Reklama

Złamał kręgosłup i został więźniem czwartego piętra

05/03/2016 09:38

Niepełnosprawność zmienia życie. Coś, co kiedyś wydawało się błahostką, w obliczu bezwzględnej choroby staje się nie do pokonania. Podobne odczucia mają państwo Anna i Piotr. Nieszczęśliwy wypadek i wszystko, co nastąpiło potem, sprawiło, że nawet najprostsze czynności okazują się dla nich karkołomnym wyzwaniem. W ich przypadku największą barierą okazały się schody wiodące na czwarte piętro. Pan Piotr, który porusza się na wózku, stał się więźniem we własnym mieszkaniu. Pani Anna stara się jak może, ale zajmując się chorym mężem i czwórką małych dzieci, sama już powoli opada z sił.

  Największym marzeniem Anny i Piotra jest mieszkanie, które pozwoli niepełnosprawnemu mężczyźnie funkcjonować wśród innych ludzi i pomóc żonie w codziennych obowiązkach. Jak wyjawili, fakt, że znaleźli się w pierwszej dziesiątce osób, którym takie – miejskie mieszkanie się należy, to prawdziwy cud. Sami do końca nie są pewni, czy przypadkiem w ostatniej chwili ktoś się jeszcze nie rozmyśli... Dla nich byłby to prawdziwy dramat.

Reklama

Wszystko zmienił wypadek

- Nasze problemy zaczęły się, kiedy mąż uległ wypadkowi - opowiada pani Anna. - Kiedy był w pracy, przygniotło go drzewo. Doznał poważnego urazu kręgosłupa. Wtedy nasze życie zmieniło się o 180 stopni. Zaczęła się walka o to, żeby mąż mógł chodzić. Jeździliśmy po lekarzach, mąż przeszedł  kilka operacji. Doprowadziliśmy wspólnymi siłami do tego, że mąż zaczął poruszać się o kulach. Nie było to jednak normalne życie. Ból, jaki towarzyszył mężowi przy najprostszych czynnościach, był nie do opisania. Podobnie jest zresztą także i teraz.

Reklama

- Potem mąż znowu trafił do szpitala. Tym razem dowiedział się, że wózek najprawdopodobniej będzie mu towarzyszył do końca życia. Przeszedł kolejne operacje, po których zamiast się poprawić, było jeszcze gorzej. Nikt nie chciał się podjąć leczenia. Teraz sytuacja jest w miarę ustabilizowana. Ale mąż nadal samodzielnie nie wiele może zrobić. Przez swoją niepełnosprawność został uwięziony na czwartym piętrze, we własnym mieszkaniu.

- Wszystko: opieka nad czwórką dzieci i prowadzenie domu, odprowadzanie do szkoły, przedszkola, robienie zakupów - spadło na mnie. Mąż nawet choćby chciał, niewiele jest mi w stanie pomóc. Zniesienie go na dół, żeby mógł wyjść, to dla nas prawdziwa przeprawa. Kiedyś jeszcze pomagali nam sąsiedzi, znajomi. Potem, kiedy każdy przekonał się, że aby wnieść lub znieść dorosłego mężczyznę na czwarte piętro, potrzeba naprawdę ogromnego wysiłku, zostałam z tym wszystkim sama. W pewnym momencie mój organizm także odmówił posłuszeństwa. Trafiłam do szpitala. Później doszły jeszcze problemy z kręgosłupem...

Reklama

Pomogła "Szlachetna Paczka"

Wypadek, operacje, walka o powrót do zdrowia, trauma spowodowana niemożliwością zarobkowania oraz bezradność - spowodowały u pana Piotra silną depresję. Niemoc i bezradność doprowadziły do tego, że mężczyzna próbował nawet targnąć się na swoje życie. Pewną nadzieją na lepszy los okazali się wolontariusze "Szlachetnej Paczki". Koordynująca całą akcją w Szczecinku Sylwia Brambor, gdy po raz pierwszy spotkała się z rodziną Anny i Piotra, wiedziała, że nie można ich zostawić samych. - Wszystko, co ich spotkało, nie przydarzyło się z ich winy. To wygląda tak, jakby nad rodziną zawisło jakieś fatum. Pech. Każda próba przezwyciężenia pasma niepowodzeń kończyła się źle. Nie można było już dłużej na to wszystko patrzeć - powiedziała nam Sylwia Brambor.

Reklama

W dniu finału "Szlachetnej Paczki" tylko do mieszkania Anny i Piotra wolontariusze wnieśli 60 paczek. (...) 

Pan Piotr czuje, że jest ciężarem dla żony. Mimo to, znalazł w sobie motywację do życia, podjął leczenie depresji, chce stanąć na nogi, nie poddaje się. Barierą są schody na czwarte piętro. Rodzina liczy dni do przeprowadzki, choć tak naprawdę nie wie, kiedy to nastąpi. Wszyscy wiedzą, że urzędnicy z raz danej obietnicy nie mogą się już wycofać. Dla Anny i Piotra to by była katastrofa.

- Na początku kwestia przydziału odpowiedniego mieszkania dla tej całej rodziny wydawała się niemożliwa. Anna i Piotr ledwie co "łapią się" w nowym systemie punktowym na taki przydział. Sprawą udało się zainteresować pana burmistrza. Aby pokazać, że potrzeby tej rodziny są szczególne, odwiedziliśmy go razem. Efekt? Mieszkanie ma być. Nie wiadomo tylko, czy za miesiąc, dwa, za pół roku, czy za 10 miesięcy... - wyjawia Sylwia Brambor.

Reklama

Co będzie do tego czasu? - Może uda mi się podjąć pracę - wyznaje pani Ania. Mąż po zażyciu leków już czuje się na tyle dobrze, że mógłby spróbować zająć się najmłodszymi dziećmi. Czekamy na decyzję o rencie dla męża. Ale to za mało, żeby normalnie, godnie żyć.

- Do tego czasu jakoś musimy sobie radzić - dodaje pan Piotr. - Bardzo przydałaby nam się pomoc wolontariusza albo wolontariuszy. Jakiś czas temu z ramienia ośrodka pomocy społecznej przychodził do nas wolontariusz, który miał mi pomagać w schodzeniu na dół. Okazało się jednak, że był to człowiek, który sam ma problemy z kręgosłupem. Nie mógł za bardzo dźwigać...

Reklama

- Zdajemy sobie sprawę, że pomoc w naszym przypadku nie należałaby do najłatwiejszych - dodają nasi rozmówcy. - Gdyby jednak wolontariuszy było więcej, na pewno wszystko byłoby łatwiejsze. Idzie wiosna, będzie coraz cieplej... Nikt nie chciałby być więźniem we własnym domu.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama