Reklama

Wiceburmistrz Szczecinka o niszczeniu dokumentów: "Ja pier...!"

11/06/2018 13:09

Jaki będzie finał sprawy dotyczącej głośnych już szkoleń z języka angielskiego, zorganizowanych w 2015 roku w Urzędzie Miasta w Szczecinku? We wtorek (6.06) w Sądzie Rejonowym w Szczecinku ruszył proces, w którym oskarżone są trzy osoby: inspektor zatrudniony w urzędzie, jego bratowa oraz zastępca burmistrza. Podczas pierwszej rozprawy na ławie oskarżonych zasiedli: zastępca burmistrza Daniel Rak oraz jeden z inspektorów pracujących w ratuszu, Tomasz P. Prowadząca firmę szkoleniową, Anna P., która jednocześnie jest bratową oskarżonego w sprawie urzędnika, ze względu na swój stan zdrowia nie pojawiła się w sądzie. Lista zarzutów, jakie wobec oskarżonych odczytał prokurator, była bardzo długa.

Tomasz P. od razu przyznał się do winy. Natomiast Daniel Rak, który w tym roku z poparciem Platformy Obywatelskiej zamierza wystartować w wyborach samorządowych na stanowisko burmistrza, nie przyznał się do żadnego ze stawianych mu zarzutów. 

O co chodzi?

Przypomnijmy. W 2015 roku Urząd Miasta w Szczecinku zorganizował kurs języka angielskiego dla pracowników urzędu powyżej 45 roku życia. Na szkolenie ratusz pozyskał dotację z PUP. W lekcjach wyjazdowych miało uczestniczyć 25 osób - 45 plus. Sęk w tym, że w kursie brało udział mniej osób niż wynikało to z umowy podpisanej z PUP. Mało tego: niektórzy urzędnicy w ogóle nie wiedzieli, że figurują na listach i "jeżdżą" na szkolenia. Używano także ich danych osobowych bez ich wiedzy. Kiedy sprawa wyszła na jaw i zainteresowali się nią radni opozycji, w ratuszu zaczęto zacierać ślady mogące świadczyć o tym, że doszło do jakichś nieprawidłowości. Nienależnie pobrane z PUP pieniądze ratusz musiał oddać. Sprawa trafiła też do prokuratury. Przesłuchano blisko 60 osób.

Reklama

Fałszerstwa, zacieranie śladów, działania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej

Po blisko trzech latach można było usłyszeć, za co konkretnie odpowiadają oskarżone w tej sprawie osoby. Pracownikowi Urzędu Miasta prokuratura zarzuciła m.in. to, że przekroczył swoje uprawnienia jeśli chodzi o monitorowanie i rozliczanie projektu polegającego na przeprowadzeniu dotowanego przez PUP kursu. Według prokuratora, urzędnik nie zatroszczył się też o to, by dokonać najkorzystniejszej oferty firmy szkoleniowej. Do tego dopuścił się podrobienia dokumentów i podpisów innych urzędników. W dodatku urzędnik przekroczył swoje uprawnienia jeśli chodzi o przetwarzanie danych osobowych pracowników urzędu. Na koniec zniszczył dokumenty, które mogły być dowodami w sprawie. Zastępca burmistrza Daniel Rak także usłyszał szereg zarzutów. Wśród nich m.in. to, że przekroczył swoje uprawnienia i nie dopełnił nałożonych na niego obowiązków urzędniczych. W celu pozyskania dotacji z PUP, doprowadził do niekorzystnego dysponowania mieniem przez Urząd Pracy. Wiedząc, że nie mogą być spełnione warunki zawieranej umowy dotyczącej szkolenia (sam brał udział w szkoleniu, nie mając ukończonych 45 lat), działał na szkodę PUP. Wobec zastępcy burmistrza padły też zarzuty działania niezgodnie z interesem miasta, jak również działania w celu osiągnięcia korzyści osobistej i majątkowej.

"Szkoda tych pieniędzy..."

Podczas wtorkowej rozprawy jako pierwszy z oskarżonych mógł się wypowiedzieć urzędnik, Tomasz P. Inspektor od razu przyznał się do wszystkich postawionych zarzutów. – Bardzo żałuję i jestem w stanie ponieść wszystkie konsekwencje – podkreślił. Korzystając z prawa złożenia wyjaśnień, Tomasz P. postanowił raz jeszcze przedstawić swoją wersję zdarzeń. - Wszystkie moje działania rozpoczęły się od rozmowy z Danielem Rakiem – mówił oskarżony. – Przyszedł i zapytał, czy nie ma jakichś środków na dofinansowanie kursów języka angielskiego, tak, by były jak najmniejsze koszty. Wydawało się wówczas, że dobrym źródłem są dotacje z PUP. Była taka możliwość, ale warunkiem, jaki trzeba było spełnić, było to, by kursanci mieli ukończone 45 lat. Poinformowałem pana zastępcę burmistrza o możliwości przeprowadzenia takiego szkolenia. Po analizie środków, które były dostępne, doszliśmy do wniosku, że mogłoby wziąć udział w kursie 25 osób. Zapytałem wtedy Daniela Raka, czy znajdą się tacy urzędnicy, i usłyszałem, że tak. Urząd przygotował wniosek i złożył dokument do PUP. Dotacja została przyznana. – Myśleliśmy, że uda nam się znaleźć te 25 osób – mówił dalej Tomasz P. Ale zainteresowanych było tylko 7 pracowników po 45 roku życia. Poinformowałem o tym Daniela Raka, a ten stwierdził, że szkoda tych pieniędzy. Wydał polecenie, aby w kursie wzięły osoby, które nie mają skończone 45 lat. Takie działania podjąłem.

Reklama

Ratując urząd od skandalu...

Jak się dowiedzieliśmy, języka angielskiego grupa nie 25, ale około 20 osób, uczyła się w nadmorskich klimatach. Ratuszowi urzędnicy wyjeżdżali na weekendy m.in. do Unieścia, Kołobrzegu, czy do Niechorza. – To był okres wakacyjny i trzeba było walczyć o miejsca – wyjaśniał Tomasz P. – Poprosiłem moją bratową, która ma firmę szkoleniową o pomoc. Z wyjaśnień pracownika urzędu wynikało, iż od początku założono, że na tego typu kurs nie zostanie rozpisany przetarg. Po krótkim rozeznaniu rynku przez zorientowaną w sytuacji Annę P., która wiedziała także jaką kwotą na kurs dysponuje ratusz w Szczecinku ostatecznie zadecydowano, że to właśnie jej firma poprowadzi kurs języka angielskiego dla szczecineckich urzędników. – Kursy odbywały się regularnie, każdy zjazd w innym miejscu. To nie było tak, że na wszystkich zajęciach był komplet. O tym wszystkim w pewnym momencie dowiedzieli się radni opozycji. Zaczęła się nagonka na uczestników kursu. Sprawa trafiła do prokuratury, a radni zaczęli dopytywać o dokumenty dotyczące szkoleń. Zainteresowała ich zwłaszcza zbieżność nazwisk pomiędzy mną a moją bratową... Tak jak miało być, po zakończeniu szkoleń, przekazałem faktury do PUP. W międzyczasie dowiedziałem się, że będzie prowadzona w tej sprawie kontrola. Wiedziałem, że od początku szkolenia były prowadzone niezgodnie z umową. Brały w nich udział osoby, które nie miały ukończonych 45 lat. Na liście figurowali też urzędnicy, którzy nigdy nigdzie nie wyjechali. Starając się ratować urząd od skandalu, podjąłem działania... Urzędnik zniszczył oryginały dokumentów, które potwierdzały, że w szkoleniach nie brały udziału osoby znajdujące się na liście. - Nie było to mądre posunięcie. Działo się to, kiedy Daniel Rak wrócił z wyjazdu – zaznaczył Tomasz P.

... i ratując się z bagna

Z odczytanego protokołu sporządzonego podczas wcześniejszych zeznań urzędnika, można się było dowiedzieć, że reakcja zastępcy burmistrza na wieść o tym, że jego pracownik zniszczył urzędowe dokumenty, była jednoznaczna. – "Ja pier...!" – miał powiedzieć Daniel Rak, usłyszawszy o tym, co się wydarzyło. Aby "wyjść z tego bagna", postanowiono, że sfałszowana lista kursantów, która trafiła już do PUP zostanie wycofana. – Daniel Rak kazał mi sporządzić pismo, że ta lista dotyczyła innego szkolenia – mówił Tomasz P. – Kazał też przygotować prawdziwą z osobami, które rzeczywiście uczestniczyły w szkoleniu dofinansowanym z PUP. Dostałem też polecenia zniszczenia dokumentów: certyfikatów, umów nieprawdziwych, tzn. tych, które dotyczyły osób, które nie uczestniczyły w szkoleniach. Moja bratowa nie wiedziała o tym, że wystawiła fikcyjne certyfikaty. Tak się też stało. PUP poprosił o zwrot nienależnie pobranej dotacji, która została wypłacona na osoby 45 plus.

Reklama

"To tylko pobożne życzenia"

Daniel Rak w przeciwieństwie do Tomasza P. odmówił składania wyjaśnień. Co więcej, o ile urzędnik ratusza przyznał się w pełni do postawionych mu zarzutów, tak zastępca burmistrza – nie. Jak ujawnił nam przedstawiciel Daniela Raka, mec. Mirosław Wacławski, zastępca burmistrza niesłusznie znalazł się na ławie oskarżonych. Całej sytuacji, jego zdaniem, jest za to winien pracownik Urzędu Miasta, który w obawie przed utratą pracy, zaczął fałszować i niszczyć dokumenty. - Postawione Danielowi Rakowi zarzuty to kompletna bzdura – ocenił Mirosław Wacławski. – Można się o tym przekonać, wsłuchując się dokładnie w to, co powiedział przed chwilą Tomasz P. Jego wyjaśnienia zaprzeczają zarzutom stawianym Danielowi Rakowi. To tylko pobożne życzenia prokuratury. Winą zastępcy burmistrza jest to, że kiedy się o wszystkim dowiedział, nie zwolnił urzędnika i nie zgłosił całej sprawy do prokuratury. Dzisiaj ponosi tego konsekwencje. Ale każdy może to interpretować tak, jak chce. Wtorkowa rozprawa, rzecz jasna, nie przyniosła jeszcze rozstrzygnięcia. Kolejne posiedzenia sądu, podczas których m.in. przesłuchanych ma zostać kilkadziesiąt świadków, zaplanowano na czerwiec oraz na całe wakacje.

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2018-06-11 14:15:36

    Masakra! Całe PO, aż ciśnie się na usta pytanie kiedy konwój wstydu?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2018-06-11 14:29:36

    Cela + w Szczecinku.Serdecznie witamy:-)!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2018-06-11 14:30:13

    Pracownik zrobił to co do niego należało. Dostał polecenie i starał się je wykonać jak najlepiej. W pewnym momencie spanikował. Ok, jego błąd. Ale jego szef chyba o wszystkim wiedział, bo jak mówił urzędnik za każdym razem o wszystkim informował tego "wyżej". Hmmm.... Jak dla mnie sprawa jest prosta.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama