10-letni Mateusz trafił pod koniec lutego na szczecinecki SOR. Chłopiec, mimo bólu, został przebadany dopiero o kilku godzinach oczekiwania w poczekalni. Najpierw wykonano mu zdjęcie RTG, a następnie odesłano do domu. Lekarz, który przyjmował Mateusza, zalecił opaskę elastyczną i maść. Po dwóch dniach chłopiec trafił do chirurga dziecięcego w Koszalinie. Tam zdiagnozowano poważny uraz i od razu założono gips. - Usłyszałam, że gdybym zastosowała się do zaleceń lekarzy w Szczecinku, syn zostałby kaleką – wyjawia nam mama Mateusza.
Ale od początku. Chłopiec przewrócił się na treningu sportowym. Ponieważ ból kostki i stopy nie mijał, mama zawiozła Mateusza do szpitala. - Tam od razu powiedziano mi, że wszystkich obowiązuję priorytet przyjęcia, a ponieważ życiu syna nic nie zagraża, zostanie przyjęty dopiero wtedy, kiedy lekarz „będzie miał czas” – opowiada wzburzona mama Mateusza. – Czekaliśmy kilka godzin.
- W końcu nas przyjęto. Zrobiliśmy zdjęcie RTG i nogę syna obejrzała pani chirurg – dodaje nasza rozmówczyni. – Usłyszałam, że nic poważnego mu nie dolega. Zdaniem lekarki, syn doznał niegroźnego urazu stawu skokowego. Założono mu opaskę elastyczną i kazano mi wykupić maść Iblagin Sport, którą miałam smarować opuchniętą nogę syna 3 razy dziennie. Mieliśmy się stawić do kontroli u chirurga dziecięcego w Koszalinie za trzy tygodnie. Ale nie ze względu na uraz, tylko przez nieprawidłowości w obrazie chrząstek, które były związane z przećwiczeniem nogi. Tak mi przynajmniej powiedziano.
Następnego dnia ból nie mijał, wręcz przeciwnie - narastał. Noga Mateusza spuchła jeszcze bardziej. – Pomyślałam, że dzieje się coś niepokojącego, więc znowu pojechaliśmy na SOR – wyjawia dalej mama Mateusza. – Znów nas odesłano. Tym razem usłyszałam, że mam się stosować do zaleceń z wypisu. Kiedy jednak kolejnego dnia nie było żadnej poprawy, spakowaliśmy się i od razu pojechaliśmy do szpitala w Koszalinie. Tam Mateusza przyjął chirurg dziecięcy. To, co usłyszałam, wprawiło mnie w osłupienie. „Oberwało” mi się za to, że w ogóle bandażowałam nogę syna opaską elastyczną. Potem się okazało, że w Szczecinku, owszem, wykonano zdjęcie RTG, ale nie tej części stopy.
- Wykonano drugie, zupełnie inne zdjęcie. Okazało się, że syn ma skręcenie kości śródstopia. Lekarz nakrzyczał na mnie, że przez ten bandaż elastyczny i maść mogłam doprowadzić do tego, że Mateusz będzie kaleką. Natychmiast założono synowi gips.
Dlaczego więc w Szczecinku zapisano maść? Czy badania zostały wykonane z należytą starannością? Z prośbą o odniesienie się do sytuacji, jaka zaistniała na szczecineckim SOR, poprosiliśmy dyrekcję szpitala.
Po 10 dniach oczekiwania dostaliśmy odpowiedź: „(…) w Koszalinie zostało potwierdzone rozpoznanie choroby (świadczy o tym ten sam kod ICD-10 na karcie informacyjnej). W chwili przyjęcia na SOR pacjent został przyjęty przez chirurga, a zdjęcie RTG konsultowano z ortopedą. Według założeń ustawy o ratownictwie, SOR jest miejscem wstępnego zaopatrywania urazów, a nie ich przewlekłego leczenia. Chory otrzymał skierowanie do specjalisty w dziedzinie chirurgii dziecięcej w Koszalinie i tam dalej odbywało się jego leczenie”.
Zdaniem mamy Mateusza, taka odpowiedź szpitala nie wyjaśnia wszystkich wątpliwości. - Mam przed sobą dwa różne zdjęcia RTG. Poza tym, na karcie wypisu ze szczecineckiego SOR jest wyraźnie napisane – kontrola u chirurga dziecięcego za 2-3 tygodnie. Ta wizyta miała się jednak wiązać nie z jakimkolwiek urazem, ale z przetrenowaniem nogi syna. I jeszcze słowa koszalińskiego chirurga. Najpierw oberwało mi się, za to, że przywiozłam nie to zdjęcie RTG, a potem, że zamiast gipsu syn ma nałożoną opaskę i maść. Sprawa na pewno będzie dalej wyjaśniana – dodała na koniec nasza rozmówczyni.
Artykuł ukazał się w tygodniku Temat nr 796, wydanie z 24 marca
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
zawsze zadaje pytanie i będę zadawał, kiedy na tej budowie z lotniskiem zwanej nie wiadomo dlaczego szpitalem (vel umieralnią) zaczną leczyć?
W szpitalu w Szczecinku na sor nie przestrzega się priorytetów, które są na dużej tablicy nad "recepcją". Żona została odesłana z przychodni do szpitala z jakąś "arytmią", w każdym razie, coś z sercem. A w szpitalu czekała 5 godzin bo taka była kolejka, dostała do ręki jakąś zieloną kartkę. W każdym razie najniższy priorytet. No ok. Tylko na tej tablicy, jak byk było napisane, że powinna dostać pomarańczową kartkę z wyższym priorytetem. Miała skierowanie z przychodni i tam było rozpoznanie, więc wiem, co jej było.
Jak chcesz zejść z tego świata połóż się wygodnie w szczecineckim szpitalu.
W szczecineckim SOR w przypadku urazów panuje dziwna niechęć do korzystania z konsultacji z ortopedą, a przecież wystarczy aby ortopeda obejrzał zdjęcie w komputerze nie wychodząc z oddziału. Złamałam kość łódeczkową w nadgarstku. Lekarz dyżurny założył mi gips. 4 tygodnie chodziłam z bólem. Po 4 tygodniach okazało się, że kość się nie zrasta. Zrobiono mi operację zresztą bardzo fachowo na Ortopedii. W czasie operacji dowiedziałam się, że oprócz złamania było zwichnięcie, które od razu przed zabiegiem ustawiono. I znowu 6 tyg. gipsu, a później długotrwała rehabilitacja. Kiedy następnym razem złamałam ten sam nadgarstek wg. pani doktor na SOR nie było żadnych przemieszczeń i należało od razu założyć gips. Tym razem nauczona doświadczeniem zażądałam konsultacji z ortopedą no i okazało się, że jest przemieszczenie i złamaną kość trzeba ustawić, dopiero później założyć gips. PO 4 tygodniach zdjęto gips, było wszystko w porządku i obyło się bez rehabilitacji.
Kto o zdrowych zmysłach owija bandażem skręcenie? Pierwsze skręcenie jest najgorsze,a takie chyba miało tu miejsce ,ale jeszcze gorsze jest umieszczanie skręconej kostki w gips.Wystarczy odciążyć nogę,stosować okłady z LODU na przemian z maścią przeciwzapalną i przeciwbólową i wystarczy. A tak miesiąc w gipsie bez żadnej ruchomości stawu,zanik mięśni,i po zdjęciu gipsu to samo co przed założeniem.Zdrowia życzę bez gipsu.
Jeśli na karcie inf pacjenta,pobyt na SOR trwał ok 40 minut, i w tym czasie chłopiec został zaopatrzony, to gdzie czekał te "kilka godzin" i na co? :)
zawsze zadaje pytanie i będę zadawał, kiedy na tej budowie z lotniskiem zwanej nie wiadomo dlaczego szpitalem (vel umieralnią) zaczną leczyć?
W szpitalu w Szczecinku na sor nie przestrzega się priorytetów, które są na dużej tablicy nad "recepcją". Żona została odesłana z przychodni do szpitala z jakąś "arytmią", w każdym razie, coś z sercem. A w szpitalu czekała 5 godzin bo taka była kolejka, dostała do ręki jakąś zieloną kartkę. W każdym razie najniższy priorytet. No ok. Tylko na tej tablicy, jak byk było napisane, że powinna dostać pomarańczową kartkę z wyższym priorytetem. Miała skierowanie z przychodni i tam było rozpoznanie, więc wiem, co jej było.
Jak chcesz zejść z tego świata połóż się wygodnie w szczecineckim szpitalu.