Reklama

Dekomunizacja w grodzie Warcisława. Co nam zawinili patroni ulic?

18/10/2017 05:52

Tomasz Ceglarz: Szczecinek był jednie malutkim trybikiem w machinie kampanii wojennej, ale już sami mieszkańcy zdają sobie sprawę, że historia Szczecinka po 1945 r. naznaczona jest procesem zasiedlania, organizacji miejscowej wspólnoty oraz struktur politycznych, często niełatwej egzystencji z sowiecką komendanturą wojskową, która nierzadko dawała przykład swojej dominacji, arogancji i nieliczenia się z potrzebami strony polskiej. Tym większy szacunek winniśmy okazywać pokoleniu naszych pradziadków i dziadków, którzy w wyniku powojennej wędrówki ludów, z duszą na ramieniu podróżując z całymi rodzinami w nieznane, przybyli nad Trzesiecko.

Zapisy ustawy z 1 kwietnia 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej bezpośrednio dotknęły również Szczecinek. Wywołały przy tym szereg skrajnych emocji – od pełnego poparcia oraz poczucia sprawiedliwości, iż „sprawy przeszłości raz na zawsze zostaną wyjaśnione” po mniej lub bardziej zdecydowaną negację opierającą się na argumencie wysokich kosztów administracyjnych, jakie niesie ze sobą zmiana, a także wątpliwościach natury czysto naukowej, historycznej. Na przykład poddano dyskusji kwestię, czy data 28 lutego rzeczywiście propagowała ustrój komunistyczny? Albo, idąc dalej tokiem rozumowania ustawodawcy, jako żywo symbolizowała „represyjny, autorytarny i niesuwerenny system władzy w Polsce w latach 1944–1989”?

Przyznaję otwarcie, że mam do całej sprawy stosunek ambiwalentny, gdyż to prędzej system przez wielu nazywany słusznie minionym latami propagował i honorował dzień 28 lutego, a nie na odwrót. Egzekutywa Komitetu Miejskiego PZPR wespół z prezydiami rad narodowych (powiatowej i miejskiej) w okolicach końca lutego rokrocznie organizowały obowiązkowe apele oraz pogadanki rocznicowe w szkołach i zakładach pracy, często przy współudziale żołnierzy LWP i kombatantów II wojny światowej, na tematy związane wówczas z tzw. wyzwoleniem ziemi szczecineckiej z rąk nazistów. Towarzyszyły temu okolicznościowe rajdy i wycieczki krajoznawcze. Niewątpliwie data ta w historii miasta ma znaczenie symboliczne. Przecież, co podkreślali nie raz przedstawiciele lokalnych mediów, miłośnicy historii ze Szczecineckiego Portalu Historycznego czy miejscowi badacze dziejów, Szczecinek został zdobyty dzień wcześniej przez jednostki 32. Smoleńskiej Dywizji Kawalerii Armii Czerwonej. Natomiast 28 lutego miały miejsce zwycięska defilada w mieście, czyli tzw. sowiecka victoria i moskiewski salut. Oczywistym jest fakt, że wraz z wkroczeniem wojsk ZSRR teren ten pozostawał pod sowiecką strefą wpływów, co niosło określone konsekwencje zarówno dla części ludności niemieckiej, która pozostała w domach, mimo zbliżającego się frontu, jak i pierwszych polskich przesiedleńców zza Buga, dawnych wschodnich terenów II RP i centralnej Polski, którzy w wyniku decyzji zwycięskich mocarstw (konferencja w Jałcie skończyła się 11 lutego, a więc nieco ponad 2 tygodnie przed wkroczeniem Rosjan do miasta) musieli znaleźć swój nowy dom w jednym z wielu miast i miasteczek upadającej III Rzeszy.

Reklama

Dlatego też dzień 28 lutego był punktem zwrotnym w historii Szczecinka – rozpoczynał polską kartę w dziejach miasta. Jestem przekonany, że nie zapisywalibyśmy jej, gdyby nie ciężkie walki i militarne rozstrzygnięcia na froncie wschodnim. To w żadnej mierze nie jest hołd oddany partyjnej wierchuszce KPZR, kremlowskim włodarzom, których głównym celem było podporządkowanie umęczonej wieloletnią wojną Europy Środkowo-Wschodniej, by następnie łatwiej nieść „zwycięską ideę rewolucyjną” nad Łabę, Sekwanę, a finalnie i Tag. Początek tzw. polskich dziejów Szczecinka wraz z procesem instalowaniem się nowej władzy i rozbudową aparatu represji wobec opozycji (szczególnie PSL), żołnierzy rozwiązanej AK, podziemia zbrojnego, Kościoła, przedstawicieli prywatnej inicjatywy gospodarczej, będą wydarzeniami nierozłącznie kojarzonymi z dniem 28 lutego, a raczej konsekwencjami, jakie on niósł. I tego lekką ręką oddzielić się nie da.

Szczecinek był jednie malutkim trybikiem w machinie kampanii wojennej, ale już sami mieszkańcy zdają sobie sprawę, że historia Szczecinka po 1945 r. naznaczona jest procesem zasiedlania, organizacji miejscowej wspólnoty oraz struktur politycznych, często niełatwej egzystencji z sowiecką komendanturą wojskową, która nierzadko dawała przykład swojej dominacji, arogancji i nieliczenia się z potrzebami strony polskiej. Tym większy szacunek winniśmy okazywać pokoleniu naszych pradziadków i dziadków, którzy w wyniku powojennej wędrówki ludów, z duszą na ramieniu podróżując z całymi rodzinami w nieznane, przybyli nad Trzesiecko.

Reklama

Nie wiedzieli przecież, co tak naprawdę zgotuje im los, jak będzie rysować się najbliższa przyszłość przy braku gwarancji ciągłości granic na zachodzie. Wreszcie, czy Szczecinek okaże się jedynie chwilowym portem, a może bezpiecznym domem dla ich dzieci i kolejnych pokoleń?

Nie mam najmniejszej wątpliwości, że książę Warcisław IV absolutnie zasłużył na arterię swojego imienia, dziwi mnie tylko, dlaczego uczyniono to tak późno? Wszak założyciel miasta (jak wynika z licznych opracowań) i patron jednej ze szczecineckich szkół już dawno powinien zająć w przestrzeni miejskiej godne miejsce. Tak też się stało, dziw jedynie bierze, że pośrednio w wyniku administracyjnego nakazu.

Reklama

Pisząc o dekomunizacji warto przypomnieć, że pierwsze kroki w tym kierunku podjęła wybrana w PRL Miejska Rada Narodowa w Szczecinku. Zresztą nie był to przypadek zupełnie odosobniony. Na ostatniej, pożegnalnej sesji w dniu 26 kwietnia 1990 r. radni zmienili nazwy dziewięciu szczecineckich ulic. Ulicę Mariana Buczka zastąpiono Klasztorną, 5 Grudnia – Bolesława Limanowskiego, Kraińską – Pilską, Janka Krasickiego – Józefa Piłsudskiego, plac Marcelego Nowotki – Aleksandra Kamińskiego, Hanki Sawickiej – Rzemieślniczą, Wandy Wasilewskiej – Genowefy Matusewicz, Wielkiego Proletariatu – Juliana Ordona, generała Gieorgija Żukowa – kardynała Stefana Wyszyńskiego. Tadeusz Stankiewicz – członek szczecineckiego Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”, Klubu Inteligencji Katolickiej, a po wyborach samorządowych kierownik Urzędu Rejonowego – uznał, nie podważając samego sensu i zasadności treści uchwały, że decyzję tę należało rozpatrywać w trzech aspektach: finansowym, moralnym i społecznym. Wiedział bowiem, że wykonanie uchwały spadnie na barki nowego ośrodka władzy – przyszłej Rady Miejskiej I kadencji. A w okresie tworzenia zrębów niezależnego, ale borykającego się z olbrzymimi problemami finansowymi samorządu stanowiło to nie lada wyzwanie. Dlatego też decyzję MRN określił mianem efektu spóźnionego oraz pustego gestu. Z niewiadomych przyczyn zaniechano wtenczas zmiany nazw ulic Bohaterów Stalingradu, 9 Maja oraz Waryńskiego. Do dziś z trzech wskazanych ostał się jedynie Waryński. Słusznie, ale niekonsekwentnie. W świetle wspomnianej ustawy o dekomunizacji XIX-wieczny ideolog ruchu komunistycznego na ziemiach polskich nie odpowiada nakreślonym wymogom, gdyż bezpośrednio nie mógł symbolizować okresu RP i PRL (1944–1989). Z drugiej jednak strony skoro radni bądź co bądź schyłkowej peerelowskiej rady wykreślili partię Wielki Proletariat, to dlaczego zostawili jego współtwórcę? Z jakich powodów zabrakło konsekwencji w tej sprawie rajcom samorządu szczecineckiego po 1990 r.? A być może z czasem Waryński zwyczajnie przestał wadzić oraz uchodzić za symbol ludu i mas pracujących, jak tylko wyszedł z obiegu słynny czerwony 100-złotowy banknot w czasie denominacji w 1995 r.?

Nie można zapomnieć o inicjatywie lekarza Jerzego Maciejewskiego (w czasie wojny podporucznik AK) z marca 1989 r. przemianowania ulicy Bolesława Bieruta (obecna Józefa Wybickiego) na generała Stanisława Maczka lub prymasa Wyszyńskiego. Wniosek w tej sprawie od mieszkańców ulicy otrzymała również radna Maria Kot. Jak widać końcówka PRL-u sprzyjała podejmowaniu podobnych inicjatyw. Być może odczuwano wyraźnie wiatr historii, a okrągłostołowa retoryka zaczęła oddziaływać na wielu szczecinecczan, także i tych, którzy jeszcze dzierżyli ster władzy. W podobnych duchu głosami przedstawicieli „Solidarności” od 1989 r. postulowano przeznaczenie budynku Szczecineckiego Komitetu Rejonowego PZPR na przedszkole lub inny obiekt użyteczności publicznej.

Reklama

Piszę o regulacjach z przeszłości, bo widzę, że projekt dekomunizacji spotkał się co najmniej z oporem ze strony samorządu szczecineckiego. Ani miasto, ani powiat nie przyjęli z entuzjazmem ustawowego obowiązku zmian nazw ulic oraz „wskazań merytorycznych” IPN. Pierwsza zmiana, tj. uchwała w sprawie nadania ulicy Bohaterów Stalingradu nazwy rotmistrza Witolda Pileckiego (wspierana przez opozycję), a 9 Maja Władysława Bartoszewskiego (propozycja PO) przeszła przy gorączkowej dyskusji, zgrzytach i oporach. Bartoszewskiemu czyniono zarzut zaangażowania po stronie konkretnej opcji politycznej w ostatnich latach.

Nie do przyjęcia dla polityków Razem dla Szczecinka miała być jego retoryka i wypowiedzi pod adresem partii braci Kaczyńskich. Jednakże odnoszę wrażenie, że obie strony chciały coś na tym ugrać, a sam spór o nazwę był jednie pretekstem. Obawiałem się, i to zupełnie szczerze, że spór o nowe nazwy ulic prędzej zrodzi kolejny konflikt, jeszcze bardziej podzieli lokalną scenę polityczną aniżeli wykaże jedność i solidarność w dokończeniu procesu dekomunizacji, który, czy tego chcemy czy nie, powoli staje się faktem. Pytanie tylko, czy wraz z usuwanymi tablicami z ulic, parków, placów, mostów bądź skwerów przy okazji ostatecznie zrywamy z komunistyczną przeszłością w pozostałych dziedzinach życia? Obawiam się, że kształtowanej przez lata mentalności, zachowania, postrzegania rzeczywistości i wrażliwości nawet specjalną uchwałą czy ważną ustawą zmienić się nie da. Nie ma jednej akceptowalnej dla wszystkich wersji historii, gdyż jest to nauka humanistyczna, poważna dyscyplina naukowa, która nie podlega plastycznym harcom. Są tylko wybrane narracje historyczne kreujące własnych bohaterów, wydarzenia i miejsca z przeszłości. Której więc wersji dziś ulegamy?

Reklama

Tomasz Ceglarz

Dr Tomasz Ceglarz jest pracownikiem naukowym UAM w Poznaniu.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2017-10-18 07:22:53

    Prawicowcy,,, zapomnieliście że to Komuna odbudowała Warszawę i kraj po wojnie. I że większość z was jadła socjalistyczny chleb, uczyła się w komunie i dzięki niej mogliście dojść tu gdzie jesteście. Nie porównujmy naszego socjalizmu do tego co był w Rosji czy Chinach.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2017-10-18 07:56:45

    Myślisz, że bez komuny Polska by się nie obudowała? Oczywiście, że by się odbudowała. Gdyby nie te DZIESIĄT lat socjalizmu faktycznie nie bylibyśmy tutaj gdzie jesteśmy. Bylibyśmy znacznie dalej. Na pewno pod względem ekonomicznym.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2017-10-18 08:08:28

    Proponuję zlikwidować w kalendarzu date 28 lutego , niech ostatnim dniem miesiąca bedzie 27 a jeden dzień przenieść na lipiec kiedy jest cieplej i wakacje dbędą dłuższe !!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama