Reklama

Rozbiórka budynku przy ul. Koszalińskiej? "To nielogiczne i społecznie niesprawiedliwe"

27/06/2016 15:17

Sprawa lokalu, o którym pisaliśmy w artykule „Rozbiórka przez błąd urzędniczy? Co na to radni?” http://temat.net/aktualnosci/25871/Rozbiorka-przez-blad-urzedniczy-Co-na-to-radni , zdecydowanie zdominowała poniedziałkowe (27.06) obrady Rady Miasta. Nad przypadkiem państwa B., którzy otrzymali nakaz wyburzenia części swojego domu, gdzie znajduje się wejście, łazienka i wc - radni dyskutowali niemal dwie godziny. Tylko w jednej kwestii panowała zgoda: sytuacja właścicieli lokalu jest „nielogiczna” i na pewno musi zostać w jakiś sposób uregulowana.

Przypomnijmy, w czym rzecz. W latach 70-tych do mieszkania w jednopiętrowym budynku z oficyną wprowadzają się państwo B. Robią generalny remont, łączą pomieszczenie gospodarcze znajdujące się w oficynie z resztą mieszkania. Żeby mieszać “po ludzku”, przenoszą łazienkę z podwórka do wewnątrz budynku - do oficyny. Kiedy chcą wykupić lokal, okazuje się, że nie mogą. Dlaczego? Ponieważ żaden z urzędników nie zauważył, że budynek i oficyna leżą na dwóch różnych działkach. Co więcej, otrzymują od miasta nakaz wyburzenia oficyny, która chociaż leży “poza granicą” lokalu, od kilkudziesięciu lat stanowi integralną część ich domu.

Reklama

Małżeństwo B. po wielokrotnych interwencjach złożyło wniosek o to, by zmieniono miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, który nakazuje częściową rozbiórkę ich domu. Według nich taki zapis to naruszenie prawa. Radni mieli w tej kwestii zająć stanowisko. 

To nielogiczne i społecznie niesprawiedliwe

- Sprawa jest bardzo skomplikowana. Z jednej strony musimy dzisiaj zająć stanowisko, że nie doszło ze do naruszenia prawa w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego, a z drugiej, trzeba przyznać, że sytuacja państwa B nie jest prawidłowa – powiedział już na samym początku dyskusji burmistrz Jerzy Hardie-Douglas. – Problem w tym, że przylegająca do budynku oficyna nie spełnia wymogów mieszkania. Ta sytuacja trwa już 20 lat. Co więcej, ta część budynku nigdy nie otrzyma statusu budynku samodzielnego, dlatego nie będzie jej można wykupić. Państwo B. mają prawo tej sytuacji nie rozumieć. Ale ja postaram się pomóc. Doprowadzę do spotkania pomiędzy państwem B. a ZGM i spróbujemy wspólnie rozwiązać ten problem. Tak nakazuje logika i sprawiedliwość społeczna, dlatego będę starał się tę sytuację rozwiązać. 

Reklama

Czy lokal komuś obiecano?

Radny Marcin Bedka zainteresował się kilkoma szczegółowymi kwestiami. Dopytywał, dlaczego budynek oficyny nie spełnia wymogów prawa budowlanego, zasugerował też, że być może ktoś już sobie ten budynek z oficyną upatrzył. – W tym budynku ZGM wymienił dach, wstawił nowe okna, podłączył do sieci MEC. Jeden z pracowników miał nawet powiedzieć do właścicieli, że to taki ładny domek jest. A zaraz potem państwo B. otrzymali propozycję zamiany lokalu – wyjawił Marcin Bedka.

Jak opowiedział dalej radny, małżeństwo B. postanowiło lokal wykupić. To właśnie wtedy okazało się, że nie jest to możliwe ze względu na to, że oficyna jest obiektem niesamodzielnym i stoi na sąsiedniej działce. Interweniowano wielokrotnie. Przygotowano nawet własny projekt podziału nieruchomości. – Wszystko jest na pismach państwa B. – zaznaczył Marcin Bedka. – Proszę powiedzieć wprost, kto ma chęć na to mieszkanie?

Reklama

Co się stanie z budynkiem?

Na zarzuty radnego odpowiedział prezes ZGM-TBS Tomasz Wełk. – Owszem, robiliśmy drobne remonty, ale nie były to duże koszty – podkreślił. – Państwo B. nie przyjęli proponowanego mieszkania zastępczego. A sugerowanie, że ten budynek jest już komuś obiecany, jest po prostu niedorzeczne. 

- Co się dalej stanie z tym lokalem, jeśli w pewnym momencie państwo B. zgodzą się na lokal zastępczy? – zapytał radny Maciej Batura. – Wówczas wykonamy remont, dzięki któremu łazienka zostanie przeniesiona z oficyny do budynku głównego i wtedy ten lokal zostanie na nowo zasiedlony – odpowiedział Tomasz Wełk. 

Reklama

- Nie do końca się z takim pomysłem zgadzam – dodał burmistrz Jerzy Hardie-Douglas. – Na pewno coś będzie trzeba zrobić. Według mnie ten budynek należałoby potem wyburzyć w całości i w tym miejscu stworzyć działkę budowlaną zgodną z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. 

Rozwiązać problem „po ludzku”

Przez kolejne kilkadziesiąt minut radni rozważali to, czy błąd urzędniczy, który popełniono 40 lat temu i przez który państwo B. nie mogą dzisiaj wykupić części swojego domu, można jakoś naprawić, a jeśli tak, to w jaki sposób. Okazało się, że nawet gdyby udało się dokonać ponownego podziału nieruchomości, to na tym etapie nie wiadomo, czy wspólnota mieszkaniowa zgodziłaby się na „przyłączenie” oficyny. Pozostałaby jeszcze kwestia braku zgodności z planem miejscowego zagospodarowania przestrzennego i koniecznością rozbiórki. Pojawiła się konkluzja, że sprawa i tak pewnie prędzej czy później trafi do sądu.

Reklama

- Powinniśmy spróbować rozwiązać ten problem „po ludzku” – zauważył na koniec radny Zdzisław Miechowiecki. – Jeśli ten budynek można scalić, to niech tak będzie. Ci ludzie mieszkają tam od 40 lat! – Póki co, nikt nie nakazuje państwu B. opuszczenia zajmowanego przez siebie lokalu – zaznaczył Tomasz Wełk. – Chodzi tylko o to, że ci państwo nie mogą i nie będą mogli tego mieszkania wykupić.

Ostatecznie Rada Miasta zagłosowała za tym, by wniosek złożony przez państwo B. w sprawie zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego – odrzucić. Interwencję w całej tej sprawie zapowiedziała jeszcze Grażyna Kuszmar przewodnicząca Komisji Problemów Społecznych. 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama