Reklama

W zasadzie za, ale i przeciw

22/04/2016 13:22

Na tych łamach często wspominam o lokalnych zwyczajach, tradycjach i obrzędach nie tylko tych ludowych. Otóż w naszym mikrokosmosie władza, radni, działacze społeczni, a także wszystkim tym, którym zależy na natychmiastowym rozgłosie, zwyczajowo urządzają tzw. briefing. To, co dawniej nazywano po prostu konferencją prasową, dzisiaj określa się „briefingiem”. Etymologii słowa na próżno szukać w naszym języku, ale że brzmi obco i na dodatek pisze się inaczej niż wymawia, dlatego jego popularność przynajmniej w ostatnim czasie niepomiernie wzrosła. 

Gwoli prawdy ta staropolska „konferencja prasowa” z prasą ma już niewiele wspólnego. W lokalnej (czytaj szczecineckiej) przyrodzie występują jedynie dwie gazety, a pozostali uczestnicy tego rodzaju zgromadzeń to, oprócz kablówek i radia, niezliczony tłum tzw. portali internetowych. Trawestując słynny utwór o tym, że każdy śpiewać może, trochę lepiej lub trochę gorzej, tak jest i w tym przypadku. Wystarczy chęć, szwagier lub żona i się jest medium. A jak ekipa powiększy się do obsługi parasola, aparatu i dyktafonu wychodzi ekipa niczym w TVP. Jakoś tylko tak jest, że nie licząc portalu z regionalnej gazety, pozostałe jak za panią matką bardzo lubią wzorować się lub określając to tak, jak jest – żerować na naszym. Może to i dobrze. Wszyscy pamiętają to z podstawówki, że ściągać (czy jak kto woli kopiować, powielać, odpisać, odwzorowywać) to tylko od prymusa, a nie od debila. 

Reklama

Wracam jednak do meritum. Ostatnio bardzo popularnym miejscem do „brifingowania” stał się ratuszowy dziedziniec. Stało się to po tym, jak na placu Wolności rozpoczęły regularną jazdę spychacze i ładowarki. Jakoś tak przed dwoma tygodniami dwóch radnych, jeden z powiatu, drugi z miasta, briefingowo wyartykułował swoje wątpliwości co planu zagospodarowania przestrzennego okolic fabryki z wielkimi kominami. Twierdzili, że oprócz ul. Pilskiej, powinna być druga droga, a to nie tylko na wypadek katastrofy związanej z brakiem przejazdu przez wiadukt. Po wybudowaniu dwupasmowej obwodnicy problem się rozwiąże, ale na „dzień dzisiejszy” jest zagrożenie. Trudno odmówić im racji. Powiedziałbym, troska bardzo chwalebna, zważywszy, że radni – określając to najdelikatniej jak tylko można – plany z reguły mają w głębokim poważaniu. 

Przykłady widzimy na każdej sesji. Zwyczajowo wnioski o wprowadzenie zmian w planach napływają od właścicieli nieruchomości. Ten chce przesunąć granicę zabudowy, tamten powiększyć działkę, inny wejść na gminną drogę albo ją przeciąć, jeszcze inny zwiększyć ilość kondygnacji, rodzaj dachu, przeznaczenia terenu – wniosków i pomysłów dziesiątki. Zwyczajowo praktycznie wszystkie są realizowane. Dlaczego? Ponieważ władza chce pokazać, że jest „blisko obywatela” i na tę okoliczność gotowa jest nawet połknąć żabę. Wszystko po to, aby się przypodobać szczególnie obywatelowi wpływowemu lub majętnemu, co jest praktycznie tożsame. 

Reklama

Znam to od kuchni, ponieważ w moim pierwszym wcieleniu zawodowym, przez kilka dziesiątków lat zdarzało mi się być narzędziem w tego rodzaju zabiegach. Proceder ten kwitnie jak kraj długi i szeroki. A owszem, są takie kraje gdzie o każdej nawet najmniejszej zmianie, wypowiada się lokalna społeczność, ale nam do tego dalej niż do wiarygodności reklam bankowych. 

Tak sobie nieprawomyślnie pomyślałem. Dlaczego tylko w tym przypadku radni tak krytycznie podchodzą do zmian? Dlaczego nikt się nawet nie zająknął w sprawie planu dotyczącego ul. Szczecińskiej (patrz ostatnia sesja RM). Teraz po jego uchwaleniu, właściciele przyległych do nieruchomości mogą tak znaczne powiększyć swoje działek, że praktycznie z tereny parkowe w tym miejscu zawężą się do szerokości nadbrzeżnej ścieżki rowerowo-spacerowej. Dlaczego w tej kwestii nikt nie protestował, nikt nie miał żadnych uwag. Ba, na dowód etyczności swego postepowania, dwóch radnych zdecydowało się na wyłączenie z głosowania. Swego czasu ci sami radni protestowali, żądając przejścia wzdłuż jeziora w Trzesiece. Nie wiem, czy dlatego, że nigdy tam takowego nie było, a może dlatego, że mieszka tam burmistrz i chciano mu zrobić wbrew? W tym przypadku anektowanie parku na rzecz właścicieli przyległych nieruchomości aprobują. I gdzie tu logika i sens? Chyba, że jeziorny brzeg wzdłuż ul. Szczecińskiej ma się upodobnić do tego z Trzesieki. W razie czego będzie o czym gadać na briefingach. 

Reklama

Jerzy Gasiul 

felieton ukazał się 14.04 w tygodniku Temat

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Szpagacik - niezalogowany 2016-05-19 12:45:26

    To mi przypomina trochę Grahama Mastertona: Mamy Wolność, każdy robi co chce, każdy gra we własną grę. W tym przypadku Masterton jest o niebo lepszy. Dokłada jeszcze porcję erotyki i porady analogiczne. 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Szpagacik - niezalogowany 2016-05-19 12:58:28

    W naszym mikrokosmosie władza, radni, działacze społeczni, a także wszystkim tym, którym zależy na natychmiastowym rozgłosie, zwyczajowo urządzają tzw. briefing czytaj: W zasadzie za, ale i przeciw No tak, tylko że przy takiej ilości Mieszkańców, jaka jest w SZCZECINKU, to działa jak płachta na byka. To jest taka licha forma niesienia barwnej informacji. Taki wyczyn subtelności i czegoś tam jeszcze... W moim odczuciu to jest dobre dla internautów (bo ja jestem internautą...) ale większej klasy biznesu to nie ziębi i nie grzeje. To jest taka gminna współpraca. Jako przykład podam Sulejów, w którym Radni Miasta wynajęli Krzykacza, który na Starówce Miasta wykrzykuje zlecone mu treści radnych. Wtedy to jest z korzyścią dla Miasta. http://www.youtube.com/watch?v=Rv_4H_e5PI0

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama