Historia - tak, ale bez histerii 

Cykl artykułów dotyczących dziejów Szczecinka za każdym razem wywołuje reakcję naszych Czytelników. I to naprawdę bardzo dobrze. Ostatni z nich, poświęcony pomnikowi byłych niemieckich mieszkańców oraz historii tego miejsca, wywołał komentarze, z którymi trudno mi się zgodzić. 


Co do poglądów na przeszłość - nie będę polemizował, a już na pewno nie z tymi, które przypisują mi „narrację PiS-u”.  W zagłębiu zwolenników „je…pisu” nawet bym się nie odważył, dlatego sięgnę do faktów. 

W zupełności podzielam pogląd, że pomnik w naszym parku upamiętnia „zwykłych mieszkańców” – dodajmy: zwykłych niemieckich mieszkańców.

Ci zwykli niemieccy mieszkańcy Pomorza, podczas pierwszych (jeszcze wolnych) wyborów parlamentarnych (1933 r.) oddali na Narodowo Socjalistyczną Partię Niemiec ponad 55 proc. głosów, a więc znacznie więcej niż w pozostałych landach. W następnych wyborach w tym samym roku, na partię Hitlera głosowało wprawdzie ponad 90 procent, ale działo się to już w epoce nazistowskiego terroru. 

„Zwykli mieszkańcy” entuzjastycznie witali na ulicach miasta kolumny pancerne przemieszczające się w kierunku pobliskiej polskiej granicy. 

„Zwykli mieszkańcy” brali czynny udział w różnego rodzaju imprezach i uroczystościach organizowanych przez paramilitarne oraz partyjne organizacje. Jak na liczący 19 tys. mieszkańców Szczecinek - było ich całkiem sporo. 

Z informatora, wydanego w 1939 roku wynika, że NSDAP na terenie miasta miało 22(!) różnego rodzaju grupy (siedziby), poczynając od Ostgruppe Mitte, poprzez SA Brigade, SS Sturmbann, NS Fleigerkorps a nawet NSKK Motorstaffel… Czyżby do organizacji należeli jedynie tajemniczy "naziści" i nie było tam „zwykłych mieszkańców”?  

A już kiedy już wybuchła wojna, to na terenie powiatu szczecineckiego pracowało w nieludzkich warunkach u niemieckich "nadludzi" ok. 3,5 tysiąca Polaków – to dane urzędowe z kwietnia 1941.

Pod koniec wojny do niewolniczej pracy na roli i w miejscowych zakładach zatrudniano ok. 7-8 tys. Polaków.  Powtórzę, mowa tylko o polskich obywatelach. A przecież oprócz Polaków byli również Francuzi, Rosjanie i Ukraińcy. Na terenie powiatu naliczono w sumie 42 obozy, a w samym Szczecinku – trzy. Bezpośrednimi nadzorcami byli znów nie enigmatyczni „naziści”, co raczej „zwykli mieszkańcy”.   

We wspomnieniach z tamtych lat, drukowanych w każdym numerze wydawanego przez ziomków szczecineckich (a więc „zwykłych mieszkańców”) „Mein Neustettiner Land”, ani razu (mam wszystkie wydania od 2009 roku) nie natknąłem się choćby jedno zdanie o polskich lub innej narodowości niewolnikach. 

Dodam, że kilkudziesięciu z nich zostało straconych w publicznych egzekucjach (w Szczecinku przy ul. Klasztornej i zaledwie kilkadziesiąt metrów od pomnika przy pl. Jasnym). Nieszczęśników ubranych w łachmany z literą „P” trudno było nie zauważyć choćby jako przechodniów przemykających ulicami - musieli zejść z chodnika i zdjąć nakrycie głowy przed umundurowanym Niemcem.

A kiedy nadchodził sowiecki front, decyzją lokalnego gauleitera wszyscy „zwykli mieszkańcy”, którzy przez sześć lat niczego nie widzieli i słyszeli, musieli natychmiast opuścić „swoje rodzinne strony”. Tego się nie spodziewali, bo przecież byli pewni co do potęgi tysiącletniej Rzeszy. Formowali „treki” (karawany konnych wozów i aut) i przy akompaniamencie bijących kościelnych dzwonów ruszali w drogę. Za niewykonanie rozkazu natychmiastowej ewakuacji groziła im kara śmierci z rąk, jakby nie było, swoich. Zatem kto ich wypędzał? Z czasem nazwano to „wypędzeniem” obwiniając za to… Polaków. A owszem, część z nich wróciła, a ich wysiedlaniem (tylko z podręcznym bagażem) za Odrę zajęła się wówczas polska administracja. 

O polskich niewolnikach - ofiarach tamtych „zwykłych mieszkańców” cicho, sza. Po latach „zwykli mieszkańcy” doczekali się pomnika i to w miejscu dla nich niezwykłym - miejscu dawnych „kamieni pamięci,” z których największy upamiętniał zatwardziałego polakożercę Bismarcka. 

Takie są historyczne fakty. A to, co się komu z tym kojarzy, to jest nie tyle historia, co raczej histeria. 

Co do parku, to w ostatnich latach odnowiony on został od podstaw, a jedynym zabytkiem z tamtego zabytkowego parku pozostał jedynie dąb Bismarcka. Alejki, urządzenia parkowe, nabrzeża i liczne pomosty kosztowały nas miliony złotych, a z zachowanych obiektów przedwojennego okresu przebudowano jedynie muszlę koncertową oraz płot przy miejskiej plaży. 

Jerzy Gasiul 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Jaromir Kchna - niezalogowany 2023-10-31 10:17:57

    Nic ująć, nic dodać, panie Jerzy!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    jeżyna - niezalogowany 2023-10-31 10:29:05

    Przywalone precyzyjnie. Pan redaktor jak chirurg jakiś

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Polin - niezalogowany 2023-10-31 11:38:42

    Pan redaktor zdaje się nie zauważać koszernej narracji mówiącej o Polskich Obozach Zagłady... Ci ,, zwykli obywatele " stoją za napaścią na Polskę w 1939, ludobójstwem i niewolnictwem. Za banderyzmem stoją za to niemieccy politycy tamtych czasów.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.