Dla pracowników szczecineckiego schroniska to był prawdziwy szok! Ktoś celowo wrzucił do klatki z amstaffem kocicę i dwa malutkie kotki. Choć krwi było mnóstwo, a pracownikom z trudem udało się odciągnąć rozwścieczonego psa, kociaki na szczęście zdołano uratować. Sprawdzono już nagrania. Niestety sprawca tego bestialskiego czynu niepostrzeżenie przemknął pod kamerami monitoringu.
Jak poinformowała nas Danuta Kadela, kierownik schroniska dla zwierząt PGK, koty zostały wepchnięte między siatkę a zabezpieczenie z drewna. To wybieg, na którym psy zostawiane są same, kiedy w schronisku nie ma akurat wolontariuszy wyprowadzających czworonogi na spacer. Tak było w tym przypadku: na wybiegu akurat znajdował się pies rasy amstaff. Gdyby nie szybka reakcja osoby, która w tym czasie miała wyprowadzić psy na drugi wybieg kwarantannowy, kotów najprawdopodobniej już by nie było.
- Gdyby nie wolontariuszka Anka, kotki w walce z amstaffem nie miałyby żadnych szans – relacjonuje Danuta Kadela. – Na szczęście Ance udało się utrzymać silnego psa za ogon. Przez ten czas wołała o pomoc. Ponieważ całe zdarzenie miało miejsce około godz. 17.00, pracownicy w schronisku byli zajęci przy pracach porządkowych. Doktor operował, a w budynku schroniska niczego nie było słychać. Dobrze się stało, że krzyki Ani i szamotaninę na wybiegu usłyszał mężczyzna, który akurat przebywał na działkach. Kiedy nadeszła pomoc, pies był już trzymany dosłownie ostatkiem sił.
Jak się dowiedzieliśmy, koty odniosły tylko powierzchowne rany. Najbardziej ucierpiała matka kociąt, która chcąc obronić maleństwa, zasłoniła je swoim ciałem. Skutek tego to cały poraniony pyszczek. – Krwi było mnóstwo. Pies w totalnym amoku, a koty w szoku. Jednego z małych wyłapaliśmy od razu, matkę z drzewa trzeba było ściągać chwytakiem. Drugi kotek gdzieś znikł. Myśleliśmy już o najgorszym, ale dziewczyny znalazły go na drugi dzień przerażonego i miauczącego na działkach – wyjawia szefowa schroniska.
- To było zrobione z premedytacją – dodaje Danuta Kadela. – Ktoś, kto chce podrzucić koty, a takie sytuacje zdarzają się przecież często, nie robi tego w taki sposób. Tylko celowo można było wrzucić koty właśnie do tej klatki. Osoba, która je tam wrzuciła, wiedziała, że kociaki zostaną po prostu rozszarpane. To było prawdziwe bestialstwo. Nadal jesteśmy w szoku. Niestety, kamery monitoringu są tak ustawione, że nie widać, kto to zrobił. Na szczęście kociakom nic poważnego się nie stało i to jest najważniejsze.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze