Tak już się przyjęło, że przy okazji różnych świąt czy spotkań rodzinnych życzymy sobie wzajemnie zdrowia i jak najdłuższego życia. Paradoksalnie, niewiele osób, marząc o doczekaniu późnej starości, zastanawia się, jak to jest być babcią albo dziadkiem. Rozmawiamy o tym, i nie tylko, ze szczecineckimi seniorami z domu dziennego pobytu "Złota Jesień"
Tak już się przyjęło, że przy okazji różnych świąt czy spotkań rodzinnych życzymy sobie wzajemnie zdrowia i jak najdłuższego życia. Paradoksalnie, niewiele osób, marząc o doczekaniu późnej starości, zastanawia się, jak to jest być babcią albo dziadkiem. Dzień 21 stycznia, w którym świętujemy Dzień Babci i Dziadka, to doskonała okazja, by zastanowić się nad ważkimi nie tylko z punktu widzenia seniora, kwestiami. Z jakimi problemami borykają się współcześni seniorzy? Czy ich wolny czas całkowicie wypełnia pomoc przy wnukach? Jak babcie oraz dziadkowie wspominają lata, w których sami byli wnuczętami? I wreszcie: jakie życzenia najbardziej chcieliby usłyszeć w dniu swojego święta?
Cienie i blaski
Wiek sędziwy przeważnie nie wywołuje najlepszych skojarzeń. Statystyki pokazują, że zaledwie cztery procent Polaków nie obawia się przysłowiowych „stu lat”. To zrozumiałe. Nikt przecież nie chce przeżywać pojawiających się z upływem czasu różnorodnych, niełatwych niedomagań. Przed czym odczuwa się największy strach? Choroby, zniedołężnienie, otępienie albo utrata pamięci. Ważna jest także kwestia utraty samodzielności prowadzącej do stania się ciężarem dla innych. Potem przychodzi myśl o problemach finansowych i godnej emeryturze. Samotność, cierpienie oraz niepewność przyszłości – kult młodości sprawia, iż wspomniane obawy stają się dla większości starszych osób samospełniającą się przepowiednią. Łatwo uwierzyć, że starość to brak celu, brak radości i bycie kulą u nogi. Znacznie trudniej zdać sobie sprawę, że może być zupełnie inaczej.
Nasi rozmówcy: Maria, Władysława, Wanda, Halina, Kazimiera, Teresa i Adolf - to podopieczni Fundacji „Przystań”. Fundacja ta od lat prowadzi Dom Dziennego Pobytu „Złota Jesień”. Wszyscy rozmówcy mogą się pochwalić pokaźną liczbą wnucząt, a nawet i prawnucząt. Każdy jest przykładem tego, że pogoda ducha i poczucie wewnętrznej młodości, połączone z zaangażowaniem w opiekę nad wnukami, pozwalają zapomnieć o troskach oraz o problemach, by móc czerpać radość z przemijających dni.
Wnuk to największa duma
Moment, w którym zostaje się babcią lub dziadkiem, zawsze jest wyjątkowy. Takich chwil się po prostu nie zapomina. – Ja byłam akurat w pracy, kiedy urodziła się wnuczka – wspomina pani Halina. – Zięć zadzwonił i powiedział: Mamo, zostałaś babcią. Pamiętam to, jakby było dzisiaj, choć od tamtego dnia minęło już 26 lat. Wnuk, który urodził się kilka lat później ma już 18 lat. - Ja jestem babcią i prababcią – zaznacza pani Maria. - Mam już jednego prawnuczka i z tego bardzo się cieszę. – Ja miałam 34 lata, kiedy dowiedziałam się, że będę babcią – dodaje nasza kolejna rozmówczyni. - Kiedy z wózkiem szłam ulicą, byłam bardzo dumna. Wszyscy myśleli, że to nie wnuczek, ale moje dziecko. Bardzo się tym szczyciłam. – Ja jestem chyba najstarszym dziadkiem – podkreśla pan Adolf. – Moja najstarsza wnuczka ma już 38 lat, a prawnuk – 16. Inny wnuk w ubiegłym roku w Poznaniu obronił pracę magisterską, a wnuczka w tym roku, również w Poznaniu, będzie kończyła studia. Jestem z nich bardzo dumny. - Jestem szczęśliwa – dodaje pani Halina. – Między mną a dziećmi jest dobra współpraca. Mamy ze sobą kontakt i spotykamy się z wnukami regularnie. Jakby tak dalej było, to można by żyć nawet ze sto lat.
Babcia wczoraj i dziś
Dziś zwłaszcza młodym ludziom trudno jest sobie uświadomić, że ich babcie i dziadkowie przed wieloma lat sami byli wnukami. Nasi rozmówcy przekonują, że obecnie słowa „babcia” oraz „dziadek” oznaczają zupełnie coś innego niż kiedyś. Dawniej babcie i dziadkowie inaczej wyglądali, mieli inne zajęcia i co najważniejsze – ich opieka nad wnuczętami najczęściej też była zupełnie inna.
- Dziś mam 88 lat, ale swoją babcię pamiętam bardzo dobrze – podkreśla pan Adolf. – Moja babcia miała 16 dzieci. Wszyscy mieszkali później razem na podzielonej ziemi, niemal cała wieś nosiła jedno nazwisko. Rodziny nie były takie, jak dzisiaj. Były bardziej liczne i żyło się w nich zupełnie inaczej. Nawet moja mama miała siedmioro dzieci. - Pamiętam twarz mojej babci – dodaje pan Adolf. – Była owinięta w chustkę. Pod nią jasne włosy zaplecione w warkocz i zawinięte z tyłu głowy. Dawniej babcie i dziadkowie mieli gorzej jak dziś, ale za to żyli dłużej.
- Moja babcia też miała warkoczyk – zaznacza pani Halina. – Babcia tkała na krośnie, przebierała nici i przędła na kołowrotku. Pamiętam, że na śniadanie zawsze podawała zacierki na mleku. Jak ktoś chciał coś słodkiego, to robiła z cukru karmelki i krówki. Albo piekła ciasteczka. - Ja jedną z potraw mojej babci też pamiętam – wtrąca pan Adolf. – To szynka domowej roboty. Kiedyś żadnych lodówek nie było. Chude mięso soliło się porządnie, a później wynosiło się je na strych. Tam przez wiele dni wisiało i schło. Było może trochę twarde, ale naprawdę było pyszne.
Czy dziś opieka nad wnukami wygląda podobnie do tej sprzed lat? Zdaniem naszych rozmówców, niezależnie od czasów, jeśli trzeba, babcie zawsze były są i będą gotowe do tego, aby zająć się swoimi wnukami. – Mnie wychowała moja babcia – wyjawia pani Halina. – Mama bardzo chorowała. To babcia wszystkiego mnie nauczyła. To dobrze, kiedy babcie pomagają w wychowaniu swoich wnucząt. Ja na przykład swoim córkom pomagałam. Jak wnuczka była mała, odbierałam ją ze żłobka i z przedszkola. Podobnie było z wnuczkiem. Kiedy miał 3 lata, przeszłam już na emeryturę i mogłam się nim zająć do momentu, w którym zaczął chodzić do szkoły. Chociaż nawet wtedy się nim zajmowałam. Jego rodzice byli w pracy, a ktoś musiał go do szkoły zaprowadzić i odebrać. Jestem z moich wnuków bardzo dumna. To moje dwa słoneczka: i jedno, i drugie. Kiedy się pracuje, to nie ma się dla dzieci aż tyle czasu. Jak się jest babcią, to ma się więcej czasu. Jak wnuki są małe, można się z nimi pobawić. A ze starszymi? Kiedy już podrosną, to zawsze można z nimi przecież porozmawiać.
Zdrowia i jeszcze raz zdrowia
Co naszym rozmówcom daje fakt, że mogą o sobie mówić „babcia” lub „dziadek”? Bez wątpliwości, to pewnego rodzaju nobilitacja, ale też sposób na samorealizację. Dodatkową możliwością ich indywidualnego rozwoju i zagospodarowania nieubłaganie upływających dni, jest również oferta zajęć „Złotej Jesieni”. Jak przyznają, gdyby nie wspólne spotkania, warsztaty, projekty - nie umieliby poradzić sobie z szarą codziennością: z wolnym czasem i przede wszystkim z samotnością.
- Jak się żyje? Będąc tutaj, jesteśmy bardzo szczęśliwi – odpowiadają wspólnie nasi rozmówcy. - Tutaj organizujemy imieniny, urodziny, a trzeba dodać, że wszystko jest zawsze zorganizowane bardzo uroczyście. Jesteśmy bardzo otwarci i lubimy aktywnie spędzać czas. Malujemy, śpiewamy, ćwiczymy, mamy możliwość skorzystania z warsztatów komputerowych. I po prostu – spotykamy się ze sobą. Bez tego nie potrafimy już żyć. To nasz drugi dom.
- Czego można nam życzyć? W naszym wieku to przede wszystkim zdrowia. Tylko zdrowia. Żebyśmy mieli jak najdłużej tyle sił, by móc tutaj przychodzić.
- Marzenia? Dobrze by było, gdyby opieka zdrowotna się poprawiła i by już nie trzeba było do lekarza czekać w tak długich kolejkach. No i żeby państwo i nasze władze o nas lepiej dbały. Zamiast Karty Seniora lepiej by było, gdyby nam dali wyższe emerytury. (sz)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze