- Starszych ludzi już nikt nie chce leczyć. Jeśli ktoś jest stary, żaden lekarz nie chce pomóc... – mówi z wyrzutem pani Danuta. Jej mąż od Świąt Wielkanocnych cierpi z powodu złamania ręki. – W naszym szpitalu pomocy mężowi odmówili, a inne? No, cóż. Nikt nie chce sprzątać cudzego bałaganu – dodaje pani Danuta.
O co chodzi? Pewnego popołudnia, tuż przed Świętami Wielkiej Nocy, mąż pani Danuty miał wypadek. Na jego przedramię niefortunnie upadła klapa od bagażnika. – Usłyszałam przez okno huk i zaraz potem zobaczyłem zgiętego w pół męża, który dosłownie wił się z bólu. Od razu postanowiliśmy wezwać taksówkę i pojechać na Szpitalny Oddział Ratunkowy. I to był nasz błąd. Dzisiaj jestem pewna, że lepiej było wezwać karetkę. Może wtedy nikt by tak mojego męża nie zbywał i dzisiaj o całym tym zdarzeniu byśmy już nie pamiętali – opowiada nam nasza rozmówczyni.
- Zanim nas przyjęto, czekaliśmy kilka godzin. Potem znowu trzeba było czekać na prześwietlenie ręki – wyjawia dalej pani Danuta. – Okazało się, że doszło do poważnego złamania. Włożyli nieposkładaną rękę w gips i odesłali do domu. Ale ciągle coś było nie tak. Mąż zamiast dochodzić do siebie, cierpiał coraz bardziej. Ręka z każdym dniem bolała mocniej. Oczywiście zgłosiliśmy się do lekarza. Ale nikt sobie z tego nic nie robił. Do tego, od gipsu mąż dostał skórnego zakażenia. Kiedy po 7 tygodniach zdjęto mu gips, chirurg nakazał nam najpierw zrobić porządek z tym zakażeniem. Okazało się, że to gronkowiec złocisty. Nikt nie chciał nawet spojrzeć na obolałą rękę. W końcu męża przebadano. Powiedziano nam, że wymaga operacji, ale nie tutaj...
Cały artykuł jest dostępny w dzisiejszym wydaniu tygodnika Temat
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze