod betonową nawierzchnią przykrywającą, niczym całun, całe pokłady ludzkich kości. Tyle zostało po miejskim cmentarzu. 
W symbolice chrześcijańskiej drzewo jest, niczym jakubowa drabina łącząca ziemię z niebem. Poprzez rozległe korzenie czerpie z ziemi życiodajne soki. Koroną sięga słonecznego światła, bez którego nie mogłoby istnieć. To także symbol wiecznego odradzania się, zwycięstwa życia nad śmiercią i jednocześnie symbol zbawienia. To na drzewie krzyża umierał Zbawiciel. 
Nie jest więc przypadkiem, że polskie cmentarze zazwyczaj zacienione są dorodnymi drzewami. Drzewa są także symbolem potęgi, ale i kruchości życia ludzkiego. Wiekowy dąb, niemalże na siłę wciśnięty w miniaturową wnękę, to przykład małości i zachłanności człowieka. 
Jest to też świadectwo wprost niesamowitej witalności i woli trwania w skrajnie niekorzystnych warunkach.

Nie jedno, a cały rząd drzew w tym miejscu był od zawsze, czyli od początków istnienia miasta. Ich korony stykały się z murami kościoła św. Mikołaja. 

Reklama


Przy świątyni znajdował się także cmentarz. Nie był wielki. Raczej proporcjonalny do mikrej skali i gospodarczego znaczenia Newen Stettina. Gwarancję wiecznego spoczynku w tym miejscu mieli jedynie najznaczniejsi obywatele. Ubogich, a także Kaszubów z przedmieścia Kiecz, chowano poza miejskimi wałami na Wzgórzu św. Jerzego. 
Tutejsze drzewa nie tylko łączyły niebo z ziemią, ale chroniły kościół przed niezwykle często nawiedzającymi miasto pożarami. Takiego rodzaju ochrona bywała czasami iluzoryczna, szczególnie, kiedy czerwony kur obracał w zgliszcza całe miasto.

 
Po próżnicy szukać miejskich dokumentów sprzed XVI wieku. Powód jest oczywisty. Wszystkie – jakże inaczej - spłonęły.

Reklama

Aby zanadto się nie rozwodzić, pozwolę sobie na dłuższy cytat z mojej książki pt. „Moje miasto” wydanej w 2011 r. w akompaniamencie nieskrywanej wściekłości ze strony ówczesnego burmistrza. 
Otóż, za przyczyną amatorów złocistego płynu, dwie Palmowe Niedziele w 1540 i w 1574 roku zapisały się w historii miasta jako dni trwogi spowodowane szalejącym, czerwonym kurem. Co ważne, oba pożary rozpoczęły się... w słodowniach jęczmienia. (...) Za pierwszym razem pożar miasta wybuchł w słodowni, której właścicielem był ostatni ksiądz katolicki w Szczecinku - Johann Smitken. Drugi pożar, o znacznie mniejszych rozmiarach miał miejsce 12 marca 1547 roku. Tym razem pożoga zaczęła się od słodowni... pierwszego luterańskiego duchownego – Pawła Klotza. 
6 czerwca 1664 roku spaliły się dwie słodownie, a wraz z nimi 28 stodół. W miejskich kronikach, które jakimś cudem uchowały się przed czerwonym kurem, odnotowano, że wielkie pożary nawiedziły miasto w roku 1537, kolejne były w 1540 r. i 1577 r. 13 lipca 1583 roku przy wietrznej i upalnej pogodzie spłonęło całe miasto łącznie z ratuszem i kościołem. 
Rosnące przy kościele drzewa najwidoczniej nie uchroniły szacownej budowli. Z kolei w 1597 roku pozostały zgliszcza po spalonych domach w okolicy Bramy Pruskiej. Kolejne nieszczęście spotkało miasto 12 marca 1609 r. - spaliło się wtedy 5 domów przy rynku. W 1616 roku spłonęła słodownia. Następna seria pożarów: w 1660 roku, 28 marca 1682 r., 13 kwietnia 1696 r. Po tym pożarze elektor Fryderyk III reskryptem z 25 lipca 1696 r. przyznał miejscowym cegielniom pięcioletnią ulgę podatkową na odbudowę. Czerwony kur pojawił się znowu w 1698, 1710, 1713, 1822 roku... 
Nocą 19 kwietnia 1911 roku pożar strawił sąsiadujące z kościołem pięć kamieniczek przy zachodniej pierzei rynkowej. Ostatnim wielkim pożarem w centrum było podpalenie przez sowietów na przełomie lutego i marca 1945 r. ulicznego kwartału pomiędzy Rynkiem, ul. Bartoszewskiego i Sadową. 
Oprócz pożóg i epidemii, zdarzały się i nawałnice. W roku 1581 w dzień św. Marcina, przez miasto w godzinach wieczornych przetoczyła się potężna burza, uszkadzając całą zabudowę łącznie z kościelną wieżą. 
Dąb, który dotrwał do naszych czasów ma już ponad sto lat. Wcześniej rósł w towarzystwie dwóch klonów i podczas przebudowy, a właściwie budowy od podstaw Galerii Hosso, zostały wycięte – jakoby były już mocno schorowane. 


To samo chciano zrobić z dębem, ale się nie udało. Były jeszcze zupełnie księżycowe pomysły o jego odsunięciu od linii zabudowy, a nawet przesadzeniu w inne miejsce. 

Reklama


Ostatecznie zdecydowano się na wykonanie niewielkiej wnęki w ścianie. Pień w ten sposób został niemalże obłożony ceglaną ścianą. I pomyśleć, że w cywilizowanym świecie drzewa są na wszelki możliwy sposób chronione. Zdarza się, że są one nawet wbudowywane, stanowiąc swoisty element wyposażenia. 
Ale tam, gdzie główną rolę odgrywa zysk, szacunek do historii i przyrody jest towarem deficytowym. 
                                                
                                                 

Jerzy Gasiul 

źródło: Temat Szczecinecki, wydanie 956

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2019-11-23 12:41:58

    Brawo Redaktorze GASIUL. Tak, drzewa to symbole witalności. Dziś symbolem witalności jest zachłanność pewnego człowieczka, emigranta z miata UĆ. Pozdrawiam Pana. Proszę o wiecej historii naszego miasta.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2019-11-23 16:38:26

    głupi ludzie (podobno dwójka cymbalistów to inicjowała) chciała wycinać drzewa ba dziedzińcu nieopodal - za ZUSem - ale podobno ich pogonili. Ich motywacja - była taka że na ich SZROT ptaki robiły.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ZSZ - niezalogowany 2019-11-23 17:08:18

    Szanowny panie Jerzy! Wielkie dzięki za opis Drzew... i opis ich miejsca na Ziemi. Chciałoby się powiedzieć, że z Drzewa, z dębu i z buka, potem jest drewno, z którego też robi się klepki. Chyba czasem zrobią ich za mało i niektórym decydentom takiej jednej brakuje, takiej z numerem "5".

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama