Reklama

Wtargnął na posesję z obłędem w oczach

21/11/2015 09:02

Wydawać by się mogło, że miejscem, gdzie powinniśmy czuć się najbezpieczniej, jest nasz własny dom. Na swojej posesji czy w mieszkaniu teoretycznie zawsze znajdziemy schronienie i nic nie powinno nam tu zagrażać. Niestety okazuje się, że nawet w tym miejscu możemy paść ofiarą agresywnych osób. Z podobną sytuacją spotkała się w ostatnim czasie nasza Czytelniczka, jedna z mieszkanek Trzesieki.
Wydarzenia, które na wiele dni zapadły jej w pamięć, rozegrały się w piątek, 16 października w południe na jej prywatnym terenie.
- Nagle, nie wiadomo skąd, przed moim domem pojawił się jakiś obcy mężczyzna – relacjonuje nasza Czytelniczka. - Zaczął coś wykrzykiwać, szarpał za klamki zaparkowanego na moim podwórku samochodu. Kiedy powiedziałam, że ma natychmiast opuścić teren, zrobił się jeszcze bardziej agresywny. Zaczął mówić, że nie mam prawa go wyrzucać, bo on tu mieszka i przyszedł do siebie. Miał dosłownie obłęd w oczach. Albo cierpiał na jakieś zaburzenia psychiczne, albo zwyczajnie był pod wpływem jakichś silnych narkotyków...
- W pewnym momencie autentycznie się go przestraszyłam. Wyglądał, jakby był w jakimś „swoim” świecie. Akurat byłam sama, więc jedynie schowałam się do środka, pozamykałam zamki i pobiegłam zadzwonić na policję. W tym czasie ten człowiek próbował wejść siłą do mojego domu. W akcie desperacji zaczęłam rzucać w niego różnymi przedmiotami. Chwytałam co tylko miałam pod ręką i rzucałam przez okno w intruza. Jednak na niego nic nie działało. Nawet to, że powiedziałam, że właśnie dzwonię na policję. Chyba jeszcze nigdy w życiu tak się nie bałam. Miałam już najczarniejsze myśli i myślałam, że w końcu ten człowiek jakimś sposobem dostanie się do środka i coś mi rzeczywiście zrobi. Trwało to jakieś pół godziny. W tym czasie ten człowiek cały czas wykrzykiwał, że to jest jego dom i mam go natychmiast wpuścić. Na szczęście w końcu się zmęczył albo znudził i poszedł. Później widziałam, że przeskakuje przez ogrodzenia posesji innych mieszkańców – kontynuuje roztrzęsiona całą sytuacją mieszkanka Trzesieki.
Jak mówi nasza rozmówczyni, z obcym mężczyzną, który próbował siłą dostać się do jej domu, musiała poradzić sobie sama. Patrol policji, który wezwała przez telefon, pojawił się na miejscu zdarzenia po blisko godzinie.
- Najgorsze było to, że nie doczekałam się żadnej pomocy, musiałam liczyć tylko na siebie. Podczas telefonu na policję prosiłam, żeby kogoś przysłali i mnie ratowali, bo naprawdę myślałam, że ten człowiek w końcu zbije okno czy innym sposobem wejdzie do domu i coś mi zrobi. Patrol przyjechał jednak dopiero po jakiejś godzinie, kiedy po mężczyźnie nie było już śladu. Kiedy spytałam, dlaczego tak długo musiałam czekać na ich przyjazd, odpowiedź dosłownie zwaliła mnie z nóg. Jeden z policjantów powiedział, że dysponują obecnie jedynie jednym patrolem, a ja „byłam trzecia w kolejce”. Przecież ten człowiek mógł mi w tym czasie coś zrobić albo któremuś z sąsiadów. Mogło dojść do tragedii. Kto by wziął za to odpowiedzialność – dopytuje rozżalona Czytelniczka.
Nasza rozmówczyni przyznaje, że od tego czasu wychodząc lub wracając do domu, zwyczajnie boi się, że opisany przez nią szaleniec znowu się pojawi i ja zaatakuje. Również przebywając w domu zdarza jej się wyglądać przez okna i sprawdzać, czy czasem znów się nie pojawił na jej posesji. Jednak – jak sama mówi – największy żal ma o to, że w momencie wzywania pomocy, doczekała jej się zbyt późno.
- Sytuacja, która miała miejsce na tej posesji, nie była tak drastyczna, jak pani to przedstawiła – mówi rzecznik prasowy szczecineckiej policji sierż. sztab. Anna Matys. – Mieszkanka telefonicznie poinformowała dyżurnego, że na teren jej posesji wszedł obcy mężczyzna i nie chce jej opuścić. Policjant dyżurny, który tego dnia pełnił służbę, z przeprowadzonego wywiadu telefonicznego wywnioskował, że nie występuje w tej sytuacji żadne rzeczywiste zagrożenie życia i zdrowia. Pani po prostu powiedziała, że ktoś wszedł na jej posesję, kręcił się, rozglądał i wyszedł.
- Dlatego z uwagi na fakt, że w tym czasie policjanci rzeczywiście mieli inne czynności zlecone przez dyżurnego, zostało to odłożone w czasie. Później dyżurny ponownie kontaktował się z panią, która przekazała mu, że wspomniany mężczyzna udał się w stronę Trzesiecka – kontynuuje rzecznik prasowy policji. - Funkcjonariusze spatrolowali ten teren i rozpytali przechodniów, ale takiego mężczyzny już nie ujawniono. Późniejszy przyjazd patrolu wynikał jedynie z tego, że sytuacja nie była tak drastyczna, jak pani to opisuje. Nie było żadnego zagrożenia życia i zdrowia, dlatego dyżurny w ocenie tego wywiadu środowiskowego zadecydował, że ta interwencja może być troszeczkę odłożona w czasie.
Mieszkanka Trzesieki, która niespełna dwa tygodnie temu spotkała się z agresywnym mężczyzną przyznaje, że cały czas obawia się o to, że podobna sytuacja może się w przyszłości powtórzyć. Za pośrednictwem naszej redakcji zwraca się także do pozostałych mieszkańców Szczecinka o pomoc w ustaleniu tożsamości tego człowieka lub do osób, które również padły jego ofiarą. Według podanego przez nią rysopisu, mężczyzna jest szczupłym blondynem, mierzącym ok. 185 cm.                     

(mg)

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama