Sandra Klimczak, szczecinecka scenarzystka, zadebiutowała powieścią „Zatrzymana w odbiciu". W naszej rozmowie opowiada o tym, jak warsztat filmowy przekuła w pisarstwo, dlaczego celowo myli czytelnikowi tropy i kim są bohaterowie książki. A ponieważ jest to thriller psychologiczny, sięgamy w treść nieco głębiej i z nieco innej strony. Thriller psychologiczny z kryminalnym szkieletem już dostępny w sprzedaży.
Sandra Klimczak zaczynała od pisania scenariuszy „do szuflady", a profesjonalną karierę rozpoczęła po warsztatach u warszawskiego producenta
Książka łączy kryminał z thrillerem psychologicznym – szkielet fabularny jest kryminalny, ale akcent pada na psychologię bohaterów
Autorka celowo naprowadza czytelnika na jeden trop, by pod koniec całkowicie go zaskoczyć
Postacie w książce inspirowane są prawdziwymi ludźmi ze szkolenia wojskowego, w którym uczestniczyła autorka
„Zatrzymana w odbiciu" ma otwarte zakończenie – jeden wątek został domknięty, drugi pozostawiony do interpretacji
Rozmowa również w wersji audio
Maciej Gasiul: Sandra jest szczecinecczanką, pisze scenariusze. Ale gdzie piszesz te scenariusze, jak to wygląda?
Sandra Klimczak: Zaczynałam pisać do przysłowiowej "szuflady". Napisałam kilka scenariuszy, później poszłam o krok dalej – zaczęłam od konkursów. Potem wysłałam zgłoszenia do Warszawy, do producentów. Pojechałam tam, przedstawiłam scenariusze, dostałam feedbacki. Któregoś dnia zadzwonił do mnie lokalny reżyser – chciał, żebym wysłała mu maila z propozycjami. Wysłałam dwie, rozmawialiśmy chyba dwie godziny, umówiliśmy się na spotkanie. Dostałam masę materiałów i tak zostałam skierowana do producenta w Warszawie, który prowadził warsztaty.
MG: I to był początek profesjonalnego pisania?
SK: Warsztaty ruszały w marcu, ja się zgłosiłam w grudniu. Dostałam listę około 40 filmów do obejrzenia, informacje na co zwracać uwagę. Solidnie się przygotowałam, pojechałam z dwiema propozycjami. I wtedy zaczęło się moje profesjonalne pisanie.
MG: Ukoronowaniem tego pisania jest książka „Zatrzymana w odbiciu". Czy to jest książka psychologiczna, thriller, kryminał?
SK: To połączenie kryminału i thrillera. Szkielet budowy jest typowo kryminalny, ale skupiłam się bardziej na psychologii. Książka jest o tym, jak łatwo można stracić tożsamość i jak cienka jest granica pomiędzy tym, co widzimy, a tym, co naprawdę się dzieje.
MG: Tytuł jest bardzo wieloznaczny. Czytając tę książkę – jeśli kluczem ma być to „zatrzymana w odbiciu" – od razu powiem, taki mały spoiler, że się mylicie.
SK: Trochę tak, trochę nie. Specjalnie chciałam naprowadzić czytelnika, bo każdy może zinterpretować po swojemu. U mnie to było odniesienie do choroby psychicznej – ona rozgrywa się wewnętrznie, w głowie. O to tam chodzi.
MG: Jakie postacie są zarysowane w książce?
SK: Jest ich sporo i są dla mnie bardzo wyjątkowni, bo zainspirowałam się ludźmi ze szkolenia wojskowego, na którym byłam. Oni są głównymi bohaterami – pozdrawiamy od razu wszystkich! Skupiłam się na dwóch głównych postaciach: Patrycji i detektywie, których później połączyłam szczegółami fabuły. Zarysowałam też jej męża, dosyć charakterystycznie. Reszta postaci to dodatek, który łączy fabułę.
MG: Tym kryminałem wpisujesz się w nurt, który teraz rządzi w książkach. Wydawca połknął od razu?
SK: Tak. Jak napisałam maila do księgarni, żeby książka była dostępna stacjonarnie, od razu dostałam pytanie o gatunek. Powiedziałam, że kryminał i thriller – i zostałam pochwalona, bo to teraz najbardziej na topie. Ludzie najchętniej to czytają.
MG: Kornelia, postać która pojawia się na początku, szybko znika i w zasadzie się już nie pojawia...
SK: Tak, bo mam taki styl pisania. Specjalnie naprowadzam czytelników na jedną wersję, która jest spójna, analogiczna, trzyma się kupy. Do pewnego momentu wierzą, że tak jest. A później wszystko się załamuje – bo jednak było coś innego. Wracają do początku i zaczynają się zastanawiać.
MG: Kto przełamuje cały schemat?
SK: Detektyw jest tym punktem zwrotnym.
MG: On wydaje się taką mało sympatyczną postacią.
SK: W przeciwieństwie do tej pierwszej. Jest konkretny, udaje mu się coś ustalić.
MG: Mówisz o otwartym zakończeniu. Gdzie ono jest otwarte?
SK: Zamknęłam jeden wątek – cały czas przewijało się, że bohaterka jest manipulowana. Okazało się jednak, że od samego początku była chora i mąż dobrze o tym wiedział. Dlatego był zdystansowany do detektywa. Chodziło o kasę. Ale drugi wątek – śledztwa i morderstwa – zostawiłam jako furtkę dla czytających.
MG: To pierwsza twoja historia z otwartym zakończeniem?
SK: Tak, zrobiłam to specjalnie. Chciałam, żeby ludzie kończąc książkę sami odpowiedzieli sobie na pytanie. Ewentualnie do niej wrócili.
MG: Robiłaś scenariusz czy książkę? Szczerze.
SK: Szczerze – zaczęłam od scenariusza. Rozpisałam go po warsztatach. Otworzyłam notatki, zrobiłam drabinkę, określiłam początek, punkty zwrotne.
MG: Jak się robi "drabinkę"?
SK: To określony schemat. Krótkometrażówki mają trzy sekwencje, długometrażówki osiem. Zaczęłam od tak zwanego setupu – przedstawienie bohaterki, jej codzienności, pierwszy punkt zwrotny. U mnie to było otrzymanie listu. Potem midpoint, kolejny punkt zwrotny, klimaks – punkt beznadziei bohatera, kiedy widzi, że nie ma wyjścia. I obrót o 180 stopni. Na końcu zakończenie – pozytywne, negatywne albo neutralne.
MG: Myślałaś o kamerze jak pisałaś?
SK: Jak siadałam do pisania, widziałam sceny, które później stawały się rozdziałami. Ale książka była dla mnie bardziej wymagająca niż scenariusz. Pamiętam rozdział w izolatce – rozpisałam wszystkie przemyślenia bohaterki. W scenariuszu wystarczyłaby sekwencja montażowa, wszystko zależałoby od aktora.
MG: Posługiwałaś się ujęciami.
SK: Tak, dokładnie.
MG: W książce jest cisza czy gra muzyka w tle? A jakby grała muzyka, to jaka?
SK: Dla mnie rock. Jakiś klasyczny.
MG: Efekt ciszy jest zamierzony?
SK: Chyba tak. Chyba po prostu tak lubię.
MG: Sam tytuł znaczy wiele.
SK: W zależności od interpretacji. Można zwątpić – czy to jest to, co się widzi na początku, czy w środku, czy w sumie o co jej chodzi.
MG: Wczuwałaś się w postacie? W którą najbardziej?
SK: Najbardziej w główną bohaterkę. Była dla mnie prawdziwym wyzwaniem.
MG: Czyli byłaś ofiarą?
SK: Powiedzmy. Zawsze dodaję kawałek siebie. Niektóre cechy są ode mnie – coś co lubię robić, jakaś rutyna. Ktoś, kto mnie dobrze zna, napisał i pytał, czy to nie ja jestem główną bohaterką. Właśnie z tych cech to wynikało.
MG: Były pytania, czy ktoś przejmował kontrolę nad twoim życiem?
SK: Nie, takich pytań nie miałam.
MG: A czemu o tym pomyślałaś w tej książce?
SK: Po prostu mi się to nasunęło. Szukałam historii, z której byłabym zadowolona. Ona nie jest taka prosta – jak pojawia się jakieś pytanie, to zrobiłam to tak szczegółowo, że trzeba zlepić niektóre rozdziały i się domyślić.
MG: Kto jest największym wrogiem twoich bohaterów?
SK: Mąż. Tak go nakreśliłam. Chociaż on do końca nie jest taki negatywny – bardziej neutralny. Od samego początku wiedział, że ona jest chora. Podchodził zdystansowanie, chłodno, ale miał taki styl bycia. Nie musiał się tłumaczyć, nie musiał odpowiadać.
MG: Ale kalkulował. Dzięki niemu ona w szpitalu wylądowała.
SK: To były domysły po szczegółach. Trochę nakręciły fabułę.
MG: Co byś teraz zmieniła w tej książce?
SK: Zastanawiałam się, ale nie wiem czy coś bym zmieniła. Jakbym musiała drugi raz do tego usiąść, chyba tak samo bym poprowadziła fabułę i bohaterów.
MG: Co jest największym wrogiem bohaterów? Świat zewnętrzny czy oni sami mają problem ze sobą?
SK: Trochę połowicznie, ale skłaniałabym się ku temu, co oni sami mają w środku. Z jednej strony zależy jak do tego podchodzą i co się dzieje wewnątrz nich.
MG: Gdzie i kiedy tą książkę, i za ile?
SK: Książka jest dostępna na stronie Ridero.eu. E-book 28 zł, książka papierowa 46 zł. Lokalnie w Szczecinku będzie dostępna – czekamy na nakład.
MG: Pytajcie w naszej lokalnej księgarni na deptaku.
SK: Tak, zgadza się.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze