Wprowadzone w drugiej połowie stycznia br. r. zmiany dotyczące zasad egzaminowania przyszłych kierowców od samego początku wzbudzały wiele kontrowersji. Po zaostrzeniu egzaminów w całym kraju zdecydowanie spadła liczba świeżo upieczonych kierowców. Choć kursanci muszą zmierzyć się ze znacznie trudniejszymi pytaniami teoretycznymi, przez co zdawalność egzaminu znacznie spadła, to w dalszym ciągu istnieją ośrodki, gdzie egzaminowani skutecznie udowadniają swoje umiejętności w praktyce utrzymując statystyki zdawalności na stałym, wysokim poziomie. Niestety do takich z pewnością nie możemy zaliczyć WORD-ów w Koszalinie oraz w Pile, które szczecinecczanie wybierają najczęściej.
Ogólnopolski portal gazetaprawna.pl opublikował właśnie ranking dotyczący zdawalności egzaminów na prawo jazdy w WORD-ach z całego kraju. Niestety jego wyniki nie są zbyt optymistyczne dla mieszkańców Szczecinka, którzy z egzaminem mierzą się zazwyczaj w Koszalinie lub w Pile, ponieważ oba miasta znajdują się... na szarym końcu tabeli.
Po 19 stycznia, czyli od chwili, kiedy wprowadzono zmiany w egzaminie teoretycznym na prawo jazdy, na 49 ośrodków ten w Pile zajmuje dopiero 39 miejsce ze zdawalnością na poziomie 20,9% (w 2012 roku wynosiła ona 76%) a Koszalin aż na 47 pozycji - tu zdawalność wynosi jedynie 16,6% (dla porównania rok temu było to 75,3%). Zdecydowanie gorzej przedstawia się ten ranking, kiedy przyjrzymy się zdawalności części teoretycznej egzaminu. W tym przypadku Piła znajduje się na dalekim, 46 miejscu (zdawalność 23,3%), natomiast Koszalin zajmuje ostatnią, 49 pozycję (zdawalność 20,3%). Jednak w porównaniu z rokiem ubiegłym wyniki te nie powinny szokować, ponieważ pod tym względem zbyt wiele się nie zmieniło (w 2012 r. Piła – 25%, Koszalin – 23,4%). W porównaniu do Ostrołęki, która z wynikiem 47,8% zajmuje pierwsze miejsce w rankingu, Koszalin i Piłą wypadają bardzo słabo. Z czego wynikają te różnice? Czy w tym przypadku już możemy mówić o jakiejś zmowie właścicieli sąsiadujących z naszym miastem ośrodków?
- Z tego co obserwuję, to generalnie nasz okręg, czyli Koszalin i Piła są na szarym końcu i to jest tragedia. Uważam, że ta zdawalność jest zdecydowanie za niska. Wiadomo, że my będziemy bronili siebie, a egzaminatorzy bronią siebie, mówiąc że my źle uczymy – mówi nam, pragnący zachować anonimowość, właściciel jednej ze szczecineckich szkół nauki jazdy. - Wiem, że taki egzamin nigdy nie jest do końca sprawiedliwy, ale to co się dzieje u nas jest totalnie niesprawiedliwe. Ja bym zadał pytanie „czym różni się WORD w Pile czy w Koszalinie od tego, który jest na pierwszym miejscu w rankingu?”. Czyli co? Te szkoły jazdy, których kursanci jeżdżą do Piły, uczą źle, a te, które jeżdżą do np. Ostrołęki to uczą dobrze? Przecież to jest bzdura. To nie jest tak, że to tylko wyłącznie zależy od miasta, bo to zależy przede wszystkim od nastawienia WORD-u i od nastawienia egzaminatorów, ponieważ według mnie taka rozbieżność jest zdecydowanie za duża i nad tym trzeba się zastanowić.
- Różnice wynikają przede wszystkim z polityki danego WORD-u i z podejścia do egzaminowanych. Dopóki WORD-y będą działały na takich zasadach finansowych jak dotychczas, czyli są praktycznie samofinansujące się, to nic się nie zmieni, bo to jest zwykły biznes. A jaki właściciel firmy chce, żeby jego firma źle prosperowała? Finansowanie jest tu najważniejszym czynnikiem. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze – kontynuuje nasz rozmówca. – W jednym z miast w tamtejszym WORD-zie była zdawalnośc na poziomie Koszalina czy Piły. I w którymś momencie wszyscy instruktorzy solidarnie zrobili bunt, zawzięli się i przestali jeździć do tego WORD-u i zaczęli jeździć do dalej położonej miejscowości. Po pół roku pustek w tym ośrodku, nagle stał się on jednym z lepszych w kraju, co też o czymś świadczy. Czy to znaczy, że tamci instruktorzy zaczęli lepiej uczyć? Nie. Po prostu nie mając chętnych zaczęli łagodniej podchodzić do egzaminowanych, żeby już ludzie im nie uciekali, a tym samym, żeby zarabiali.
Jak twierdzi nasz rozmówca, nie bez znaczenia pozostaje fakt, że zarówno Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Pile jak i w Koszalinie zajmują podobne, niemalże sąsiednie miejsca w ogólnopolskim rankingu. Czy faktycznie oddalone od siebie o niemal 200 km miejscowości nie mają ze sobą nic wspólnego?
- W rankingach różnica pomiędzy Koszalinem a Piłą jest praktycznie na granicy błędu. I to powinno dać nam do myślenia. W Szczecinku nie mamy trzeciego wyjścia, możemy zdawać właśnie w Koszalinie lub w Pile, ale jaka to jest alternatywa dla moich kursantów, jeżeli w obu jest taka sama zdawalność? Żadna. Czy nie można powiedzieć, że jest to pewnego rodzaju zmowa? Oni nie konkurują ze sobą, bo przecież jeden z dyrektorów mógłby odpuścić, podchodzić łagodniej do egzaminowanych i tym samym „przejąć” cały Szczecinek, ale z jakiegoś powodu tego nie robią. Dla mnie jest to jednoznaczne, że może tu być jakaś zmowa.
Podobnego zdania jest inny właściciel szczecineckiej szkoły nauki jazdy, który również chce pozostać anonimowy.
- Przecież to nie jest tak, że w innych rejonach kraju wszyscy kursanci są niezwykle utalentowani i dlatego tylu ich zdaje, a u nas nikt nie może nauczyć się prowadzić pojazdu. A różnice w zdawalności są przecież bardzo duże i z czegoś muszą one wynikać. Ale na pewno nie z tego, że w naszym regionie nikt nie umie jeździć. Czy jest jakaś zmowa? Oficjalnie pewnie nigdy się tego nie dowiemy... (mg)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Tylko proszę wziąć pod uwagę to, że nie każdy jest dobrym kierowcą. Dlatego, gdyby wszyscy zdawali i nikogo nie oblewali, to nie wiem, czy poprawiłoby to bezpieczeństwo na drodze. Poza tym, sformułowanie : gdyby nie chciał, to by nie zauważył - przecież na egzaminie można popełniać błędy, nawet całkiem sporo, to wcale nie skutkuje przerwaniem egzaminu. Dopiero dwukrotny błąd oznacza oblanie. Dlatego znowu odniosę się do swojego przykładu: też popełniłam błędy na egzaminie, egzaminator je zauważył, ale dzięki temu, że nie zrobiłam błędnie tej samej rzeczy dwa razy, zdałam. Pozdrawiam
Przecież nikt nie jeździ idealnie! Nie chce widzieć błędu to nie zauważy.
Panie Marku, może i gdybym zdała za 7 czy 9 razem, to faktycznie zmieniłabym zdanie. Ale wolę się nie kierować zasadą, co by było gdyby. Mam znajomą, która zdała za 7 razem i po wielu rozmowach z Nią, stwierdziła, że tylko raz, znana egzaminatorka w WORD-zie oblała ją na drobnostce. Za pozostałe niezdane egzaminy obwinia jedynie siebie. I też myślę, że często nie są to jakieś duże braki umiejętności, a jedynie stres, brak skupienia i niepewność (czasem także braki w przygotowaniu). Dodatkowo jeszcze te wszystkie opinie ludzi, którzy czekając na egzamin komentują i opowiadają o egzaminatorach naprawdę czasem bardzo przesadzone opinie. Mimo, że mój egzaminator nie był super sympatycznym człowiekiem i oprócz poleceń, zadał sobie wiele trudu, aby komentować mój sposób jazdy i to, że ustępuję pierwszeństwa za często, że mogłabym jechać szybciej itp., to jednak byłam na tyle skupiona, że udało mi się zdać, bo chciałam to mieć już za sobą. Dlatego uważam, że nie zawsze to w egzaminatorze należy szukać winnego swojej porażki. To jest moja opinia i oczywiście każdy ma prawo mieć swoją. Pozdrawiam!
Ktoś musi zdać.Ilu jest takich co zdaje za 1 razem ? Gdybyś zdała za 7 razem albo 9 zmieniłabyś zdanie. Egzaminatorzy jeszcze bardziej stresują swoim podejściem. Na wstępie pyta mi się czy mam problem. Zgadzam się całkowicie z artykułem.
W artykule i Pani wypowiedzi jest trochę prawdy, ale nie mogę zgodzić się w pełni, że to jedynie wina egzaminatorów. Sama zdawałam w Pile, dwukrotnie. Wiem, że za pierwszym razem nie zdałam tylko ze swojej winy i tego, że nie byłam pewna podchodząc do egzaminu. Po tym, jak oblałam, instruktorka stwierdziła jedynie, że te skrzyżowania zawsze były moją słabą stroną i tego się spodziewała. Cóż, mogła mi tylko wcześniej o tym powiedzieć. Zniechęcona do tej szkoły (często chwalonej), ale dla mnie traktującej ludzi właśnie tak jak Pani to określiła "na ilość", wybrałam za drugim razem mniejszą szkołę nauki jazdy, gdzie instruktor wszystko wyjaśnił mi w sposób, który wpłynął na pozytywny wynik egzaminu. Nie ukrywam, że mój egzaminator też nie należał do najbardziej sympatycznych ludzi, jakich spotkałam, ale nie sądzę, żeby to miało decydujące znaczenie. Starałam się kontrolować stres i opanować nerwy, mimo, że jazda trwała ponad godzinę. Reasumując, z obecnej perspektywy mogę o WORD-zie w Pile powiedzieć: Nie taki diabeł straszny, jak go malują. Pozdrawiam
WORD w Pile rządzi się swoimi prawami, oni lecą na ilość, im wcale nie zależy żeby ludzie zdawali. Jak zawsze chodzi o kasę , im więcej kursantów tym lepiej. Egzaminatorzy są chamscy i bezczelni, uwalają na bele pierdole, tak długo jeździsz i powtarzasz wszystkie zadania aż cie uwali,a ludzie nie chodzą i nie skarzą się bo boja się że już nigdy nie zdadzą. to jest cała prawda o egzaminach na prawko, po to były zmiany żeby WORDy zarabiały a nie żeby byli lepsi kierowcy !!!!!!!
Tylko proszę wziąć pod uwagę to, że nie każdy jest dobrym kierowcą. Dlatego, gdyby wszyscy zdawali i nikogo nie oblewali, to nie wiem, czy poprawiłoby to bezpieczeństwo na drodze. Poza tym, sformułowanie : gdyby nie chciał, to by nie zauważył - przecież na egzaminie można popełniać błędy, nawet całkiem sporo, to wcale nie skutkuje przerwaniem egzaminu. Dopiero dwukrotny błąd oznacza oblanie. Dlatego znowu odniosę się do swojego przykładu: też popełniłam błędy na egzaminie, egzaminator je zauważył, ale dzięki temu, że nie zrobiłam błędnie tej samej rzeczy dwa razy, zdałam. Pozdrawiam
Przecież nikt nie jeździ idealnie! Nie chce widzieć błędu to nie zauważy.
Panie Marku, może i gdybym zdała za 7 czy 9 razem, to faktycznie zmieniłabym zdanie. Ale wolę się nie kierować zasadą, co by było gdyby. Mam znajomą, która zdała za 7 razem i po wielu rozmowach z Nią, stwierdziła, że tylko raz, znana egzaminatorka w WORD-zie oblała ją na drobnostce. Za pozostałe niezdane egzaminy obwinia jedynie siebie. I też myślę, że często nie są to jakieś duże braki umiejętności, a jedynie stres, brak skupienia i niepewność (czasem także braki w przygotowaniu). Dodatkowo jeszcze te wszystkie opinie ludzi, którzy czekając na egzamin komentują i opowiadają o egzaminatorach naprawdę czasem bardzo przesadzone opinie. Mimo, że mój egzaminator nie był super sympatycznym człowiekiem i oprócz poleceń, zadał sobie wiele trudu, aby komentować mój sposób jazdy i to, że ustępuję pierwszeństwa za często, że mogłabym jechać szybciej itp., to jednak byłam na tyle skupiona, że udało mi się zdać, bo chciałam to mieć już za sobą. Dlatego uważam, że nie zawsze to w egzaminatorze należy szukać winnego swojej porażki. To jest moja opinia i oczywiście każdy ma prawo mieć swoją. Pozdrawiam!