Lawinowo rośnie liczba rodziców, którzy nie chcą, aby ich 6-letnie dziecko poszło od września do szkoły. Do poradni, która bada szkolną gotowość, zgłaszane są setki dzieci. Przedszkola też mają problem. Odroczone 6-latki zajmują miejsca młodszym dzieciom. Wszyscy są zgodni: od prowadzenia reformy edukacyjnej z taką sytuacją mamy w Szczecinku do czynienia po raz pierwszy.
Szturm na poradnię
Na kilka miesięcy przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego wielu rodziców zaczęło mieć poważne wątpliwości, czy ich pociechy poradzą sobie w nowym środowisku w roli uczniów. Jak wyjawiła nam dyrektor Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Szczecinku, zainteresowanie rodziców wystawieniem opinii o gotowości dziecka do podjęcia nauki w szkole jest tak duże, jak nigdzie indziej w województwie.
- Z naszego punktu widzenia sytuacja wygląda bardzo dziwnie – mówi „Tematowi” dyrektor poradni, Dorota Patkowska. – Niedawno, przekazując comiesięczne dane do szczecińskiego Kuratorium Oświaty, zapytałam, jak wypada nasza poradnia na tle całego województwa. Okazało się, że jesteśmy poradnią, w której jest najwięcej zgłoszeń do odroczenia dzieci od obowiązku szkolnego.
- W połowie kwietnia mieliśmy zgłoszonych do badania 215 dzieci. Po kilku dniach, kiedy rozpoczęliśmy liczenie od nowa, mieliśmy już 160 zgłoszeń. Od miesiąca nie robimy nic innego, tylko diagnozujemy dzieci.
Zdaniem naszej rozmówczyni, sytuacja jest o tyle osobliwa, że do badań zgłaszane są niekiedy całe grupy przedszkolne. – Nie możemy odmówić rodzicom przeprowadzenia diagnozy – podkreśla dyrektor. - Bierzemy wszystko pod uwagę, także rozwój emocjonalny dziecka. Są rodzice, którzy opowiadają o dziecku zupełnie inne historie, niż ta, która jest przedstawiona w opinii wydanej przez przedszkole. Ale zdarza się też takie dziecko, które waży 15 kg, ma niecały metr wzrostu i trzeba mu położyć na krzesło siedzisko samochodowe, żeby dosięgnęło blatu biurka i rozwiązało zadanie… Musimy wyciągnąć trafne wnioski z każdej takiej nietypowej sytuacji.
Winne tanie przedszkola, czy zbiorowa panika?
W opinii dyrektor poradni, czynnikiem, który może odpowiadać za wzmożone zainteresowanie odraczaniem 6-latków od obowiązku szkolnego, jest pojawienie się w Szczecinku wielu przedszkoli za symboliczną złotówkę. Rodzice często sugerują, aby poradnia wydała opinię w takim terminie, który umożliwiłby wzięcie udziału w postępowaniu rekrutacyjnym w danym przedszkolu.
- Rodzice widząc jakiekolwiek problemu u dziecka, od razu decydują się na diagnozę – podkreśla Dorota Patkowska. – Wielu z nich po rozmowie z pedagogiem czy psychologiem zmienia swoją decyzję. Największym mankamentem w tym wszystkim jest to, że diagnozujemy dzieci już od połowy lutego. Trudno wtedy powiedzieć, co będzie się działo we wrześniu. Dla dziecka pół roku to ogromny skok rozwojowy. A my musimy podjąć decyzję, bo właśnie trwa nabór. Okresem najbardziej wskazanym na badanie dziecka byłby – maj, czerwiec, lipiec.
Inną kwestią jest to, niektórzy rodzice decydują się na badanie dziecka tylko dlatego, że właśnie tak robią inni. – Są też rodzice, którzy zdecydowali się na diagnozę, poddając się efektowi psychologicznemu – zaznacza dyrektor. – Jak wszyscy, to i ja. Mam jednak nadzieję, że są to osoby, które chcą w jakiś sposób pomóc swojemu dziecku. Ewentualnie, żeby usłyszeć, że jest wszystko w porządku, a decyzja o posłaniu dziecka do szkoły jest jak najbardziej trafna.
W przedszkolach zapanował chaos
Z setek zgłaszanych do poradni dzieci około 30 procent otrzymuje tzw. szkolne odroczenie. W teorii maluchy powinny kontynuować proces edukacyjno-wychowawczy w „swoim” przedszkolu. W praktyce – nie wszystkie dzieci znajdą od września miejsce w znanym od kilku lat środowisku. Powód? Przedszkola wcale nie muszą „trzymać” miejsc dla odroczonych sześciolatków. A jeśli już tak się zdarzy, bywa, że swoje pretensje zgłaszają rodzice 4 i 5-latków, które z tego powodu nie dostały się do placówki.
- Każdy rodzic oczekiwałby, że to będzie to samo środowisko. Nie zawsze jednak da się to zapewnić – zwraca uwagę Grażyna Herchel-Szeremeta, dyrektor Przedszkola Publicznego w Szczecinku. – Trzeba pamiętać, że wszystko zależy od postępowania rekrutacyjnego. A to jest cała procedura. Jednym z elementów jest zapis, że dziecko przyjmowane jest na wolne miejsce w przedszkolu. Jeśli takie są, to wówczas mogę dziecko przyjąć.
O tym, że diagnozowanie dzieci „burzy” całą rekrutację przekonuje z kolei Bożena Kawczyńska, dyrektor Przedszkola Niepublicznego „Miś”. – We wrześniu może trójka rodziców mówiła mi, że będzie diagnozować dziecko – wyjawia dyrektor. – A w połowie marca totalne zaskoczenie, bo prawie wszyscy rodzice mówią nam – odraczamy. Z jednej grupy – 100 procent, a z drugiej 80. To jest ogrom! Zamieszanie totalne. Trzeba było przesunąć ogłoszenie wyników rekrutacji.
Sytuacja nie może się powtórzyć
Bożena Kawczyńska podkreśla, że sytuacja, w której dziecko przez odroczenie zmienia swoje środowisko jest dla sześciolatka bardzo niekorzystna. Nie jest również dobrze, kiedy najpierw przygotowuje się dziecko, że za kilka miesięcy pójdzie do szkoły, a potem mówi się mu, że jeszcze nie jest na to gotowe. Z drugiej strony, trzeba też zrozumieć rodziców, którzy chcieliby mieć wybór.
- Niektóre maluchy przez cały rok były pewne, że idą do szkoły – dodaje dyrektor. – A potem rodzice mówią im, że to my je zostawiliśmy w przedszkolu – bezsens totalny. Żadna przygotowana przez przedszkole informacja o gotowości szkolnej nie była negatywna. Wszystkie nasze dzieci zostały przygotowane według podstawy programowej dla 5-latków. Okazuje się, jednak, że odroczone zostają dzieci, które np. czytają. Oczywiście, trzeba brać pod uwagę rozwój emocjonalny, ale też to, że dziecko idzie na badanie do nowego środowiska. Ale były takie przypadki, gdzie celowo rodzice kazali maluchowi spuścić głowę i się nie odzywać. Jedno z dzieci rozpłakało się na badaniu, a potem okazało się, że mama, nauczycielka zresztą, powiedziała, że podczas badań ma nic nie mówić…
- Inna sprawa, rodzice po prostu chcą, by ich dzieci były jak najdłużej w przedszkolu. W przedszkolach dzieci mają mnóstwo zajęć, np. rewalidacyjnych – zauważa dalej nasza rozmówczyni. – Również z tego powodu wielu rodziców zdecydowało się na badania w poradni. Ale coś w tym wszystkim trzeba zmienić. Taka sytuacja jak w tym roku przy rekrutacji nie może się powtórzyć za rok. Musimy znaleźć złoty środek. Rodzice też muszą wiedzieć wcześniej, co ich czeka. (sz)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze