Reklama

Jerzy Gasiul: Wspomnień czar

04/06/2022 06:45

Podróże kształcą, ale z przyswajaniem wiedzy bywa różnie. Jedni szybko się uczą, inni w tej kwestii są nieprzemakalni, niczym perkozy na Niezdobnej.

 

W pradawnych czasach z reguły tak bywało, że z podróży, wycieczek i wyjazdów wysyłało się znajomym i rodzinie widokówkę. Dzisiaj obyczaj ów uległ głębokiej modyfikacji. Pocztówek nikt już nie kupuje, zostały wyparte przez własnoręcznie robione słit focie. Komórę teraz ma każdy. Jeśli nie w kieszeni lub torbie, to najczęściej cały czas nosi w ręku. Nic też dziwnego, że niemalże każdy krok może być natychmiast dokumentowany. Przy tym obowiązuje następująca reguła: na pierwszym planie powinna być własna facjata, a obiekt do którego z niemałym trudem dotarliśmy gdzieś tam w tle.

Reklama

Prawda jest taka, że tego rodzaju pamiątkami z obcych landów trudno nawet zainteresować najbliższą rodzinę, a co dopiero kogoś z zewnątrz. Oprócz zdjęć, ważnym elementem są nabywane na miejscu tzw. suweniry. Mogą to być pierniki z Torunia, oscypki prosto od góralki, czy choćby wędzony węgorz z Węgorzewa. Przy ich kupnie należy być nieco ostrożnym. Bardzo często natykamy się na kiepskie podróbki. Mogą to być oscypki z kołobrzeskiej plaży lub szczecineckie obwarzanki z Krakowa.

Innego rodzaju pamiątką „z pobytu” może być coś bardziej trwałego - jakiś gadżet bardziej trwały jak choćby magnes na lodówkę. A co przyjezdni mogą wywieźć z naszej leśnej polany i jej najbliższych okolic?

Reklama

Oprócz słit foci, kubek z herbem miasta, na którym jesiotra zastąpiono śledziem, nalepkę ze spreparowanymi w komputerowym programie esami floresami mającymi symbolizować miejsce pomiędzy dwoma jeziorami i kilka jeszcze innych drobiazgów. Magnes też.

Owszem, można jeszcze posmakować tutejszych specjałów tyle, są to wyłącznie takie w wydaniu międzynarodowym. Jest ich całkiem sporo: pyszna baranina z licznych tureckich, a więc tutejszych kebabów, irish beer z irlandzkiej knajpy, włoska pizza, a nawet lody, kaczka po pekińsku – czemu nie? Wielką popularnością cieszy się MacDonald serwujący niezwykle „syte” zestawy. Byłbym przeoczył, są też ruskie pierogi. Nie tylko przysmaków z Antarktydy. Co z miejscowymi?

Reklama

Owszem, zdarza się chleb gwdowski, ale tylko podczas jarmarków, rynków i dożynek. Do przeszłości należą już wileńskie obwarzanki. Wileńskie, ponieważ właściciel piekarni pochodził właśnie z tego miasta. Tam też powstała ich oryginalna, zastrzeżona receptura. Obwarzanki były kupowane nie tylko we wtorki i piątki na targowisku, ale także wprost w okienku piekarni na podwórzu kamienicy przy ul. Kościuszki. Były takie całkiem maluśkie, rzecz jasna nanizane na papierowy sznurek oraz nieco większe, jak również takie wielkie, które można było przekroić nożem i niczym bułkę posmarować masłem. A jaki to był smak, jaki zapach...

A kto pamięta o szczecineckich krówkach? Produkowała je fabryka założona jeszcze w latach pięćdziesiątych. Za nic mając wieloletnią tradycją w produkcji znakomitych wyrobów, ani nawet ludzi tam pracujących, fabrykę sprzedano jakiemuś rekinowi. Ten, jak na żarłacza przystało, skonsumował ją w zawrotnym tempie.

Reklama

Dzisiaj po opuszczonych halach produkcyjnych ganiają szczury. Kto nie wierzy niech zajrzy na rumowisko od strony ul. Lelewela. Krówki, ale też i ciastka zwane markizami, cieszyły się powodzeniem nawet w takich dla nas egzotycznych miejscach jak Arabia Saudyjska. Fabryka, której przyszłość była zagwarantowana w okresie istnienia PRL, a dyrekcja nie musiała się martwić o tzw. rynki zbytu, potem stała się poligonem doświadczalnym domorosłych managerów. To, co teraz można kupić w sklepach sieciowych (inne praktycznie przestały istnieć) nie ma nic wspólnego z rozpływającą się w ustach wyborną szczecinecką krówką o różnych smakach.

A kto pamięta o sztandarowym wyrobie mleczarni przy ul. Pilskiej jaką była śmietana szczecinecka? Uznana była nie tylko przez miejscowych. Natknąłem się nawet na nią w Bydgoszczy, bo tam też doceniano jej smakowe walory. Nie jest przypadkiem, że po likwidacji zakładu nadal ją produkowano właśnie pod taką samą nazwą(!) w Czarnkowie. Podobnie jak „Słowianka” a także „Elmilk” (wcześniej Gryfmilk) specjalizujące się w doskonałych wyrobach, stanowiły łakomy kąsek dla speców od nieokreślonych powiązań i ciemnych interesów.

Reklama

Już Kopernik Mikołaj twierdził, że gorszy pieniądz wypiera lepszy. Po co komu na rynku konkurent, skoro można go wykupić, ludzi zwolnić, a wyposażanie zezłomować? W halach, w których całe nowoczesne wyposażenie w barbarzyński sposób wycięto palnikami, hula wiatr. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności nie zaakceptowano koncepcji, aby małymi pieniędzmi zrobić wielki biznes i miejsce to zamienić na składowisko odpadów.

Dlaczego o tym wspominam? Bo były lokalne produkty z lokalnych surowców. Takie autentyczne, bez urzędowego naginania, zadęcia i lipnej propagandy. Mogły tworzyć oryginalną, regionalną ofertę. Mogły być utożsamiane, tak jak dzisiaj toruńskie pierniki z miejscem ich produkcji.

Reklama

Nie są, ponieważ nie mieściły się w zestawie zadań, do których są zobowiązane samorządy. Nie było też żadnych programów choć wszędzie, niczym grzyby po deszczu, powstały urzędowe działy a nawet agencje od promocji, wizerunku i reklamy. Po czasie wiemy, że ich jedynym osiągnięciem, oprócz turystycznych gawęd w TV, jest kolejny wydany na kredowym papierze prospekt, breloczek lub magnes.

Morał jest z tego taki, że trzeba liczyć wyłącznie na siebie. Takim przykładem są dla nas górale z Zakopca. Oscypki i ciupagi robią chałupniczo, a więc własnymi rękoma. Mało tego, ich wyroby są cały czas dostępne i to od Bałtyku po gór szczyty. Szczecineckie obwarzanki, śmietana i krówki to już historia, zapomniano nawet o ich istnieniu. Ale przynajmniej teraz po latach jest co wspominać.

Reklama

 

Jerzy Gasiul

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    autochton - niezalogowany 2022-06-04 07:34:52

    Święta racja Panie Jerzy. Płakać się chce na samą myśl, co ci dranie zrobili z Elmilkiem, Słowianką, czy restauracją Gryf, Pomorską.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Wandzia - niezalogowany 2022-06-06 20:25:46

    Wolę jednak restauracje aktualnie działające od Gryfa i innych z dawnych czasów…

    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Olo33 - niezalogowany 2022-06-04 08:13:52

    Chlebek Gadowski we wtorki i piątki na szczecineckim targowisku można kupić. Śmietana szczecineckim miała bardzo dobra sprzedaż nawet w Warszawie. Upadek Słowianki uważam za dziwny upadek. Bo produkt finalny mieli na najwyższym poziomie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama