Reklama

"Dziki lokator" na ul. Słowiańskiej. Właściciel mieszkania szuka winnych

29/07/2015 19:33

Wybierając mieszkanie – miejsce, w którym spędzimy kilkanaście czy kilkadziesiąt lat – kierujemy się nie tylko jego lokalizacją, ale również tym, żeby było ono przyjazne, abyśmy właśnie w nim mogli odpocząć po ciężkim dniu. Niestety tego o swoim mieszkaniu nie może powiedzieć pan Bartosz (dane do wiadomości redakcji), lokator jednego z budynków przy ul. Słowiańskiej.
 Jego problemy zaczęły się jesienią, kiedy na sufitach zaczął pojawiać się grzyb. Od tego też czasu trwają przepychanki i próba ustalenia, kto powinien odpowiadać za tę sytuację – sam lokator, jego sąsiad czy może spółdzielnia.
- W październiku zgłosiłem do spółdzielni fakt, że mam problem z grzybem w mieszkaniu. Został ściągnięty kominiarz, który zauważył, że jestem podłączony do szybu wentylacyjnego sąsiada. Jednoznacznie też stwierdził, że rzeczywiście jest tu błąd w sztuce budowlanej – relacjonuje pan Bartosz. – Spółdzielnia przesłała eksperta, który orzekł, że grzyb w moim mieszkaniu jest spowodowany zbyt małą częstotliwością wietrzenia. Ja się z tym nie zgodziłem. Sprawę zgłosiłem do powiatowego inspektora nadzoru budowlanego, który potwierdził wcześniejszą opinię kominiarza, że rzeczywiście jestem w złym szybie wentylacyjnym. Zostało to zgłoszone do ubezpieczyciela, który wyparł się odpowiedzialności. Każdy umywa ręce i szuka kozła ofiarnego.
- Ubezpieczyciel stwierdził, że winę ponosi sąsiad z mieszkania nade mną, który zatkał kratkę wentylacyjną. Gdybym był w swoim szybie od samego początku, to pewnie tego problemu by nie było. W momencie, gdy przełączono mnie do właściwego szybu, tak nie pojawiły się nowe wykwity.
Nasz rozmówca twierdzi, że sam nie wykona prac związanych z usunięciem grzyba, ponieważ to nie on spowodował, że mieszkanie jest w takim właśnie stanie. Czeka, aż to spółdzielnia doprowadzi pomieszczenia do stanu używalności, który nie będzie zagrażał zdrowiu. Efekt? Nasz rozmówca, od blisko ośmiu miesięcy mieszka w lokalu, gdzie cały sufit pokryty jest grzybem. 
Czy rzeczywiście to właśnie spółdzielnia powinna pokryć koszty i zająć się niechcianym „dzikim lokatorem”? Ta jednak twierdzi, że wina leży po stronie pana Bartosza, który zawilgocił całe mieszkanie i nie wietrzył odpowiednio pomieszczeń. Na poparcie tych słów powołuje się na opinię powiatowego inspektora nadzoru budowlanego.
- Sprawa ta z imienia samego lokatora została skierowana do nadzoru budowlanego, który po przeprowadzeniu kontroli również stwierdził jednoznacznie, że to wynik złej eksploatacji tego lokalu – mówi Waldemar Kubicki, zarządca nieruchomości. - Faktem jest, że lokator powyżej zablokował temu panu wylot powietrza, ale jaka tu jest wina zarządcy? Po odkryciu tego faktu niezwłocznie został skierowany tam kominiarz, który wytyczył inny przewód kominowy dla tego lokatora i to zostało na koszt spółdzielni przerobione oraz udrożnione. Natomiast ewidentnie sugestie tego pana, że całe zagrzybienie powstało z powodu niedrożnego przewodu, są bezzasadne.
- Powołani rzeczoznawcy jednoznacznie stwierdzili, że w tym mieszkaniu zagrzybiona jest cała jego powierzchnia, co jest wynikiem ewidentnego braku dostępu świeżego powietrza do lokalu. To fachowcy rozstrzygnęli ten problem, nie sama spółdzielnia. Gdyby była jakakolwiek wina z naszej strony, to natychmiast czynilibyśmy działania, żeby zapobiec dalszym skutkom takich zagrzybień. Tu jednak nie może być mowy o naszej winie.
- Przede wszystkim ten pan powinien natychmiast usunąć tego grzyba, a on uparcie twierdzi, że to nasza wina. Kiedy byłem w tym lokalu poprosiłem, żeby kupił higrometr do mierzenia poziomu wilgotności powietrza i utrzymywał ją na poziomie chociażby tych 50 proc. Kiedy po dwóch miesiącach ponownie go odwiedziłem, po zmierzeniu ta wilgotność w wyniku braku dostępu Świerzego powietrza, wynosiła 70 proc. – dodaje zarządca. – Lokator sugerował również, że grzyb na jego suficie, to wynik rozszczelnienia dachu. To też jest niedorzeczne, ponieważ nad nim znajduje się jeszcze jedno mieszkanie i tam takiego problemu nie ma.
Wątpliwości nie ma także Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego twierdząc, że grzyb na sufitach w mieszkaniu pana Bartosza to wynik wyłącznie braku wietrzenia lokalu.  
- Rzeczywiście sąsiad mieszkający powyżej w wyniku jakichś prac zablokował przewód kominowy. Ale z tego powodu nie było czynnej jedynie wentylacji kuchni, a wykwity pojawiły się przecież w całym mieszkaniu. To zostało natychmiast naprawione, a mieszkanie przyłączone do odrębnego przewodu kominowego – mówi Dorota Rusin-Hardenbicker, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego. - Po kontroli w tym mieszkaniu możemy stwierdzić, że zmiany grzybicze i „wychodzenie” wilgoci powodował brak dostępu do powietrza i wietrzenia mieszkania. Przepisy wyraźnie mówią, że w przypadku okien z PCV konieczne jest zamontowanie nawietrzaków. Ten lokator ich nie miał. Poleciliśmy zamontować mu nawietrzaki we wszystkich oknach, aby był napływ powietrza do mieszkania, bo jego brak powoduje właśnie zawilgocenie. Teraz należałoby zastosować w tym lokalu odpowiednie środki grzybobójcze i przewietrzenie tej wilgoci, która weszła w ściany. Jednak za tę wilgoć odpowiada sam właściciel.
Kto w tym sporze rzeczywiście zawinił? Jak przyznaje powiatowy inspektor nadzoru budowlanego oceniając ten sprawę, nie było podstaw do wszczynania postępowania. Podtrzymuje on również zdanie zarządcy mówiące o tym, że grzyb w mieszkaniu pana Bartosza jest wyłącznie jego winą. Z kolei on nie zgadza się z tą opinią twierdząc, że gdyby sąsiad z góry nie zablokował przewodu wentylacyjnego, wykwity w ogóle by się nie pojawiły. Sprawa ta od kilku miesięcy tkwi w tym samym miejscu, podobnie jak grzyb na suficie pana Bartosza.


Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama