No inaczej tego powiedzieć się nie da, tylko - „SIŁA ZŁEGO na JEDNEGO”. I tego to ja z palca nie wyssałem, takie są fakty, niestety zresztom. Wystarczy, że się pogada z jakimś właścicielem czterech kółek. I co usłyszymy? Ano, całkiem pokaźną listę narzekań i pretensji, jak najbardziej słusznych, bo jakże by inaczej. Weśma na ten przykład nasze drogi. Nie dość że przypominają ser szwajcarski, to na dokładkę pełno przy nich różnistych znaków drogowych, niekoniecznie z sensem stawianych. Natomiast te stawiane sensownie często trudno dostrzec wśród wszelakich plansz... O tym, iż te „dzieła sztuki” uwagę kierowcy rozpraszają, to ja już nawet nie wspomnę. A przecie, a na dodatek - jak nie radar, to stróż prawa z suszarką w dłoni jednej, a bloczkiem mandatów w drugiej, na kierującego dybie. Miejsc do parkowania mało. Piesi i rowerzyści pod koła się im pchają jakby oczu nie mieli. Strażnicy blokady na koła ich aut im zakładają i mandaty przysalają. Wszędzie ino spowalniacze, zakazy, nakazy i takie tam inne. Każdy widzi i to jasno, że zmotoryzowani ciężkie życie mają i to bezapelacyjnie.
A to wszak nie koniec! Bo gdy wykończeni jazdą, dobrną wreszcie do swego celu, zatrzymają się i opuszczą swój pojazd, to zaczyna się kolejny etap męki i udręki naszego przysłowiowego Kowalskiego zmotoryzowanego zresztom.
No bo chce ci on na ten przykład na drugą stronę jezdni przejść. Drepcze do przejścia dla pieszych i stoi tam jak słup, bo te zmotoryzowane ciołki się nie zatrzymają, nie przepuszczą, bo im się przecie spieszy. A przepis jasno mówi, że on znaczy się pieszy, pierwszeństwo ma i to bezapelacyjnie.
Weźmy, że taki z żoną i pociechą swą w wózeczku na spacer się wybierze, a tu nijak się chodnikiem przejechać nie da, bo jakiś głąb swą bryką chodnik zatarasował. A przecie przepis mówi jasno, że 1,5 metra dla naszego Kowalskiego ma być! Trawnikiem ukwieconym oko swoje by nacieszył, dziecku różnicę między stokrotką a mleczem objaśnił. Się nie da, bo po trawie ino wspomnienie, bo rozjeżdżona, a podziwiać można co najwyżej kolejnego grata na czterech kołach.
I wtedy naszemu Kowalskiemu nerwy puszczają i pohukiwać zaczyna, a i gardłować: „gdzie jest straż miejska?!”, „gdzie policja?!”, „ dlaczego mandatów tym dupkom nie łupią!”
Jednak na pomstowaniu się nie kończy, bo on z inicjatywą występuje: „tu koniecznie by trza znak zakazu postawić!”, „a tam znak ograniczenia prędkości”, „więcej spowalniaczy!” i jeszcze „skończyć definitywnie i absolutnie z tymi rajdami po uliczkach osiedlowych i chodnikach!”, „ więcej słupków wkopać!”. Ha, czyli proszę Szanownego Państwa - grodzić, zagradzać - kamulcami, barierami (koniecznie stalowymi), wszak pieszych chronić trza przed tymi bezmózgowcami!
No i wychodzi na to, że nasz Kowalski czy jeździ, czy chodzi to bez zakazu, nakazu, mandatu i nerwów, żyć nie może, niestety zresztą.
Przemyślałem to i ja. I jestem przekonany, że przecie można inaczej, a zalecam metody dwie. Pierwsza to pouczać, perswadować, czyli edukować. Objaśnię jej działanie na własnym przykładzie. Razu pewnego swym autkiem zatarasowałem wjazd i to mimo znaku zakazu. No bo mus był i trwać miał tylko chwilkę. Niestety chwilka się ciut (bo do godziny) przeciągła. Wielka ma radość była, gdy po powrocie ani policjanta ani mandatu nie było. Za wycieraczką była natomiast kartka z następującym tekstem - „naucz się dupku złamany parkować”. Oj! Zabolało i to na tyle, że już nigdy więcej wjazdu nie zastawiałem.
Druga metoda też jest prosta i spraktykowana w pewnym mieście i to dużym. By zadziałała musimy się zaopatrzyć w folię bąbelkową (a nie jest to droga rzecz). A gdy poczujemy, że z nerw zaczynamy wychodzić na skutek sytuacji jakowejś, to zamiast pokazywać faka, czy inszych w nerwy wpędzać...Pstryk – pstryk – pstryk i pstryk, pstryk... pstrykasz raz i drugi, do momentu aż ci przechodzi. A poza tym: pouczać, perswadować, czyli edukować.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze