Działkowicze nie mają łatwego życia. Oprócz mierzenia się z amatorami cudzych warzyw i owoców, dzikimi zwierzętami bytującymi na ich terenie, urzędnikami żądającymi w myśl prawa budowlanego rozbiórki altan, teraz stają także do walki o… „wychodki”.
- Kilka dni temu zarządca terenu, na którym mam działkę, poinformował wszystkich, że przebywając na ogrodach działkowych mamy obowiązek korzystania wyłącznie z udostępnionej nam murowanej toalety. Przecież to absurd! Żeby skorzystać z WC muszę lecieć kilkaset metrów, a niektórzy i więcej. 300 działek! Do tej pory praktycznie każdy miał na swojej działce jakieś wiaderko, którego zawartość później wylewał do kompostownika, albo jakiś zbity z desek wychodek i nikt się nas nie czepiał. Teraz nagle nam się tego zabrania i każe lecieć taki kawał „za potrzebą” – oburza się nasz Czytelnik, właściciel jednej z działek rekreacyjnych przy ul. Cieślaka.
- Co komu to przeszkadza, że ktoś ma wiaderko w altance? Przecież tak było praktycznie od zawsze i nigdy nie było z tym problemu. Teraz komuś na „górze” się odwidziało i wymyślił sposób, żeby utrudnić nam życie! Ja jestem już osobą starszą, a latanie taki kawał kilka razy dziennie jest meczące. A przecież ja idę na działkę odpocząć.
Czy rzeczywiście żądania właściciela ogrodów działkowych dotyczących konieczności korzystania ze wspólnego wychodka są bezpodstawne i wymyślone jedynie po to, aby utrudnić działkowiczom życie? Okazuje się, że jest to jedyne rozwiązanie zgodne z prawem, a załatwianie potrzeb na własnej działce - zamiast korzystania z wyznaczonego do tego celu miejsca - jest łamaniem przepisów. Może też stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia i życia nie tylko działkowiczów, ale i pozostałych mieszkańców.
- Działki te nie są skanalizowane. Jeżeli każdy postawi sobie wychodek, to to wszystko, wszelkie pasożyty i bakterie, później „idą” w glebę. A przecież odchody ludzkie nie mogą dostawać się do gleby, na której rosną warzywa i owoce, ponieważ te pasożyty możemy później spożyć z tą rzodkiewką czy sałatą – wyjaśnia Barbara Szysz, Powiatowy Inspektor Sanitarny. – Trudno uwierzyć, że ktoś na swojej działce zrobił toaletę z zamkniętym odpływem, a po zgromadzone nieczystości następnie przyjeżdża wóz asenizacyjny, który ją opróżnia i wywozi te nieczystości w odpowiednie miejsce. Jeżeli już ktoś zrobił sobie na działce toaletę, to są to prowizoryczne konstrukcje, a cała zawartość przedostaje się do gleby, albo jest wylewana na działkę, na drogę, do rowu czy na działkę sąsiada. To jest niedopuszczalne. Jeżeli te nieczystości przedostaną się również do cieku wodnego, to jest to niebezpieczne również pod kątem epidemiologicznym.
- To są malutkie działeczki. Ktoś idzie tam wypoczywać, a pod nosem ktoś inny stawia mu ubikację, gdzie przy wysokiej temperaturze, nie tylko unosi się przykry zapach, ale i mnóstwo różnych owadów. Ilość owadów, które bytują na tych nieczystościach, również stwarza bardzo poważne zagrożenie. Muchy, które przebywają w takiej toalecie, za chwilę polecą i usiądą sobie na truskawkę czy pietruszkę, a my później to konsumujemy, często prosto z krzaczka. Jest to poważne zagrożenie – dodaje nasza rozmówczyni.
Okazuje się, że oprócz zagrożeń zdrowotnych oraz możliwości skażenia epidemiologicznego, prowizoryczne toalety znajdujące się na poszczególnych działkach, są również wbrew prawu budowlanemu. Dodajmy również, że zarządca czy właściciel ogrodów działkowych nie ma obowiązku zapewnienia przyłącza kanalizacyjnego doprowadzonego do każdej z poszczególnych działek.
- Nie można organizować sobie w tzw. altankach czy innych budynkach architektury ogrodowej, urządzeń higieniczno-sanitarnych, dlatego że wtedy są to już pomieszczenia, które wymagają zapewnienia odbioru tych ścieków. Przy indywidualnych toaletach w każdej takiej altance ten warunek nie jest spełniany. Jeżeli ktoś wcześniej zrobił sobie taką prowizoryczna toaletę, to korzystał z niej wbrew prawu. Jeżeli zarządca ogrodów działkowych zabrania i nakazuje działkowiczom korzystanie z toalet ogólnodostępnych postępuje właściwie, ponieważ przepisy prawa dopuszczają jedynie właśnie takie rozwiązanie. Te wszystkie indywidualne urządzenia sanitarne, które są w altankach, są po prostu nie prawne – mówi Barbara Synowiec z Nadzoru Budowlanego Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Szczecinku.
Czy działkowcy z ul. Cieślaka pogodzą się z decyzją zarządy obiektu i zaczną korzystać z przygotowanych przez niego murowanych toalet z odpowiednim przyłączem kanalizacyjnym? A może zwyciężą stare przyzwyczajenia i – pomimo zagrożenia dla zdrowia i wizji skażenia epidemiologicznego – prowizoryczne wychodki w altankach w dalszym ciągu będą miały się dobrze? Czas pokaże. (mg)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jezus Maria, jakie zacofanie! Jak można się publicznie przyznać, że s*a się pod siebie do wiadra na działce??? Trzeba być jakimś neandertalem. To, co normalnemu człowiekowi właśnie przeszkadza w miejscach publicznych, że nie ma toalet i trzeba się załatwiać w plenerze (np. nad polskim morzem). Działkowcom postawiono toaletę, a ci zamiast podziękować - chwalą się że załatwiali się jak bydło i chcą tak dalej. Takich wywieść do Putina, tam jest taki poziom cywilizacyjny... Jak z takimi ludźmi Polska ma iść do przodu?
Panie, a w kompostowniku tasiemce hoduję, grube jak ręka i glisty grube jak palec. Normalnie jak w Afryce. Niby błoto, a nie błoto.
Na własnym oborniku to najlepsze ogórki.
Dziwna sprawa... Moim zdaniem w dobie komputerów paraliżujących najprostsze umiejętności, niektórzy ludzie nawet z kupą mają kłopot. Jaki poziom ma ta sprawa? Kogo można zainteresować opisanym problemem, czyli tym, gdzie ma się wykakać szczecinecki działowiec? Jaką przyszłość chcecie tu budować skoro z własną kupą nie potraficie dać sobie rady...bo macie różne na to poglądy !?
Mój znajomy, który mieszka kilkanaście kilometrów od Szczecinka, jest starszym człowiekiem i ma pewne problemy zdrowotne.Po zakupy przyjeżdżają z żoną około dwa razy w tygodniu.Jego żona ma do niego pretensje,że nigdy nie chce jechać do innych sklepów i marketów tylko do Kauflandu.Gdy prosi go by podjechał do centrum proponuje by pojechała taryfą, a on tu na nią poczeka. W końcu wydało się,że jego problem zdrowotny polega na częstym chodzeniu do toalety, a w centrum wszędzie trzeba płacić.W trakcie trzy,lub czterogodzinnego pobytu w mieście musiałby wydać na toalety około 16-20 złotych.Jeśli te toalety na działkach nie są płatne,to może dla mojego znajomego przy tych działkach postawić większy supermarket?
Rozdział 7,paragraf 51;Regulaminu ROD,brzmi:" Rod powinny być wyposażone w ogólnodostępne sanitariaty, w ilości dostosowanej do liczby działek ". Ile sanitariatów jest na działkach im.H.Sienkiewicza ,i w którym miejscu ?Działek jest ponad 300,jeśli przyjdą tylko po dwie osoby ,to będzie ponad 600 osób. Nie wierzę w to, że wszyscy pujdą do toalety. Jaka jest odległość, do najbardziej oddalonych dzialek od sanitariatu,i ile czasu zajmie dojście kalece o kulach ? Jaka jest norma ilosci toalet ,na ilość ludzi przebywających na określonym terenie ? To pytanie do Pani z sanepidu.Zgodnie z Konstytucją prawo w Polsce nie może działać wstecz,dlatego polecam uważną lekture ustawy z dnia 13.12.2013 r. ,regulaminu ROD,uchwały PZD.Na zadane pytania oczekuję odpowiedzi na łamach Tematu.
Mam tam działkę 5 lat, ale gdzie jest murowana toaleta dla wszystkich, nie wiem. Wiem, że jest drewniany wychodek obok placu dożynkowego. Podobno jest ładna toaleta w świetlicy, ale nie podłączona do kanalizy, a poza tym świetlica zamknięta. Prezes rządzi się jak cieć z "alternatywy 4", a że ludzie zaczęli mu się stawiać, to zaczął się czepiać. Trzeba być samemu w porządku, a potem innych się czepiać. Podobno jest podpisana umowa na wywóz śmieci, tylko pojemników nie mamy. A jak ludzie stawiali kibelki, to prezes mówił, że fajnie, zwłaszcza jak piwo postawili, a później tym samym ludziom mówi, że mają je usunąć. albo jak po dożynkach pijany po działkach chodził. Można by wiele takich sytuacji z naszym prezesem w roli głównej wymieniać, ale szkoda czasu i nerwów.
Jezus Maria, jakie zacofanie! Jak można się publicznie przyznać, że s*a się pod siebie do wiadra na działce??? Trzeba być jakimś neandertalem. To, co normalnemu człowiekowi właśnie przeszkadza w miejscach publicznych, że nie ma toalet i trzeba się załatwiać w plenerze (np. nad polskim morzem). Działkowcom postawiono toaletę, a ci zamiast podziękować - chwalą się że załatwiali się jak bydło i chcą tak dalej. Takich wywieść do Putina, tam jest taki poziom cywilizacyjny... Jak z takimi ludźmi Polska ma iść do przodu?
Panie, a w kompostowniku tasiemce hoduję, grube jak ręka i glisty grube jak palec. Normalnie jak w Afryce. Niby błoto, a nie błoto.
Na własnym oborniku to najlepsze ogórki.