Sepsa. Tą właśnie chorobę bakteryjną o bardzo specyficznym przebiegu, zdiagnozowano u 23-letniej mieszkanki Szczecinka. - 3 września córka mojej znajomej jechała do domu pociągiem z Poznania. Już podczas podróży źle się poczuła. Pojawiła się gorączka, wybroczyny… Natychmiast po jej przyjeździe do Szczecinka wylądowaliśmy w przychodni Podimed przy ul. Kilińskiego - opisuje sytuację pan Adam Cholewiński.- Stamtąd pielęgniarka przewiozła Magdę wózkiem na SOR. Po wstępnym wywiadzie, przeprowadzonym przez ratownika medycznego, czekaliśmy ok. 1,5 godziny na lekarza. Ten, po przybyciu i wstępnych oględzinach zaczął podejrzewać sepsę. Po pobraniu krwi trafiliśmy na salę... ogólną. Zdenerwowałem się.
“Siadać i czekać, a nie łazić” - taką odpowiedź usłyszałem na uwagi i prośby o receptę lub lek antybiotykowy dla osób które się zetknęły z chorą. Przecież chodzi o sepsę! Po godzinie zdecydowano się jednak przewieźć Magdę do izolatki. Około godz. 23 karetka zabrała ją do szpitala w Szczecinie.
Jak się potem okazało, pacjentka miała sepsę meningokokową.
-O takim incydencie powinniśmy być informowani niezwłocznie, i tak też było tym razem. W niedzielę podjęliśmy stosowne działania - mówi Barbara Szysz, dyrektor szczecineckiego Sanepidu. - Wiemy, że młoda osoba trafiła z objawami i po wstępnym zdiagnozowaniu trafiła do specjalistycznego leczenia w Szczecinie.To, że przebywała chwilę na wspólnej sali z innymi chorymi, wynikało z tego, że nie była jeszcze zdiagnozowana. Służba po prostu nie przypuszczała, że to może być akurat sepsa. Jak już się zorientowali, natychmiast wdrożyli procedurę. W takiej sytuacji uruchamiane są wszystkie osoby z kontaktu, wdrażana jest chemioprofilaktyka.
- Wieczorem w szpitalu stanowczo domagałem się spotkania z lekarzem, żeby wypisał mi i moim najbliższym antybiotyk - opisuje Adam Cholewiński. - W końcu stykaliśmy się bezpośrednio z chorą na sepsę. Gdy już się pojawił, stwierdził silnie zdenerwowany że go niepokoję, że nie jestem pacjentem SOR i mam się udać do Podimedu po receptę.
- O 6.30 rano w przychodni nikt nie wiedział, że na oddziale był pacjent z sepsą. Recepty dostałem. Potem nie mogłem nigdzie kupić leku kierowanego do dzieci, musiałem go ściągać z Koszalina…
- Jeżeli są osoby z tzw. “kontaktu” - czyli ktoś miał bezpośrednią styczność z osobą chorą - dotykał, przytulał, spał, przebywał w jednym pomieszczeniu - otrzymują antybiotyk. Ale jest to profilaktyka, nie leczenie - mówi dr Marek Ogrodziński, Dyrektor ds. Medycznych Szpitala w Szczecinku. - Należy mieć tego świadomość. po takim zdarzeniu profilaktyka zawsze leży wyłącznie w gestii lekarza rodzinnego i jest na to 7 dni. Należy pamiętać, że sepsę ma osoba, a nie środowisko. Sepsa to uogólniona infekcja organizmu. Działa w zależności od jej rodzaju.
- Warto wiedzieć, że nawet jeżeli ktoś ma kontakt, nie oznacza że zachoruje. Każdy ma swój system odporności, który różnie działa.
- W poniedziałek, po wszystkim, pofatygowałem się do Sztabu Kryzysowego w ratuszu, żeby zapytać, czy wiedzą o sepsie. Dowiedzieli się ode mnie - mówi z goryczą pan Adam. Czy naprawdę musi się stać coś bardzo poważnego, żeby wszystkie instytucje działały razem i dostrzegły skalę problemu?
- Jeżeli byśmy działali tak, jak większość ludzi sobie wyobraża, to musielibyśmy cofnąć się z kilkanaście dni i objąć profilaktyką wszystkie osoby będące w zasięgu chorej. To jest niemożliwe, przecież w grę wchodzą tysiące osób, to zupełnie nielogiczne. Dlatego najważniejszy jest wyłącznie kontakt bezpośredni - puentuje całą sytuację dr Marek Ogrodziński. - Cały łańcuch powiązań, zgodnie z procedurą, ustala Sanepid. Tak też się stało.
Zdjęcie ilustracyjne: flickr.com/Melanie Miller
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze