44 lata, piątka wspaniałych dzieci, ogromna wola życia i mimo wyjątkowo trudnej sytuacji materialnej, chęć przeżywania z rodziną każdej radosnej chwili... Dla pani Anny świat nagle stanął w miejscu. W 2012 roku zachorowała na raka. Choroba niestety nie daje za wygraną i pomimo usilnych starań lekarzy, postępuje błyskawicznie. W domu pani Anny, choć to niezmiernie trudne, nikt nie dopuszcza do siebie najczarniejszych myśli. Każdy powoli przygotowuje się do Wigilii i Świąt Bożego Narodzenia.
Tylko jak wyprawić niezapomniane, być może ostatnie takie święta, kiedy brakuje dosłownie wszystkiego? Odpowiedź znają wolontariusze „Szlachetnej Paczki”, którzy robią, co mogą, by nadchodzące Boże Narodzenie w tym roku było dla całej rodziny pani Anny - najszczęśliwsze.
- W 2012 roku zachorowałam na raka jajnika. Choroba rozwijała się pewnie dużo wcześniej, ale z braku czasu, z lekceważenia siebie, bo ciągle troszczyłam się o całą rodzinę, o dzieci, zaniedbałam badania – wyjawia łamiącym się głosem pani Anna. – Od razu przeszłam operację, usunięto wszystko, macicę, przydatki. Przeszłam sześć chemii. Byłam bardzo osłabiona. Wypadły mi włosy. Za pierwszym razem bardzo to przeżywałam. Rok później choroba wróciła. Tym razem zaatakowała węzły chłonne w prawej nodze. Przez dwa miesiące co drugi dzień musiałam mieć ściąganą wodę z nogi. Kilka razy byłam w Bydgoszczy, ale ze względów finansowych wyprosiłam naszych lekarzy, by robili to tutaj, na miejscu. Od tamtej pory mam problemy z chodzeniem. Chodzę, bo muszę, ale ból jest nie do opisania. Mam skierowanie na masaż limfatyczny do Bydgoszczy, ale musiałabym wyjechać tam na miesiąc i zamieszkać w hotelu. Wiadomo – wszystko kosztuje. Takie rozwiązanie byłoby dla mnie niemożliwe.
Choroba pani Anny z każdą chwilą postępuje. Jak powiedziała, nie wie, czy są takie ważne miejsca w jej organizmie, których rak jeszcze nie zaatakował:
- Guzy są po obu stronach na przeponie, miednicy, na płucach, na kościach... Tydzień temu podczas USG znaleziono coś na trzustce. Nie wiadomo, czy to rak. Aby to potwierdzić, trzeba wykonać badanie PET. Ale chwilowo nie zostałam zakwalifikowana, ponieważ cierpię na silny ból głowy. Kilka tygodni temu trafiłam do szczecineckiego szpitala z drętwiejącą ręką i opadniętymi kącikami ust. To może, ale nie musi, być sygnał, że przerzuty są już również w głowie.
Z wolontariuszami „Szlachetnej Paczki” skontaktowała pielęgniarka z hospicjum domowego, która regularnie odwiedza dom pani Anny. Pani Anna do tej pory nie prosiła o żadną pomoc. Nie jest pod opieką żadnej fundacji ani stowarzyszenia. Nie licząc hospicjum i lekarzy, w tym tych – szczecineckich, którzy przechodzą samych siebie, by móc chociaż uśmierzyć okropne dolegliwości bólowe naszej rozmówczyni.
Pani Anna mieszka razem ze swoją blisko 80-letnią mamą i trójką dzieci (dwoje jest już dorosłych) w oddalonej o kilkanaście km od Szczecinka miejscowości. Utrzymuje się ze skromnych zasiłków i alimentów. W jej domu, oprócz miłości i emocji związanych w niełatwą walką z upartym nowotworem, brakuje dosłownie wszystkiego.
- Pani Aniu, co mogłoby sprawić, aby te święta były naprawdę wyjątkowe? – pyta Sylwia Brambor, liderka „Szlachetnej Paczki” w naszym rejonie. Pani Anna nie kryje wzruszenia. Nie wierzy, że to możliwe, by dzięki darczyńcom w domu mogło być ciepło, młodsze dzieci mogły dostać zabawki, a 80-letnia mama - ciepłe dresy. Wyliczając, co mogłoby się przydać każdemu z rodziny, o sobie pani Anna nie pamięta...
- Karolinka uwielbia malować, marzy o prawdziwej sztaludze, a Krzyś – to mały majsterkowicz. Na pewno by się ucieszył z jakiegoś modelarskiego zestawu. Starsza córka chciałaby dostać perfumy. Babcia ciepłe ubranie. Wszystkim dzieciom przydałaby się zimowa odzież - wyjawia pani Anna.
– Gdyby znalazł się darczyńca, może uda się pojechać na wspólne zakupy – proponuje Sylwia Brambor. Pani Anna milczy. Wzruszenie jest silniejsze od słów.
Co jeszcze mogłoby się przydać? – W tym przypadku każda pomoc będzie niebywale cenna – podkreśla Aneta Salwa, wolontariusz Szlachetnej Paczki, opiekun rodziny. – Przydałoby się wymienić rozpadające się meble, które ledwie się trzymają, jak również odświeżyć, odmalować pokoje dzieci. Własnymi siłami postanowiliśmy naprawić komin, żeby w domu pani Anny wreszcie mogło być naprawdę ciepło. Staramy się także o opał na zimę. Przyda się żywność – każda ilość. Środki czystości.
- Z tego, co wiem, pani Anna uwielbia piec i gotować. Chciałaby sama przygotować na święta mnóstwo smakołyków. Przydałyby się zatem rozmaite sprzęty kuchenne, garnki, przybory do ozdabiania ciast. Jeśli chodzi o dzieci – przyda się dosłownie wszystko, co sprawi, że przez chwilę nie będą myślały o chorobie mamy. Tej rodzinie pomóc może naprawdę każdy. Liczyć będzie się każdy gest, odruch dobrego serca. Nawet najmniejszy podarunek może sprawić, że o nadchodzących Świętach Bożego Narodzenia nikt w tej rodzinie nie zapomni do końca życia.
A o czym marzy pani Anna? Odpowiedź jest w tym przypadku jedna. By los przestał zmierzać w stronę, w którą od trzech lat podąża nieuchronnie. Mówi Sylwia Brambor:
– Pani Anna właśnie mi coś wyjawiła. Powiedziała przed chwilą, że modli się, by wyzdrowieć. Chciałaby także zostać wolontariuszem „Szlachetnej paczki”. To teraz jej największe marzenie. Pani Anna chciałaby w przyszłym roku móc do nas dołączyć i pomagać innym. Powiedziała to przez łzy.
Jeśli ktoś chciałby pomóc pani Annie i jej rodzinie, proszony jest o kontakt z p. Sylwią Brambor w SAPiK-u (nr tel. 94 712 83 02 w godz. 8.00 - 15.00). (sz)
Flickr / CC / Erik Söderström
artykuł ukazał się 26.11 w Temacie SzczecineckimChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze