Reklama

Finał procesu przeciwko burmistrzowi Szczecinka. Wyrok zapadnie za tydzień

27/11/2019 13:40

Głośna sprawa, która toczy się w sądzie przeciwko burmistrzowi Szczecinka Danielowi Rakowi oraz jednemu z miejskich urzędników, dobiega finału. W środę (27.11) w Sądzie Rejonowym w Szczecinku sąd wysłuchał mów końcowych oskarżyciela oraz obrońców. Nie obyło się do nawiązań do ogólnopolskiej polityki, która zdaniem mec. Mirosława Wacławskiego, reprezentującego burmistrza, ma duży wpływ na to, że obecny burmistrz Szczecinka w ogóle stanął przed sądem.

Zdaniem prokuratora, nie ma żadnych wątpliwości, że obaj oskarżeni - Daniel Rak oraz Tomasz P. dopuścili się zarzucanych im czynów. Prokurator wskazał przede wszystkim na wyjaśnienia Tomasza P., który od samego początku przyznawał się do wszystkich zarzucanych mu czynów. Jak podkreślił, Daniel Rak nie przyznaje się do postawionych zarzutów, twierdząc, że nie ma nic wspólnego z czynami popełnionymi przez Tomasza P. i w żadnym wypadku mu w tych czynach nie pomagał. 

Oceniając materiał dowodowy, prokurator wniósł o uznanie obu oskarżonych za winnych. W przypadku Daniela Raka za wszystkie zarzucane czyny prokurator wnioskował o łączne wymierzenie kary w postaci roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Do tego miałaby dojść grzywna w wysokości 5 tys. zł plus koszty sprawy. Od Tomasza P. domagał się roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata oraz kary grzywny w wysokości 3 tys. zł.

Reklama

W swoim bardzo emocjonującym i trwającym blisko półtorej godziny wystąpieniu Mirosław Wacławski dowodził o niewinności Daniela Raka. Jak wskazał, “stan faktyczny jest odmienny od przedstawionego aktu oskarżenia”. 

- Z zasady jest tak, że jeśli prowadzimy postępowanie i zbieramy materiał dowodowy, to mamy do czynienia z materiałem osobowym i z materiałem w postaci dokumentów - mówił obrońca burmistrza Raka. - Dowody z dokumentów w zasadzie mają większą wagę. Dokument to jest fakt, a informacje w nim zawarte są jednoznaczne. Nie można nimi manipulować, można co najwyżej w pewien sposób zinterpretować pewne okoliczności. Materiał osobowy podlega natomiast ocenie przez wysoki sąd i świadkowie różnie zeznają. 

Reklama

Ale w tej sprawie mamy dwie wersje: wynikającą z dokumentów i wersję z zeznań świadków, które rozchodzą się. Wersja z dokumentów jest tutaj w większości wersją nierealną. Nie można się w związku z tym na niej opierać

- stwierdził obrońca. W dalszym ciągu swojej mowy mec. Wacławski zaprezentował obszerne podsumowanie sprawy na podstawie tego, co w jego ocenie mówią dokumenty. W dalszej kolejności nawiązał do zeznań świadków. Obrońca mówił m.in. o tym, że Daniel Rak nie miał obowiązku weryfikowania tego, co robił jego pracownik. - Nie możemy przecież sprawdzać każdego pracownika - podkreślał mecenas.

Reklama

Mirosław Wacławski, kończąc swoją mowę, próbował przekonać sąd, że w tej sprawie czynnik polityczny ma bardzo duże znaczenie. 

Oskarżony jest burmistrzem miasta. Wcześniej był zastępcą burmistrza. Jest z określonej opcji politycznej (Platforma Obywatelska - dop. red.). Ma przeciwne poglądy do tych, którzy rządzą. Czy to jest okoliczność, która mogłaby powodować, że jesteśmy tutaj, gdzie jesteśmy? 

- retorycznie pytał mecenas.

Każdy z prokuratorów traktował tę sprawę jak “zgniłe jajo”. Nie chciał tej sprawy prowadzić, bo ona śmierdzi. Bo jeżeli się zapoznamy z zarzutami, to z tej sprawy wyciśnięto wszystko, jak cytrynę. Tam nie ma już jak wymyślić więcej zarzutów, niż stworzono. Gdyby oskarżony, że tak zacytuję klasyka, jeszcze przejeżdżał samochodem obok pasów, na których przechodziła zakonnica w ciąży, to jeszcze może zarzucono by mu, że ją próbował przejechać…

Reklama

- mówił obrońca burmistrza Szczecinka, dodając:

W tej sprawie występuje diabelny podtekst polityczny i tylko dlatego Daniel Rak na tej ławie oskarżonych zasiada.

Sędzia parokrotnie przywoływała mecenasa do porządku i prosiła, by skoncentrował się na sprawie. Mimo to, Mirosław Wacławski kontynuował swój wywód:

W sprawach, w których ludzie bici są na ulicy, prokuratura umarza postępowania, dlatego że uznaje, iż to nie jest używanie siły, tylko manifestowanie swoich poglądów. A w tej sytuacji daje się wiarę dokumentom, które nie odzwierciedlają rzeczywistości.

Reklama

- Proszę sądu, dzisiaj wyrok sprawiedliwy to ma być wyrok taki, który odpowiada władzy! Dzisiaj trzecim filarem władzy nie jest sąd, ale prokuratura. Do drzwi wymiaru sprawiedliwości się nie puka, ale wali, żeby je wyważyć! Sala rozpraw to miejsce jedyne, gdzie możemy liczyć na sprawiedliwe wyroki, to prawdziwe enklawy sprawiedliwości. Ja wierzę, że właśnie na takiej sali się znajdujemy!

W moim odczuciu nie ma żadnych podstaw do tego, by wyrok wobec Daniela Raka był skazujący

- zakończył Mirosław Wacławski.

Reklama

Mowa końcowa obrony Tomasza P. była krótka i zwięzła. Małgorzata Syzdół także podkreśliła, że wierzy w wymiar sprawiedliwości i sprawiedliwe sądy. Wyraziła nadzieję, że wyrok, który zostanie wydany względem Tomasza P., będzie wyrokiem wydanym w oparciu o sprawiedliwy osąd i sprawiedliwe spojrzenie na rolę oskarżonego, przy wzięciu pod uwagę wszystkich okoliczności łagodzących. 

Jak wskazała Małgorzata Syzdół, Tomasz P. przyznał się do winy i konsekwentnie wyjaśniał swoją rolę w sprawie. Podkreśliła, że był pod działaniem silnych leków, presji, a także choroby psychicznej. Zaznaczyła też, że działał pod nadzorem i z polecenia swojego przełożonego, czyli Daniela Raka. Na koniec poprosiła sąd o łagodną karę. 

Reklama

Ze względu na zawiłość sprawy wyrok zapadnie za tydzień. Jego ogłoszenie nastąpi 4.12 o godz. 9.00

Przypomnijmy, że sprawa dotyczy szkoleń z języka angielskiego, zorganizowanych dla pracowników Urzędu Miasta w Szczecinku powyżej 45 roku życia. Na szkolenie ratusz pozyskał dotację z PUP, a w lekcjach wyjazdowych miało uczestniczyć 25 osób - w wieku 45 plus. Sęk w tym, że w kursie brało udział mniej osób niż wynikało to z umowy podpisanej z PUP. Mało tego, niektórzy urzędnicy nie mieli wymaganego wieku, a niektórzy w ogóle nie wiedzieli, że figurują na listach i “jeżdżą” na szkolenia. Używano także ich danych osobowych bez ich wiedzy.

Reklama

Kiedy sprawa wyszła na jaw i zainteresowali się nią radni opozycji, w ratuszu miało nastąpić zacieranie śladów mogących świadczyć o tym, że doszło do jakichkolwiek nieprawidłowości. Nienależnie pobrane z PUP pieniądze ratusz musiał oddać, a sprawą zajęła się policja i prokuratura.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2019-11-27 14:04:36

    Mecenas też jest politykiem PO, a jego funkcja pozwala mu kłamać ile wlezie, bo robi to w interesie oskarżonego. Tyle w komentarzu. Sam oskarżony od początku wiedział, że w kursie mogą uczestniczyć tylko Ci powyżej 45 roku życia, a mimo to do kursu zachęcał wszystkich, sam sprawę zwrotu pieniędzy zgłosił, ale wtedy gdy sprawa w urzędzie się rypła, gdyby tego nie zrobil, zrobiłby to PUP. Taka to niewinność

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2019-11-27 14:24:49

    To jest sprawa kryminalna a nie polityczna. Pan Burmistrz dobrze wiedział jakie to szkolenie i że nie powinno się odbyć w takiej formie. Dodatkowo czegoś jeszcze nie rozumiem, skoro dokumenty obciążają świadkowie też wspólnik też a mecenas twierdzi że to wszystko nie ważne bo to sprawa polityczna, to to jest to hipokryzja w czystej postaci.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2019-11-27 15:09:28

    ------Obrońca mówił m.in. o tym, że Daniel Rak nie miał obowiązku weryfikowania tego, co robił jego pracownik. - Nie możemy przecież sprawdzać każdego pracownika - podkreślał mecenas.------Dobra wiadomość dla pracowników UM, róbta, co chceta. a nikt nie będzie was sprawdzał.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama