Reklama

Więzień we własnym domu

27/10/2016 05:57

Pan Marek, który porusza się na wózku, stał się więźniem we własnym mieszkaniu. Wraz z żoną Olą i czwórką małych dzieci mieszka na czwartym piętrze. Największą barierą utrudniającą normalne życie są schody. Od roku pan Marek i pani Ola starają się o lokal, który umożliwiłby osobie niepełnosprawnej i całej rodzinie normalne funkcjonowanie. Bezskutecznie. Niemoc i bezradność sprawiły, że pan Marek już drugi raz próbował targnąć się na swoje życie. Pani Ola obawia się, że kolejnych miesięcy zamknięcia na czwartym piętrze mąż po prostu nie wytrzyma.

Wszystko zmienił wypadek

Reklama

  Historię tego małżeństwa już opisywaliśmy. Przypomnijmy. Wszystko zmienił potworny wypadek. – Mąż doznał poważnego urazu kręgosłupa – wyjawia pani Ola. - Wtedy nasze życie zmieniło się o 180 stopni. Zaczęła się walka o to, żeby mąż mógł chodzić. W 2002 roku mąż miał operację wstawienia stabilizatora w miejscu złamania kręgosłupa lędźwiowego. Od czasu operacji powoli wracał do zdrowia. Po pewnym czasie podjął nawet pracę. Pracował przez 12 lat, do najgorszego dnia w naszym życiu... 16 stycznia 2014 r. mąż jak zawsze szykował się z rana do pracy i nagle stało się. Marek źle się poczuł. Na początku nie było wiadomo, dlaczego trafił do szpitala w Szczecinku. Zostało zrobione zdjęcie i jak się okazało, po 12 latach obluzowała się śruba w stabilizatorze. 

Po operacjach

Reklama

Przez chwilę stan Marka poprawił się. Zaczął ruszać palcami u stóp, potem nogami. Podczas rehabilitacji w Białogardzie coś jednak poszło nie tak. Kazano mu się schylić, potem coś "strzeliło", był okropny ból i mąż znów trafił na wózek. Tym razem na stałe.

Był smutny, depresja postępowała i stało się. Któregoś dnia poszłam po synów do przedszkola z najmłodszą córką, a mąż został sam. Kiedy wracaliśmy, synek pobiegł na górę sam, a potem szybko zbiegł, krzycząc, że koło taty głowy wisi pasek. Zostawiłam dzieci na dole. Wbiegłam do domu. Na szczęście mężowi nie udało się popełnić samobójstwa.

Reklama

Od tamtego roku staramy się o mieszkanie socjalne, aby Marek mógł wychodzić do ludzi i nie myśleć o chorobie. Byliśmy nawet u pana burmistrza prosić o przyspieszenie takiego przydziału. Odesłano nas do pani radnej zajmującej się sprawami socjalnymi. Usłyszeliśmy wtedy, że trzeba czekać, bo takich rodzin jak nasza jest mnóstwo. Wpisano nas na listę osób oczekujących. Obiecywano, że mieszkanie będzie jeszcze w tym roku...

Mieszkanie się znalazło... ale

Mniej więcej tydzień po naszej interwencji państwu Aleksandrze i Markowi ZGM-TBS zaproponował mieszkanie socjalne. Niestety, pani Ola, po obejrzeniu lokalu, załamała się jeszcze bardziej. – Mieszkanie trzeba wyremontować. Łazienka jest bardzo wąska, nie będzie można wjechać tam wózkiem. Do tego, pomiędzy pokojami są... schodki. W lokalu nie ma ciepłej wody, a żeby było ciepło, trzeba palić w kaflowych piecach. Najgorsze jednak jest to, że mąż znowu będzie więźniem we własnym domu. Lokal znajduje się na drugim piętrze, a schody w starej kamienicy są bardzo strome... Osoba na wózku nie ma szans, by się stąd wydostać.

Reklama

Sprawą jej rodziny już zainteresowały się ogólnopolskie media.

 

Całość opisujemy w dzisiejszym (27.10) wydaniu Tygodnika Temat

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama