Reklama

K. Serafiński: Moda na obrażanie uczuć religijnych?

Co jakiś czas, Kościół Katolicki podnosi krzyk, jak to wielce jest obrażany i jak to dotkliwie ranione są uczucia katolików. Czy Kościół Katolicki jest w Polsce rzeczywiście obrażany, a jeżeli tak - kiedy? Co powoduje, że staje się celem coraz bardziej prześmiewczej krytyki?

Kościół Katolicki nieustannie stara się prezentować w roli ofiary przeróżnych ataków. Jedną z ich form ma być "obrażanie uczuć religijnych". Katolickie organizacje bacznie więc śledzą różne wydarzenia. Gdy znajdą coś potencjalnie "obrażającego", natychmiast organizują protesty lub zgłaszają sprawę organom ścigania ("uczucia religijne" w Polsce są pod ochroną - Ustawa Kodeks karny z dnia 6 czerwca 1997 r. - art. 196). Czym jednak w katolickim rozumieniu jest ta "obraza"?

Część z tych "obraźliwych" rzeczy, to naturalne zjawiska społeczne, zagwarantowane prawem, takie jak praktyki związane z innymi wierzeniami, publiczna deklaracja ateizmu czy zdjęcie obrazu Jana Pawła II ze ściany w publicznej instytucji - czego przykładem może być sprawa Roberta Biedronia z 2015 roku. To co bowiem katolicy nazywają "obrazą uczuć religijnych" - jest w istocie głównie naruszeniem ich komfortu polegającego na przeświadczeniu, że wszyscy wokół podzielają ich poglądy. Do tego dochodzi interes polityczny Kościoła Katolickiego oraz bliskich mu formacji. Walka z "obrażaniem uczuć religijnych" stanowi tutaj skuteczne narzędzie cenzury i symbolicznej dominacji. Z każdej bowiem akcji obrony przeciw katolickiej ekspansji kulturowej i politycznej - można zrobić coś złego i nieakceptowalnego, czyli obrazę i naruszający prawo atak.

Reklama

Sporadycznie pojawiają się takie formy "obrazy uczuć religijnych" jak satyra, prowokacja, zamieszczenie jakiegoś przekazu na kościelnych murach i podobne, nad którymi można byłoby się rzeczywiście zastanawiać, czy aby nie stanowią przekroczenia pewnych granic. Tutaj Kościół Katolicki też jednak nie może być uznany za ofiarę, bo do takiego stanu rzeczy sam się przyczynia i to na niejednej płaszczyźnie.

Pierwsza kwestia to desakralizacja katolickich świętości przez sam Kościół i społeczność katolicką. Obiekt święty, obiekt kultu, jest czymś traktowanym wyjątkowo, zamkniętym w sakralnej sferze świątyni, wykorzystywanym tylko przy szczególnych okazjach. Wszechobecność katolickiej symboliki, wciskanie jej wszędzie, gdzie się da - do szkół, urzędów, aptek, na ulicach i w wielu innych miejscach - powoduje, że staje się ona czymś, powszechnym w kulturze, a więc traci charakter wyjątkowy, elitarny, ekskluzywny. przestając być czymś świętym. To więc nie organizatorzy protestów, zespoły metalowe, twórcy memów, czy organizatorzy przedstawień teatralnych obniżają wartość katolickich symboli - a Kościół Katolicki, desakralizując to co chce by traktowano jako święte. 

Reklama

Dodatkowo ekspansja symboliczna łączy się tutaj z ekspansją polityczną. Obiekty o charakterze rzekomo sakralnym, są tym samym symbolami agitacji politycznej. Symbol polityczny zaś - zwłaszcza jeżeli symbolizuje ideologię silnie ofensywną, antywolnościową - jak katolicyzm - prędzej czy później zostanie zaatakowany przez społeczeństwo, jako symbol zniewag, agresji i negacji podstawowych praw obywatelskich.

 

Kościół Katolicki swoimi rzekomymi przedmiotami kultu znaczy teren. Sakralny charakter tych przedmiotów ma służyć jedynie ich nienaruszalności, a za tym czynić katolicką ekspansję polityczną i kulturową - niezatrzymywalną. Trudno w takim wypadku o to by otoczenie traktowało te przedmioty z szacunkiem, jakiego domaga się Kościół Katolicki. Jeżeli Kościół nie zamierza traktować z czcią własnych symboli, wykorzystując je jako narzędzia - to czemu mają to robić inni? Dlaczego ludzie mają szanować symbole instytucji, która nie szanuje ich - nieustannie obrzuca ich oszczerstwami, uderza w nich dehumanizującą narracją, odmawia im prawa do miejsca w Polsce? Co więcej - stałe naciski Kościoła by wszyscy (nie tylko katolicy) uznawali świętość katolickiej symboliki i jednoczesne jej narzucanie (gwałt symboliczny) - powoduje, że staje się ona sama w sobie narzędziem opresji. Może wiec stać się też sama w sobie celem kontrataków.

Reklama

Druga kwestia to sprowadzanie kwestii zniewagi do absurdu. Odebranie poważnego znaczenia pojęciu "obrazy" przez nadanie mu groteskowego charakteru. Jak już wspomniano, dla Kościoła Katolickiego "obrazą uczuć religijnych" i "atakiem na Kościół" jest już samo korzystanie ze swoich wolności.

Publiczne przyznanie się do ateizmu (choć jest w pełni dozwolone jako korzystanie z wolności wyznania) dla Kościoła jest bluźnierstwem - bowiem negacja istnienia Boga jest według katolików jest znieważaniem go. Zdjęcie krzyża ze ściany w szkole, czy obrazu papieża w urzędzie miasta (instytucja publiczna zgodnie z polskim prawem powinna być niezależna od Kościoła), katolicy uznają za profanację. Czasem można nawet usłyszeć, że tolerowanie przez państwo innowierców, ateistów, czy homoseksualistów - jest obrażaniem Boga.

Reklama

 

Pojęcie obrazy katolickich uczuć religijnych jest tym samym czymś absurdalnym - a katolicy sami prezentują się w ten sposób, jako ludzie chorobliwie przewrażliwieni, których trudno traktować poważnie. Będą się oni czuli obrażeni za każdym razem, gdy niekatolik skorzysta publicznie ze swoich wolności lub gdy się o nie upomni. W istocie więc "obrazą" katolika będzie samo istnienie niekatolika. Nie da się w takim wypadku "nie obrazić". Skoro zaś niekatolik nie może spokojnie żyć bez "obrażania uczuć religijnych" przez sam fakt, że istnieje - zaciera się powaga faktycznej obrazy. Dla katolików bowiem nie będzie znaczącej różnicy pomiędzy wyzwiskami, a korzystaniem z własnych praw. Jako więc, że katolika obraża się samym swoim istnieniem, to zanika sens ostrożności by faktycznie kogoś takiego nie obrazić.

Reklama

 

Krzycząc przy byle okazji "obraza uczuć religijnych" - Kościół Katolicki doprowadza również do desensytyzacji i zobojętnienia na ogólne podejście do obrażania. Tak jak w przypadku człowieka, który dla żartu krzyczy co chwilę "pomocy", aż wszyscy wokół zaczynają go ignorować, nawet gdy rzeczywiście zacznie tej pomocy potrzebować. O "obrażaniu uczuć religijnych" i "ataku na wiarę" - Kościół Katolicki mówi za każdym razem gdy ktoś broni praw niekatolików, gdy wytykane są zbrodnie, kłamstwa i nadużycia Kościoła, albo kiedy ktoś proponuje prowadzenie polityki bez uległości wobec katolickiego kleru. Tym sposobem sprawia on, że każde kolejne powtórzenie frazesów o "obrazie" i "ataku" będzie traktowane coraz mniej poważnie, wzbudzając za to coraz większy śmiech i irytację.

Reklama

 

Trzecia kwestia to odwzajemnianie (odreagowywanie) obraźliwych treści głoszonych przez Kościół Katolicki i katolickie środowiska. Zasady współżycia społecznego obowiązują wszystkich i opierają się na zasadzie wzajemności. Ty nie obrażasz mnie - ja nie obrażam ciebie. Kościół Katolicki natomiast do tych zasad nie zamierza się stosować. Szacunek w katolicyzmie działa w jedną stronę. Niekatolicy mają szanować katolików, ale katolik nie musi już szanować niekatolika. Strona katolicka zawsze znajdzie tu sobie jakieś naiwne i jednocześnie bezczelne usprawiedliwienie. Katolik ma mieć prawo obrażać, bo np. w ramach pokrętnie rozumianej "wolności wyznania" (którą ogółem Kościół potępia), powinien mieć pełne prawo do piętnowania grzechu. Obelgi i oszczerstwa zaś mają nie być uznawane za obelgi i oszczerstwa - tylko za "prawdę", jako że Kościół sam sobie tworzy własne definicje i sam wedle swoich potrzeb decyduje, kogo jest kim (np. że wszyscy ateiści i wyznawcy prawosławia to "komuniści"). Strona katolicka postrzega więc obrażanie z pozycji wyższości i sama nie zamierza respektować zasad, których przestrzegania oczekuje od innych.

Reklama

 

Kościół Katolicki nieustannie ubliża ludziom mającym odmienne poglądy - nazywa ich "lewactwem", "wrogami ojczyzny", pomawia o związki z komunizmem, o głupotę, czy też o zdradzieckie służenie innym państwom. Nierzadko stara się odbierać podmiotowość stronie przeciwnej dehumanizując - przyrównuje do zwierząt, nazywa "zarazą", zarzuca całkowity brak zdolności do przestrzegania jakichkolwiek zasad, brak rozumu. W ślad za Kościołem idą nakręcone jego animacją środowiska katolickie, które na przykład na swoich manifestacjach wykrzykują takie hasła jak: "Śmierć wrogom ojczyzny", "Znajdzie się kij na lewacki ryj" i "A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści" (gdzie pod pojęciami "wrogów ojczyzny", "lewactwa" i "komunistów" rozumieją ogół wszystkich niepodzielających katolickich poglądów).

Reklama

 

Problem Kościoła i jego zwolenników polega tu na tym, że nie żyją w utopijnym katolickim świecie, gdzie nie ma odmienności, a jeżeli już nawet znajdzie się ktoś o innych poglądach, to można go bezkarnie obrazić, poniżyć - a on jeszcze poprosi o więcej. Jeżeli Kościół Katolicki i bliskie mu środowiska obrażają innych, to inni zgodnie z zasadą wzajemności, będą obrażać też środowiska i Kościół. Odpowiednio więc - jeżeli nie karze się ludzi Kościoła Katolickiego oraz katolickich agitatorów, za znieważanie całych grup społecznych i nawoływanie do nienawiści, to nie można też karać za obrażanie Kościoła i jego symboli. Jest to bowiem tylko reakcja na działanie drugiej strony.

Reklama

 

Biorąc pod uwagę obraźliwe treści płynące ze strony katolickiej i jej jednoczesne skrajne przewrażliwienie - ujawnia się dodatkowo kolosalny kontrast w niekonsekwencji uznawania tego co powinno być akceptowane, a co nie. Kontrast ten sprawia natomiast, że obydwa zjawiska - przewrażliwienie i równoległa agresja - stają się jeszcze bardziej widoczne i groteskowe. Zwłaszcza, jeżeli sprawa takiej "obrazy" trafia do prokuratury. Przykładem może być tu piosenkarka Dorota Rabczewska - skazana za "obrazę uczuć religijnych" poprzez krytyczną wypowiedź na temat Biblii oraz działaczka Obozu Narodowo Radykalnego - Justyna Helcyk, która w swojej przemowie podczas jednej z katolickich manifestacji - wypowiadała się o muzułmanach jako "islamskim ścierwie" - a której sprawę prokuratura umorzyła (nawoływanie do nienawiści na tle wyznaniowym i znieważanie ze względu na wyznanie jest karalne, o czym stanowi Kodeks karny - art. 256 i art. 257). Jedną osobę skazano za "znieważenie" martwego przedmiotu (którego sami katolicy nie szanują - np. Katechizm Większy wydany przez Piusa X, nakazuje oddać proboszczowi lub spalić każdą Biblię w przekładzie innym, niż uznany przez Kościół), drugiej darowano znieważenie i podżeganie wobec całych grup społecznych. Strona katolicka nie dość więc, że ma zagwarantowaną prawną ochronę swoich "uczuć" i sama bezkarnie może obrażać, to jeszcze ciągle stawia siebie w roli ofiary złego traktowania - co czyni postawę katolików niepoważną.

Reklama

 

Kolejna kwestia to kontekst ustrojowo-społeczny. W państwie katolickim znieważanie niekatolików, pomawianie, dyskryminowanie, torturowanie i mordowanie - jest konsekwencją jego katolickiego charakteru i stanowi na swój sposób część jego naturalnego porządku. To samo dotyczy dopuszczanej w Kościele Katolickim estetyki artystycznej czy ceremonialnej - jak na przykład wykorzystywanie ludzkich czaszek w ceremoniach Bractwa Męki Pańskiej - co poza sferą katolicyzmu, mogło by być uznane za bezczeszczenie zwłok (Kodeks karny - at. 262, § 1). Analogicznie konsekwencją funkcjonowania państwa liberalnego, demokratycznego - będzie niechęć wobec ideologii antywolnościowych i agresywnych, takich jak katolicyzm, a także kulturowa swoboda symbolicznego kontratakowania ich. Wyrazy potępienia Kościoła Katolickiego, jego autorytetów, uderzanie w jego symbole - włączając w to pozamerytoryczny przekaz artystyczny - będą więc naturalnym przejawem obrony przed czymś zagrażającym podstawowym swobodom obywatelskim.

 

Jestem za wolnością wyznania. Każdy powinien mieć prawo wierzyć w co zechce (o ile nie naruszy praktyką tej wiary praw innych), albo nie wierzyć.

Kulturową normą powinno być też uszanowanie prawa do wierzeń innych (przy czym nie można tego mylić z prawem do kwestionowania ich przedmiotu i dyskusji na ten temat) oraz unikanie zbędnego prowokowania. Uważam również, że wolność artystyczna, czy ogólnie wolność przekazu, nie może być absolutna, jak twierdzą niektórzy - ponieważ idąc w tym kierunku, także akty wandalizmu i przemocy, mogłyby w końcu być usprawiedliwiane prowokacją artystyczną, czy jakimś ukrytym przesłaniem. Nie można więc pozwalać działaczom społecznym, politykom i artystom na absolutnie wszystko. Nie można jednak ich karać za uderzanie w katolicyzm (katolickie symbole), skoro jest to w istocie doktryna polityczna zasłaniająca się jedynie religijną powierzchownością, a Kościół Katolicki czy poszczególni jego zwolennicy - nie są karani za znacznie dalej posunięte działania, takie jak obrażanie ludzi i podżeganie.

 

Agresywne działania strony katolickiej, będąc przyczynami pewnych reakcji społecznych, powinny być uwzględniane tak w samej ocenie aktów "obrazy uczuć religijnych" jak i w podejściu policji, prokuratur i sądów do tego problemu. Kościół Katolicki z jakiej by nie patrzeć strony, daje powody do tego by go kontratakować oraz prawo do obrazy wzajemnej. By organizować prowokacyjne koncerty, spektakle czy tworzyć satyryczne grafiki. Jest przy tym na tyle bezczelny, że nieustannie obrażając innych, stale domaga się ścisłego szacunku wobec siebie. Tak jednak się nie da. Szacunek musi działać w obie strony. Kościół Katolicki nie szanuje nikogo i niczego. Sam więc też nie powinien szacunku oczekiwać.

 

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Wandzia - niezalogowany 2020-12-30 16:32:18

    Nie mam przyjemności rozczytywać wynurzeń tego pana spowodowanych jakąś fobią na Kościół Katolicki. To wygląda na jednostkę chorobową, do leczenia dla psychiatry lub psychologa. Dziwię się, że Temat zajmuje się publikacją tego rodzaju wypocin.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Piotr - niezalogowany 2020-12-30 21:19:41

    Ręce mi się same składają do oklasków. Piękny artykuł. Nie popieram mazania po murach kościołów, ani innych budynków, ale jak wyrazić gniew, oburzenie i protest wobec tej niesamowitej ekspansji kościoła? Sondaże nie wystarczą. Widać, że młodzież kościołowi umyka, ale jeszcze im "poddanych" wystarcza, żeby rządzić rządem. Miejmy nadzieję, że niedługo. Więcej Jędraszewskiego, Rydzyka i sami się wykończą.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • sąsiad z Boh. W-wy - niezalogowany 2021-01-17 23:24:08

    Nie przejdzie przez cenzurę, ale przypominam, że ten Pan był w seminarium duchownym, skąd go wyrzucono z uwagi na niestabilność emocjonalną.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama