Własne “m” z nakazem wyburzenia łazienki i wc? Z taką patową sytuacją od paru ładnych lat próbują się uporać lokatorzy, mieszkający przy ul. Koszalińskiej 43. Czy zapisów w miejscowym planie, zgodnie z którymi ma odbyć się wspomniana rozbiórka, naprawdę nie da się zmienić? Co zrobią radni?
W czym rzecz? W latach 70-tych do mieszkania w jednopiętrowym budynku z oficyną wprowadzają się państwo B. Robią generalny remont, łączą pomieszczenie gospodarcze znajdujące się w oficynie z resztą mieszkania. Żeby mieszać “po ludzku”, przenoszą łazienkę z podwórka do wewnątrz budynku - do oficyny. Kiedy chcą wykupić lokal, okazuje się, że nie mogą. Dlaczego? Ponieważ żaden z urzędników nie zauważył, że budynek i oficyna leżą na dwóch różnych działkach. Co więcej, otrzymują od miasta nakaz wyburzenia oficyny, która chociaż leży “poza granicą” lokalu, od kilkudziesięciu lat stanowi integralną część ich domu. Podczas poniedziałkowej (27.06) sesji Rady Miasta tą sprawą zajmą się radni.
Mimo że spór pomiędzy miastem a państwem B. rozpoczął się już kilka lat temu, wciąż nie widać wyjścia z tej sytuacji. Małżeństwo zaznacza, że przez cały czas użytkowania płaciło za lokal standardową stawkę czynszu. We własnym zakresie przeprowadzało w lokalu remonty. Do tego ZGM wymienił w calym lokalu dach i okna - także w części przeznaczonej później do rozbiórki.
W 2010 roku, kiedy miasto przygotowywało się do obchodów 700-lecia, ratusz miał interweniować w sprawie państwa B. Małżeństwo otrzymało deklaację pomocy, jeśli chodzi o kwesitę prawnego uregulowania własności i przesunięcia granicy działki. Przesunięcie to miało wynieść 5 metrów, tak, by wspomniany lokal możnna było wykupić w całości. Po 6 latach nic w tym kierunku się jednak nie wydarzyło.
O tym, że sprawa jest bardzo skomplikowana przekonuje Tomasz Wełk, prezes ZGM-TBS w Szczecinku. - To wszystko jest efektem urzędniczego niedopatrzenia sprzed kilkudziesięciu lat, gdzie przepisy nie były jeszcze do końca uregulowane - tłumaczy prezes. - Problem tkwi w tym, że wspomniany lokal państwa B. leży na dwóch różnych działkach. Pokoje znajdują się w jednej części, a łazienka i wc w drugiej. Zgodnie z prawem, oficyna, w której małżeństwo urządziło łazienkę, nie jest samodzielną częścią budynku. Dlatego nie mozna jej wykupić. Państwo B. otrzymało propozycję przeniesienia się do lokalu zastępczego, jednak z tej możliwości nie skorzystało. Co więcej, cała wspólnota otrzymała wcześniej propozycję wykupienia oficyny wraz z całym podwórkiem, ale też na to rozwiązanie nie przystała.
Jak wyjawił dalej prezes, zgodnie z planem miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, oficynę, o którą walczą państwo B. należy rozebrać. Powód? Budynek ten jak zapisano w planie, ma “niskie walory architektoniczne i techniczne”. - Sprawa jest naprawdę bardzo zawiła. Jeśli będzie taka potrzeba, na pewno zostanie dokładnie przeanalizowana podczas sesji Rady Miasta. - zaznacza prezes.
Państwo B., chcąc dalej mieszkać w swoim domu bez konieczności wyburzania łazienki, złożyło wniosek o zmianę miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Według pracujących w ratuszu urzędników, nie jest to jednak możliwe. Wprowadzone zmiany zakłócą bowiem panujący na ul. Koszalińskiej ‘ład przestrzenny’.
Dodajmy. Projekt uchwały, w której państwo B. wnoszą o usunięcie naruszenia prawa poprzez zmianę miejscowego planu i nakaz rozbiórki części ich domu, wskazuje jednoznacznie, jakie stanowisko zamierza w tej sprawie zająć Rada Miasta. Jeśli radni zagłosują “za” przyjęciem wspomnianej uchwały, uznają, że opinia i wniosek właścicieli feralnego mieszkania są bezzasadne.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
I to jest Szczecinek. Jak na sójczym zmieniano plan czy wycinano drzewa to się żaden urzędnik nie zawahał, a jak trzeba pomóc mieszkańcowi który płaci podatki z których utrzymują się urzędnicy i władze to z góry zakładają że nic się nie da.
Każde okno inne, na innej wysokości. Co to ma być? Dzieci z klocków budują równe fasady.
I to jest Szczecinek. Jak na sójczym zmieniano plan czy wycinano drzewa to się żaden urzędnik nie zawahał, a jak trzeba pomóc mieszkańcowi który płaci podatki z których utrzymują się urzędnicy i władze to z góry zakładają że nic się nie da.
Każde okno inne, na innej wysokości. Co to ma być? Dzieci z klocków budują równe fasady.