Jerzy Hardie-Douglas, burmistrz Szczecinka, zadebiutował jako autor powieści obyczajowej. „Boomer" to książka o chirurgu, winie, kobietach i Hiszpanii – ale nie o polityce. Jedyny egzemplarz próbny trafił na aukcję 34. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Reszta pojawi się w lutym. W dzisiejszym podcaście burmistrz opowiada nie tylko o kulisach pisania, ale i pracy chirurga. Ten w końcu jest bohaterem książki.
Poniżej tylko duży skrót naszej rozmowy. Całość wywiad w formie wideo lub w playerze audio.
Maciej Gasiul: W ogóle nie podejrzewałem, że kiedykolwiek będę rozmawiał z burmistrzem na temat jego książki. O czym jest, o kim jest ta książka? A Pan jest boomerem?
Jerzy Hardie-Douglas: No tak z definicji wynika, bo boomerami nazywamy ludzi, którzy się urodzili w czasie tak zwanego baby boomu. Czyli tego boomu na narodziny po wojnie. To są ludzie mniej więcej urodzeni między 1946 a 1960 rokiem. I ja się oczywiście łapię, niestety.
MG: No to się Pan rzeczywiście załapał.
JHD: Z definicji, stąd nazwa „boomer". Zastanawiałem się, bo słowo jest mało rozpoznawalne. Jeżeli książka jest zatytułowana jednym słowem, które jest słabo rozpoznawalne – czy to jest źle, czy dobrze? Wydaje mi się, że to nie jest najlepiej może. Myślałem, żeby tytuł alternatywny był „Chirurg", ponieważ ta książka mimo wszystko jest o chirurgu.
Od razu zdradzę, że ona w ogóle nie jest o polityce. Nic nie ma tam, zero. Jeżeli są jakieś odniesienia do mojej osoby, to właśnie to, że główny bohater jest chirurgiem. I to tyle.
MG: I to tyle odniesień do Pana osoby?
JHD: Jeśli ktoś oczekuje, że wszystko to, co tam przeczyta – jeżeli się oczywiście zmusi do przeczytania – to jest jakaś moja autobiografia, to nie. W sposób oczywisty dobrze jest pisać o rzeczach, które się zna. Więc ja piszę o tym, na czym się znam. Ale to nie jest książka w ogóle tylko o chirurgii, to jest książka obyczajowa.
MG: Chirurgia, kobiety, muzyka, gotowanie, wino, Hiszpania, Andaluzja, lotnictwo, rozterki egzystencjalne.
JHD: W jakiś sposób to wszystko się tam znajduje.
MG: Przypadkowo doktor Miles ma takie angielskie nazwisko. Przypadkowo ma tego walijskiego smoka na czepku? Okładka jest w ogóle ciekawa graficznie.
JHD: Miała być zupełnie inna, bardziej naturalistyczna. Wygenerowałem ją zresztą ze sztucznej inteligencji, dosyć mi się podobała. Ale pani grafik w wydawnictwie miała inną koncepcję i ja się z nią zgodziłem. Nie wydaje mi się, żeby to było najważniejszą rzeczą.
Na tej okładce są główne tematy zaznaczone. Jest ta butelka wina – nigdy nie ukrywałem, że jestem wielbicielem czerwonego wina.
MG: Oraz Andaluzji.
JHD: Akurat elementów andaluzyjskich na okładce nie ma, ale jest ten chirurg, jest kobieta. Kobiety zawsze były ważne w moim życiu.
MG: Ta książka chodziła Panu po głowie przez kilka lat, tak Pan to ujął. A długo to jest "kilka lat"?
JHD: Kilka lat to jest do dziesięciu.
MG: Pan pisywał często ongiś, ma Pan swojego bloga, pisze Pan sprawnie, ciętym językiem jak to zwykle. Ile naprawdę dojrzewała i ile powstawała sama książka?
JHD: Zawsze podejrzewałem, że pisanie książki musi być fajną rzeczą, że powinno mi to sprawić przyjemność. Przez dwa lata mogę powiedzieć, że prawie dzień po dniu myślałem o tym, czy by nie usiąść i nie spróbować coś zacząć. Ale jakoś nie mogłem wystartować. To jest problem pewien wymyślenia fabuły. Ona zresztą się rodziła w trakcie pisania, ale jakiś początek musi być.
Muszę powiedzieć, że jak usiadłem i zacząłem pisać, to potem poszło. Czekałem każdego dnia na chwilę wolną, żebym mógł pójść do swojego gabinetu w domu, do komputera i sobie popisać. Proszę mi wierzyć, że sprawiało mi to olbrzymią przyjemność.
Nie mogę wykluczyć, że jeszcze kiedyś do tego wrócę, aczkolwiek musi być pomysł na książkę. To jest najważniejsze. Gdybym miał pomysł, to ta część wykonawcza jest dużo prostsza. Bo ja mam pewną łatwość pisania i sprawia mi to frajdę.
MG: Główny bohater Piotr Miles ma 70 lat i ma jakiś tam kryzys egzystencjalny.
JHD: On jest młodszy ode mnie.
MG: No jest, całe dwa lata.
JHD: Książka składa się z dwóch części. W pierwszej części on ma lat 63, a w drugiej 66. Jest po trzech latach kontynuacja wątku jego znajomości z partnerką, która ma biuro nieruchomości, jest po iberystyce i zajmuje się głównie sprzedawaniem domów w Hiszpanii. Wynajduje je i sprzedaje głównie Polakom. I tu jest wątek, który pozwala mi nawiązać do Hiszpanii i przenieść się tam na część stron książki.
MG: Fajna książka?
JHD: Ludzie mnie pytają, czy to jest dobra książka, czy zła. Ale przecież nie mnie oceniać.
MG: Napisał Pan, że może to nie jest Olga Tokarczuk, ale w sumie da się przeczytać.
JHD: To nie jest jakaś bardzo ambitna literatura. Ja to nazywam czytadłem. Ale bardzo lubię takie książki.
Chciałbym się zbliżyć techniką do Daniela Silvy, którego uwielbiam. Czytam wszystko, co wydaje, mniej więcej jedną książkę w roku. Czekam, kiedy będzie zajawka, że wydał kolejną. I to nie jest przecież jakaś bardzo ambitna literatura. Po prostu świetnie się to czyta.
Jak usiądę, to czekam, kiedy będę miał chwilę czasu, że usiądę w fotelu czy się położę i będę czytał Silvę. To jest dla mnie wykładnik dobrej literatury – że się po prostu dobrze czyta. Czy to jest ambitna literatura? Sam mówię, że nie.
MG: A mówili Panu, jak Pan dawał do recenzji bliskim i przyjaciołom? Same superlatywy – Jurku, to jest świetne?
JHD: Nie, to było różnie. To jest najbardziej wartościowe – szczera ocena. Poprawiłem sporo rzeczy dzięki uwagom. Ludzie mówili: tu jest za długo, tu jest za krótko, tu jest niezrozumiałe. Ktoś powiedział wprost: nie kończ tak rozdziału, to jest słabe.
MG: Recenzentka z okładki, pani dr Druszcz z Ossolineum, napisała że dobrze są ujęte operacje i sprawy chirurgiczne. Co akurat nie dziwi...
JHD: Część osób zarzuca mi, że opisuję bardzo dokładnie zabiegi. Najdłuższy opis dotyczy operacji usunięcia żołądka u człowieka z rakiem. Krok po kroku – pierwsza godzina, druga, trzecia, czwarta godzina operacji. Opisuję: takiego narzędzia użyłem tutaj, tu, tu, tu.
Ja nie muszę tego szukać do książki, bo wszystko mam w głowie. Napisałem to w ciągu dwóch godzin. Ale dla czytelnika – część osób mówi, że to za dokładnie, że ich to nie interesuje. No to jak cię nie interesuje, to przerzuć dalej i tyle.
A z kolei mój młodszy syn, który jest współautorem części książki – o czym uczciwie piszę – bo jest tam wątek lotniczy. I tam znowu mówią, że to za dokładnie, co on robi, jaką ścieżkę wchodzi, jaki przycisk przyciska.
Jedni uważają, że za dokładnie wątek lotniczy, inni że zbyt szczegółowo chirurgiczny. A jeszcze inni mają dokładnie odwrotne zdanie – za mało tej chirurgii, bo świetnie się czyta. Nie dogodzi się wszystkim.
MG: Czy jest na początku książki ten sakramentalny wpis, że wszelkie podobieństwo jest przypadkowe?
JHD: Nie, nie ma. Są tam osoby, o których wyrażam się niezbyt pochlebnie. Myślę, że one siebie znajdą i będą wiedziały, że to jest o nich. Ale jest to tak napisane, żebym nie miał kłopotu.
MG: Żeby Pan nie jeździł do Koszalina (Sąd Okręgowy - dop. red).
JHD: Żebym nie jeździł po sądach, nie był zatargany. Ale żadnej takiej klauzuli nie dawałem, że podobieństwo jest przypadkowe. Bo do kilku ludzi jest podobieństwo. Przede wszystkim ze mną. Aczkolwiek nie jest to mój życiorys.
MG: Która scena wyszła najgorzej?
JHD: Nie wiem, wszystkie są super.
MG: A ile razy pisany był początek?
JHD: W ogóle nie zmieniałem. Wpierw napisałem książkę w mniejszym rozmiarze i miałem zamiar napisać dwa tomy. Po konsultacji z wydawnictwem zarzucono, że jest za mało obszerna. Postanowiłem dopisać i napisałem jakby tom pierwszy i drugi. Potem połączyłem w jeden i część rzeczy musiałem wyrzucić.
To jest jakby pan coś zrobił, nie wiem, był pan malarzem, namalował obraz, a potem wziął i go pociął i spalił w piecu. Coś, do czego pan się już przyzwyczaił – i pan to niszczy. Te skróty były bolesne.
Książkę czytałem parę razy, aż mi zaczęła bokiem wychodzić. Coś tam zmieniałem – stylistycznie coś niedobrze, są powtórzenia. Jak człowiek pisze, to czasem nie zwraca na to uwagi, a potem patrzy, że źle brzmi. Ale żebym powiedział „nie, od nowa to zaczynam" – czegoś takiego nie było.
MG: Jest furtka w książce na kontynuację?
JHD: Do pewnego stopnia jest.
MG: A wydawnictwo długo miało coś do tej książki?
JHD: To jest książka wydana w systemie self-publishing, czyli nikogo nie musiałem pytać o zgodę. Wpierw poprosiłem o recenzję, była pochlebna, postanowiłem wydać.
Bo bardzo trudno obiektywnie spojrzeć na własną pracę. Myślę, że każdy malarz nie potrafi ocenić, czy namalował dobry obraz, a pisarz czy napisał dobrą książkę. Ja się nie czuję pisarzem, to pewne nadużycie. Ale gdyby recenzja była niepochlebna, to bym tej książki pewno nie wydał.
Czas od złożenia w wydawnictwie do próbnego wydruku – mniej więcej pięć miesięcy. Miało trwać krócej, ale książka jest dosyć obszerna. Zależało mi, żeby była na półkach przed świętami, ale nie wyszło.
MG: Książka jest na Allegro, od wczoraj warta dwa tysiące. Ile wyciągnie?
JHD: Bardzo trudno powiedzieć. Myślę, że zdecydowanie więcej. To jest egzemplarz bibliofilski – jedyny wydruk próbny. Zwykle autorzy zostawiają go sobie na pamiątkę. Ja zdecydowałem się dać na aukcję, czyli ktoś stanie się posiadaczem takiego jedynego tomu.
Ale najważniejsze jest to, że to przecież tylko pretekst do zapłacenia pieniędzy na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Jak kupuję za dwa tysiące złotych pasztet od pani wiceburmistrz, to nie dlatego, że ten pasztet jest ze złota, tylko to jest pretekst do przekazania pieniędzy na WOŚP.
Zapraszam wszystkich do aukcji. Będzie mi bardzo miło, jeżeli ta książka pójdzie za duże pieniądze. Nie dlatego, że jest super – bo wszyscy kupują kota w worku – ale dlatego, że jest bardzo szczytny cel.
To tylko duży skrót naszej rozmowy. Cały wywiad w formie wideo (na głównym miejscu) lub w playerze audio.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Zobaczymy w ilu egzemplarzach rozejdzie się to dzieło.
Mark Dawson: W 2020 roku autor thrillerów przyznał w podcaście, że kupił 400 egzemplarzy swojej książki The Cleaner, aby przeskoczyć z 13. na 8. miejsce listy Sunday Times. Po tym wyznaniu został usunięty z rankingu.
Jak Pan chce żeby coś po Panu zostało, to proszę wrócić do budowy hotelu Krono nad jez. Trzesiecko - zawsze w historii będzie Pan tym, który zapoczątkował prawdziwe hotelarstwo w Szczecinku, to będzie klamra, która zepnie Pana życiowe dążenia. Toruń wybudował 1000 mieszkań komunalnych - może to nowy kierunek, utarcie nosa szczecineckiej deweloperce. To Pana miasto, czy Raka i Ur..niaka?
To miasto jest nasze czyli mieszkańców, mających różna poglądy! Jedno czego oczekuję od niego to zaprzestania zadłużenia miasta, a każdą kolejną tzw. Inwestycję pokryje imiennym wekslem.
Zobaczymy w ilu egzemplarzach rozejdzie się to dzieło.
Mark Dawson: W 2020 roku autor thrillerów przyznał w podcaście, że kupił 400 egzemplarzy swojej książki The Cleaner, aby przeskoczyć z 13. na 8. miejsce listy Sunday Times. Po tym wyznaniu został usunięty z rankingu.
Jak Pan chce żeby coś po Panu zostało, to proszę wrócić do budowy hotelu Krono nad jez. Trzesiecko - zawsze w historii będzie Pan tym, który zapoczątkował prawdziwe hotelarstwo w Szczecinku, to będzie klamra, która zepnie Pana życiowe dążenia. Toruń wybudował 1000 mieszkań komunalnych - może to nowy kierunek, utarcie nosa szczecineckiej deweloperce. To Pana miasto, czy Raka i Ur..niaka?