Wraz z początkiem nowego roku szkolnego wszystkie szkoły w kraju stanęły w obliczu poważnego zadania. Zgodnie z obowiązującą ustawą od września w szkołach nie wolo już sprzedawać niezdrowego jedzenia, a w szczególności: batoników, chipsów czy drożdżówek. Reforma nie ominęła także szkolnych stołówek, z których usunięto wszelkie potrawy niezalecane dla dzieci i młodzieży, a w pozostałych znacznie ograniczono np. sól i cukier. Efekt jest taki, że w szkołach zaczęto masowo zamykać sklepiki. Z kolei dzieci, które korzystają ze szkolnych stołówek, oprócz podręczników, zeszytów i piórnika, noszą w plecaku… cukier i solniczki.
Sprawdziliśmy jak wprowadzenie zmian w ustawie o bezpieczeństwie żywności i żywienia realizowane jest w Szczecinku? Czy nad Trzesieckiem mali szczecinecczanie jedzą w szkołach cukierki i drożdżówki? No, i co ze stołówkami? Czy nowe, niskosolone potrawy smakują małym (ale nie tylko) szczecinecczanom?
Okazuje się, że reforma żywieniowa w szkołach przyniosła prawdziwe spustoszenie, jeśli chodzi o działające sklepiki szkolne. Jak można się było dowiedzieć na ostatniej sesji Rady Miasta, która odbyła się w poniedziałek, 19.10, w Szczecinku zamknięto 90 proc. sklepików. – Ajenci, którzy do tej pory dzierżawili sklepiki szkolne, teraz z nich rezygnują – powiedziała Joanna Powałka, dyrektor Miejskiej Jednostki Obsługi Oświaty. – W Szczecinku zostały dwa sklepiki szkolne. Ajenci sprzedają w nich ołówki, gumki, zeszyty, ale i żywność. Tak jest np. w SP 4.
Jak poinformowała dyrektor MJOO, wspomniani ajenci prowadzący sklepiki szkolne wcale lekko nie mają. Nieustannie znajdują się bowiem pod rygorystyczną lupą sanepidu. – Wycofano przykładowo ze sprzedaży bułki wieloziarniste, ponieważ szczecinecki sanepid stwierdził, że są niezdrowe – wyjawiła J. Powałka. – Zalecono więc grahamki. Te grahamki sprzedawano z sałatą i polędwicą. Ale sanepid zakwestionował polędwicę. Zalecił, że ta ma zawierać przynajmniej 80 proc. mięsa.
A co o nowej, szkolnej reformie mówią dyrektorzy? Renata Romaniuk, dyrektor wspomnianej SP 4, w której działa jeden z nielicznych szkolnych sklepików, wskazuje, że realizacja zmian żywieniowych uczniów jednak jest możliwa. – Ajent, który prowadzi sklepik w naszej placówce, ma ułatwione zadanie, ponieważ prowadzi również szkolną stołówkę – zaznaczyła R. Romaniuk. – Mając „stołówkowe” zaplecze, może w sklepikach sprzedawać świeże przetwory z owoców czy warzyw. Mamy więc świeżo wyciskane soki, jogurty czy kawałki owoców. Uczniom i rodzicom takie rozwiązanie się bardzo podoba.
- Co do szkolnych stołówek, w tym przypadku ajent także musi się stosować do nowych przepisów. Owszem, na początku było więcej tzw. zwrotów. Teraz już jednak wszystko się unormowało. Oznacza to, że być może uczniowie przyzwyczaili się do nowych smaków. Czy dosalają potrawy? Nie wiem. Na pewno nie będziemy tego sprawdzać – dodała z uśmiechem dyrektor.
Jak się dowiedzieliśmy, nie wszystkim odpowiada to, że w szkołach wskutek wprowadzenia nowej reformy przestały funkcjonować sklepiki. Marzena Marcinkowska, dyrektor Zespołu Szkół Społecznych STO zwraca uwagę, że ajenci nie chcą prowadzić sklepików, ponieważ obawiają się surowych restrykcji. – W naszej szkole dzierżawca się wycofał – wyjawiła Marzena Marcinkowska. – W tej chwili trudno jest namówić kogokolwiek, kto podjąłby się tego zadania. A szkoda, ponieważ w takim sklepiku wszystko byłoby pod ręką.
- Mówiąc o szkolnej stołówce, u nas obowiązuje catering – dodała nasza rozmówczyni. – Oczywiście, zmiany są widoczne. Zamiast wysoko słodzonych soków, uczniom podawana jest woda z cytryną i z miodem. Potrawy, zgodnie z zaleceniami, są również mniej doprawiane. Uczniowie szybko się przystosowali. Czy mimo to, jedzą słodycze? Nie mogę zabronić rodzicom tego, by swoim dzieciom nie dawali do szkoły drożdżówek czy innych słodkości. Ale widać, że dzieci odżywiają się bardziej zdrowo. Z drugiej jednak strony, dochodzi do sytuacji zupełnie niedorzecznych. W szkole uczy się też młodzież, która będąc w wieku dorastania, potrzebuje większej ilości kalorii i trochę innej diety. Zdarza się, że tym uczniom rodzice na przerwach dowożą… kebaby.
Na reformę żywieniową w szkołach z dystansem patrzy z kolei Rafał Stasik, dyrektor Zespołu Szkół im. Jana III Sobieskiego. W tej szkole sklepiku szkolnego nie ma od dawna. – Nas ten problem, na szczęście nie dotyczy – podkreślił w rozmowie z „Tematem” Rafał Stasik. – Nasi uczniowie nie muszą więc stawać przed dylematem, czy można kupić drożdżówkę w szkole, czy nie. Rzecz jasna są organizowane zajęcia, na których nauczyciele rozmawiają z uczniami na temat zdrowego odżywiania. No, ale nikt nikomu niczego nie będzie zabraniał. Jeśli uczniowie dostaną od rodziców drożdżówki lub inne słodycze, nie będziemy ich ścigać czy karać. To by było absurdalne. (sz)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Wychowanie niewolników musi się odbywać już od najmłodszych lat. Jak się wychowa tak dziecko, to jako dorosły nawet nie fiknie, jak UE będzie wymyślać najbardziej bzdurne przepisy. Filtr do tyłka?... proszę bardzo, przecież gazy cieplarniane to zło. Przebieramy chłopców w sukienki?... super... Legalna pedofilia?... a jakże!!!, bo kto się puknie w głowę, jak nie nauczony. Za to w sklepach wolna amerykanka... woda z szynką, parówki bez mięsa... konserwantów multum. Przypominam, że nie tylko otyłość jest chorobą cywilizacyjną... rak też!!
Zgadzam się z Szczurek .....
Ale sanepid zakwestionował polędwicę. Zalecił, że ta ma zawierać przynajmniej 80 proc. mięsa. To niech sprawdza producenta,a nie sprzedawce.A tak na marginesie,to sanepid nie ma cos wazniejszego do roboty niz sprawdzanie sklepikow szkolnych,
Wychowanie niewolników musi się odbywać już od najmłodszych lat. Jak się wychowa tak dziecko, to jako dorosły nawet nie fiknie, jak UE będzie wymyślać najbardziej bzdurne przepisy. Filtr do tyłka?... proszę bardzo, przecież gazy cieplarniane to zło. Przebieramy chłopców w sukienki?... super... Legalna pedofilia?... a jakże!!!, bo kto się puknie w głowę, jak nie nauczony. Za to w sklepach wolna amerykanka... woda z szynką, parówki bez mięsa... konserwantów multum. Przypominam, że nie tylko otyłość jest chorobą cywilizacyjną... rak też!!
Zgadzam się z Szczurek .....
Ale sanepid zakwestionował polędwicę. Zalecił, że ta ma zawierać przynajmniej 80 proc. mięsa. To niech sprawdza producenta,a nie sprzedawce.A tak na marginesie,to sanepid nie ma cos wazniejszego do roboty niz sprawdzanie sklepikow szkolnych,