Reklama

Mieszkanie na wagę życia. Czy to jest poważne traktowanie człowieka?

04/11/2016 05:50

Artykuł ukazał się 27.10 w tygodniku Temat

Pan Marek, który porusza się na wózku, stał się więźniem we własnym mieszkaniu. Wraz z żoną Olą i czwórką małych dzieci mieszka na czwartym piętrze. Największą barierą utrudniającą normalne życie są schody. Od roku pan Marek i pani Ola starają się o lokal, który umożliwiłby osobie niepełnosprawnej i całej rodzinie normalne funkcjonowanie. Bezskutecznie. Niemoc i bezradność sprawiły, że pan Marek już drugi raz próbował targnąć się na swoje życie. Pani Ola obawia się, że kolejnych miesięcy zamknięcia na czwartym piętrze mąż po prostu nie wytrzyma.

Reklama

Wszystko zmienił wypadek

  Historię tego małżeństwa już opisywaliśmy. Przypomnijmy. Wszystko zmienił potworny wypadek. – Mąż doznał poważnego urazu kręgosłupa – wyjawia pani Ola. - Wtedy nasze życie zmieniło się o 180 stopni. Zaczęła się walka o to, żeby mąż mógł chodzić. W 2002 roku mąż miał operację wstawienia stabilizatora w miejscu złamania kręgosłupa lędźwiowego. Od czasu operacji powoli wracał do zdrowia. Po pewnym czasie podjął nawet pracę. Pracował przez 12 lat, do najgorszego dnia w naszym życiu... 16 stycznia 2014 r. mąż jak zawsze szykował się z rana do pracy i nagle stało się. Marek źle się poczuł. Na początku nie było wiadomo, dlaczego trafił do szpitala w Szczecinku. Zostało zrobione zdjęcie i jak się okazało, po 12 latach obluzowała się śruba w stabilizatorze. Niestety, szpital w Szczecinku przetransportował męża do szpitala w Szczecinie i tu stało się nieszczęście. Lekarze postanowili operować męża: miał mieć założony nowy stabilizator, ale niestety tego nie zrobiono.

Reklama

- Po operacji mąż wracał powoli do zdrowia, nawet na trochę odzyskał władzę w nodze, ale nie trwało to byt długo. Od operacji minęło 1,5 miesiąca i mąż wylądował na wózku inwalidzkim. Znów trafiliśmy na oddział w Szczecinie. Okazało się, że mąż musi mieć kolejną operację. Po niej miało byś już dobrze. Dostał skierowanie na rehabilitację, ale niestety, na miejscu obawiano się go rehabilitować ze względu na jego stan zdrowia. Pozostało nam wrócić do domu. Marek był załamany.

Po paru dniach od powrotu do domu mąż stracił czucie w obu nogach. Po tygodniu stracił władzę w prawej ręce. To był bardzo ciężki czas dla nas wszystkich. Zajmowałam się mężem: od mycia i przewijania do sadzania na wózek. Do tego oczywiście zajmowałam się dziećmi. Dopiero kolejny lekarz, u którego byliśmy, zwrócił uwagę, że stan męża bardzo się pogarsza i potrzebna jest kolejna operacja. Tym razem był operowany w Koszalinie.

Reklama

Dom jak więzienie

- Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mieszkamy na czwartym piętrze, w mieszaniu mojej siostry, ponieważ nie stać nas, by wynająć coś innego. Dla Marka to szczególnie trudna sytuacja. Popada w depresję. Widzi tylko to, co jest za oknem. Do tego dochodzi opieka nad czwórką naszych wspaniałych dzieci. W tamtym czasie jedno chodziło do szkoły, dwoje do przedszkola, a najmłodsza córeczka była w domu. Pomagał nam bardzo MOPS. Przez chwilę stan Marka poprawił się. Zaczął ruszać palcami u stóp, potem nogami. Podczas rehabilitacji w Białogardzie coś jednak poszło nie tak. Kazano mu się schylić, potem coś "strzeliło", był okropny ból i mąż znów trafił na wózek. Tym razem na stałe.

Reklama

Był smutny, depresja postępowała i stało się. Któregoś dnia poszłam po synów do przedszkola z najmłodszą córką, a mąż został sam. Kiedy wracaliśmy, synek pobiegł na górę sam, a potem szybko zbiegł, krzycząc, że koło taty głowy wisi pasek. Zostawiłam dzieci na dole. Wbiegłam do domu. Na szczęście mężowi nie udało się popełnić samobójstwa.

Od tamtego roku staramy się o mieszkanie socjalne, aby Marek mógł wychodzić do ludzi i nie myśleć o chorobie. Byliśmy nawet u pana burmistrza prosić o przyspieszenie takiego przydziału. Odesłano nas do pani radnej zajmującej się sprawami socjalnymi. Usłyszeliśmy wtedy, że trzeba czekać, bo takich rodzin jak nasza jest mnóstwo. Wpisano nas na listę osób oczekujących. Obiecywano, że mieszkanie będzie jeszcze w tym roku...

Reklama

- Lada dzień z zagranicy wróci moja siostra. Byłam w ZGM, ale tam też usłyszałam, że trzeba czekać. Tymczasem mąż od tygodnia znów jest w szpitalu. Nie jadł, nie spał, chciał znowu odebrać sobie życie. Powiedział, że ma dość bycia więźniem czwartego piętra.

Brakuje mieszkań socjalnych

Zapytaliśmy prezesa ZGM-TBS, czy w przypadku pana Marka i jego żony Oli, procedura przydziału lokalu socjalnego nie mogłaby zadziałać nieco szybciej. – Niestety, kolejka osób oczekujących na przydział mieszkania socjalnego jest bardzo długa – tłumaczy Tomasz Wełk, prezes spółki ZGM-TBS w Szczecinku. – Na lokal socjalny oczekuje w tej chwili ponad 200 osób, podczas gdy w Szczecinku brakuje mieszkań socjalnych. Sytuacja ta ulegnie nieznacznej poprawie, kiedy do użytku zostanie oddany remontowany koszarowiec. Będzie to jednak dopiero w przyszłym roku.

Reklama

Jak przekonuje prezes, sytuacja opisywanej rodziny jest szczególna. – To rodzina 6-osobowa. Nie jest łatwo znaleźć tak duży lokal. Jest pewne mieszkanie, które zaproponujemy najpierw rodzinie będącej wyżej w naszym systemie punktacji. Jeśli nie zgodzą się na zamieszkanie w tym lokalu, wówczas to mieszkanie zostanie zaproponowane rozmówcom. Innego sposobu nie ma. Nawet jakbyśmy chcieli, nie mamy obecnie zbyt wielu mieszkań do przydziału. Z pustego i Salomon nie naleje... Możemy jednak obiecać, że o tej rodzinie będziemy pamiętać.

Mieszkanie się znalazło... ale

Reklama

Mniej więcej tydzień po naszej interwencji państwu Aleksandrze i Markowi ZGM-TBS zaproponował mieszkanie socjalne. Niestety, pani Ola, po obejrzeniu lokalu, załamała się jeszcze bardziej. – Mieszkanie trzeba wyremontować. Łazienka jest bardzo wąska, nie będzie można wjechać tam wózkiem. Do tego, pomiędzy pokojami są... schodki. W lokalu nie ma ciepłej wody, a żeby było ciepło, trzeba palić w kaflowych piecach. Najgorsze jednak jest to, że mąż znowu będzie więźniem we własnym domu. Lokal znajduje się na drugim piętrze, a schody w starej kamienicy są bardzo strome... Osoba na wózku nie ma szans, by się stąd wydostać.

Jak zapowiedziała nasza rozmówczyni, nie zamierza się poddawać. Sprawą jej rodziny już zainteresowały się ogólnopolskie media. Kilka dni po naszej publikacji prasowej materiał pojawił się już w Super Expressie i - choć krótko - to w Teleexpressie w TVP. Do tematu z pewnością wrócimy.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama