Powraca sprawa kary, jaką miała zapłacić Szczecinecka Lokalna Organizacja Turystyczna za zerwanie umowy, dotyczącej budowy pomostu „Centrum” koło I Liceum Ogólnokształcącego. Tym razem wydaje się, że to już finał. Ostatnia decyzja Sądu Okręgowego w Koszalinie wydana została na… korzyść SzLOT-u. Czy to oznacza, że zajęte przez komornika pieniądze stowarzyszenia w wysokości około 160 tys. zł na rzecz „Alpinuru” zostaną SzLOT-owi zwrócone?
Przypomnijmy. Początek tzw. „afery pomostowej” sięga 2009 roku. Prace przy budowie pomostu „Centrum” rozpoczęły się latem, ale stanęły jesienią. Wykonawca inwestycji, gryfińska firma Alpinur wycofała się z realizacji zadania i zeszła z placu budowy. Przyczyną takiego obrotu wypadków były wątpliwości co do wykonania projektu, a ściślej - ilość, parametry i certyfikacja rur użytych podczas budowy pomostu. Dodatkowego smaczku w konflikcie pomiędzy wykonawcą prac a SzLOT-em dodawał fakt, że inwestycja została zrealizowana z funduszy unijnych w ramach Projektu „Civitas Plus Renaissance”.
Mimo że strony zawarły ugodę, w ubiegłym roku Sąd Okręgowy w Koszalinie nakazał szczecineckiemu stowarzyszeniu zapłatę na rzecz gryfińskiej firmy kwoty około 160 tys. zł. Wówczas prezes SzLOT, Piotr Misztak powiedział: - Z mojej strony zostały spełnione wszystkie warunki. Zapłaciliśmy taką kwotę, jakiej żądała od nas gryfińska firma. Dlatego tym bardziej nie rozumiem tej sytuacji, całkowicie nas to zaskoczyło.
SzLOT odwołał się od tej decyzji. Odwołanie okazało się efektywne.
- Roszczenia pomiędzy SzLOT-em a „Alpinurem” otrzymałem w spadku – tłumaczy podczas rozmowy z „Tematem” Piotr Misztak, prezes Szczecineckiej Lokalnej Organizacji Turystycznej. – Aby móc normalnie wykonywać swoje zadania przed kolejnym sezonem letnim, a także żeby nie zniechęcać turystów do przyjazdu do Szczecinka i skorzystania z oferty SzLOT-u, wraz z zarządem i komisją rewizyjną chcieliśmy jakoś ten problem rozwiązać. Aby uniknąć trwających wiele lat spraw procesowych, chcieliśmy się porozumieć. Razem z przedstawicielami firmy usiedliśmy przy stole i wynegocjowaliśmy kwotę, która miała usatysfakcjonować obie strony. W moim odczuciu wykonawca otrzymał więcej, niż wynosiła wartość wykonanej przez niego pracy. Była to suma 399 tys. zł. Ta kwota miała zakończyć cały konflikt. Miała też zapewnić to, że obie strony nie będą już wnosić wobec siebie żadnych roszczeń. Pamiętam, rozstaliśmy się w bardzo dobrej atmosferze.
- W ubiegłym roku, w połowie letniego sezonu nagle z konta SzLOT-u zniknęło ok. 160 tys. zł. Tę sumę zabezpieczył komornik, ponieważ firma „Alpinur” zażądała dodatkowej zapłaty kar umownych. Dla nas to był duży problem. Poza tym, poczułem się oszukany. Postanowiliśmy się odwołać – wyjaśnia Piotr Misztak, po czym dodaje: - Rozprawa, która odbyła się 20 lutego tego roku w Koszalinie, była bardzo trudna. Ostatecznie, dzięki naszemu pełnomocnikowi, którym był pan Antonii Kozioł, udało nam się przekonać sąd, że „Alpinur” nie ma racji. Zgodnie z podpisaną z firmą umową, jeśli przez 14 dni wykonawca nie będzie realizował prac, SzLOT będzie mógł od tej umowy odstąpić. I tak się stało. Dlatego nie można mówić o jakichkolwiek karach umownych, tym bardziej, że wcześniej zawarto także ugodę.
- 25 lutego o 11.00 w Sądzie Okręgowym w Koszalinie odbyła się ostatnia rozprawa. Sąd odrzucił roszczenia „Alpinuru”. W moim odczuciu wygrała sprawiedliwość. Okazało się bowiem, że racja była po naszej stronie. A co z zajętymi przez komornika pieniędzmi SzLOT-u? Poczekamy aż wyrok się uprawomocni i wtedy całą sumę na pewno odzyskamy – zapewnia prezes. (sz)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze