wywiad ukazał się 2 lutego 2012 w tygodniku Temat
Niepubliczna Placówka Oświatowo-Wychowawcza Academia Nautica została utworzona przy SzLOT w 2008 roku. Od tego czasu mijają właśnie trzy lata. O tym, jak funkcjonuje placówka, o jej sukcesach i rzeczach, które wciąż wymagają jeszcze poprawy, opowiada prezes SzLOT Piotr Misztak.
Academia Nautica, jak również SzLOT ze znanych wszystkim powodów są na cenzurowanym. Jak się pracuje, kiedy każdy patrzy wam na ręce?
- Jeśli chodzi o mnie, nie słucham i nie czytam negatywnych komentarzy. Po prostu, robię swoje. Nie chcę, żeby hamowały mnie czyjeś złośliwe słowa. Ludzie, z którymi pracuję, wiedzą, że podczas przygotowań do danej imprezy zwracam uwagę na najmniejsze szczegóły. To jest dla mnie najważniejsze. Z drugiej strony, na wszystko mam odpowiednie papiery, dokumenty. Nie boję się kontroli, bo nie mam nic do ukrycia. Mój poprzednik dawał powody do tego, by być wobec niego nieufnym, przez co wielu ludzi się ze sobą spierało. A ja chcę ze wszystkimi współpracować.
Wobec tego, jakimi pieniędzmi w minionym roku dysponowała Academia Nautica i na co zostały one przeznaczone?
- Academia Nautica powstała w ramach przekształceń POSWiT-u. Razem ze SzLOT-em ma wspierać szeroko rozumiane sporty wodne. Przede wszystkim jednak jako placówka szkolno-wychowawcza ma dbać o dzieciaki. W 2011 r. była finansowana ze środków starostwa w wysokości 338 tys. zł. To są pieniądze celowe, na realizację naszych zadań statutowych. Z każdej złotówki musimy się potem rozliczyć. Do tego dochodzi dofinansowanie ze SzLOT-u w wysokości nieco ponad 61 tys. zł. SzLOT ma możliwość zarabiania, dzięki temu może przekazać określoną sumę Academii. Z tych wszystkich pieniędzy finansowane są wynagrodzenia dla instruktorów, różne wydatki bieżące, utrzymanie obiektu, ale też wyjazdy na zawody, wycieczki biwaki, czyli wszystko to, w czym uczestniczą dzieci.
Wystarcza na wszystko?
- Powiem tak. Cieszymy się, że w tym roku dotacja ze starostwa będzie wyższa (ok. 370 tys. zł - dop. autora). Nie zmieniała się ona od początku istnienia Academii, a wszystkie koszty bieżące, energia czy utrzymanie budynku szły w górę. Miniony rok pokazał, że organizując poszczególne zajęcia, zawiesiliśmy poprzeczkę bardzo wysoko. Nie moglibyśmy utrzymać tego poziomu, mając do dyspozycji kwoty z 2008 roku.
To był udany rok?
- Bez wątpienia. Wydarzeń, w których brały udział dzieci z Academii, było mnóstwo. Z przykładowych można by wymienić wyjazd do oceanarium w Trójmieście czy do Multikina w Poznaniu. Udało się nam pozyskać partnerów, dzięki którym nasze dzieci mają możliwość brania udziału w darmowych zajęciach na basenie; dwa razy w miesiącu mogą też za darmo chodzić do kina. Przez cały czas trwały zajęcia, różne gry, zabawy, ogniska, rajdy rowerowe, turnieje piłki siatkowej... W czasie wakacji również. Nasza przystań była cały czas otwarta. Możemy się też pochwalić licznymi sukcesami: nasi wychowankowie zdobywają czołowe miejsca na zawodach weakboardingowych. Kuba Konefał zajął 9 miejsce na Mistrzostwach Europy. Odbyliśmy również rekordowa liczbę szkoleń na sternika motorowodnego. Odbył się chrzest wodniacki, w którym brała udział cała brać żeglarska. Tak jak powiedziałem, poprzeczka jest wysoko. To dla nas duże wyzwanie, by utrzymać, a nawet podnieść poziom w tym roku i w latach następnych.
Ile osób bierze udział w zajęciach organizowanych przez Academię?
- Najtrudniejszym czasem dla nas jest okres od późnej jesieni do wczesnej wiosny. Mimo to, liczba osób, które biorą udział w zajęciach w tym czasie, wzrasta. W porównaniu do roku 2010 zwiększyła się o 47 proc. Latem uczestników zajęć jest znacznie więcej. W 2010 r. było ich 95. W ubiegłym roku liczba ta również była wyższa: w letnich zajęciach w 2011 r. uczestniczyło 141 osób. Obecnie mamy złożonych ok. 80 deklaracji.
W czasach poprzedniego prezesa SzLOT-u problemem były tzw. martwe dusze. Mówiąc inaczej, liczba zadeklarowanych uczestników zajęć nie pokrywała się z tym, ile rzeczywiście dzieci brało udział w zajęciach.
- Tak, to był duży problem. Mogę jednak zagwarantować, i myślę, że wszyscy instruktorzy również, że teraz jest inaczej. Rozpoczęliśmy współpracę z rodzicami dzieci, które uczęszczają do nas na zajęcia. Zapraszamy ich tutaj, jesteśmy z nimi w stałym kontakcie. Z drugiej strony, to nie są zajęcia obowiązkowe. Jak to wśród dzieci, zdarzają się różne zdarzenia losowe, choroby, czasem komuś się po prostu nie chce przyjść... Zawsze jest jednak tak, że spora grupa ok. 40 osób mimo wszystko uczestniczy w zajęciach. Latem, wiadomo, jest ona znacznie większa. Nagrodą za udział w zajęciach są wyjazdy. Tak było podczas tych ferii. Dzieci, które miały najwyższą frekwencję, a przy tym najlepsze wyniki w zajęciach, pojechały w góry do Sierocka pod Zakopanem. Oczywiście, brane były pod uwagę również czynniki społeczne. Co mogę powiedzieć, wyjazd był bardzo udany. Niektóre dzieci po raz pierwszy były w górach i to w dodatku zimą. Jeden z chłopców, który świetnie jeździ na desce i kocha to robić, po przyjeździe na miejsce usiadł i patrzył na góry. Był pod wrażeniem tego, jak tam jest pięknie. Wcale nie chciał zjeżdżać. Uczestnicy wyjazdu nauczyli się wielu ciekawych rzeczy. Z tego, co widziałem, dzieci bawiły się świetnie. Wszyscy wrócili cali i zdrowi. Już myślimy o kolejnym wyjeździe, który być może będzie miał miejsce w marcu.
Obok Academii funkcjonuje Żeglarski Międzyszkolny Klub Sportowy "Orlę". Jak wyglądają relacje pomiędzy tymi dwoma, bardzo podobnymi organizacjami?
- Mówiąc krótko, współpracujemy, żyjemy w symbiozie. Klub korzysta nieodpłatnie z przystani. Nie widzieliśmy potrzeby, by to zmieniać. Działamy na zasadzie zazębiania kompetencji. Jeśli chodzi o udział w zawodach, to nasze dzieci startują pod szyldem Academii i Klubu "Orlę". Z reguły też dzieci, które należą do klubu są również podopiecznymi Academii. I tak powinno być. Aby nie powielać pewnych zadań, wspieramy się. Jednak klub ma swoje oddzielne fundusze, odrębnie stara się też o dotacje na swoje imprezy. Niedawno w klubie zmienił się zarząd. Obecny prezes prowadzi teraz bardzo intensywną kampanię marketingową. Pomagamy klubowi jak tylko możemy: począwszy od ubezpieczeń, przez wyjazdy, łódki... Podczas Regat o Memoriał Henryka Falkowskiego, członkowie Academii i klubu razem reprezentowali nasz powiat. Tylu żagli, ile wówczas pojawiło się na naszym jeziorze, nie było już dawno. Uważam to za sukces - także klubu i ludzi, którzy go tworzą. Nie jest to duży klub, ale jego członkami są prawdziwi pasjonaci i trzeba ich szanować.
A SAPiK? Nieraz mogłoby się wydawać, że Academia Nautica powiela ofertę zajęć organizowanych przez agencję.
- SAPiK i SzLOT mają całkiem inne zadania. SAPiK realizuje zadania związane z kulturą, my - z turystyką czy sportami wodnymi. Dlatego zajęcia, które znajdują się w naszej ofercie, są ściśle związane z wodą. Np. basen - nie trzeba nikomu tłumaczyć, że każdy, kto korzysta z wyciągu nart wodnych czy wsiada do łódki, musi świetnie pływać. Albo zajęcia z akrobatyki - kiedy zimą nie mamy możliwości trenować na wodzie, ćwiczymy "na sucho" na hali. Przez to dzieci są odpowiednio przygotowane do nadchodzącego sezonu. Wyjazd zimą na narty - podobnie. SAPiK nie mógłby organizować tego typu zajęć.
Co w minionym roku było niewątpliwym sukcesem Academii?
- Rosnąca frekwencja i brak pustych deklaracji. Udało się nam również zbudować kadrę, składającą się z wykwalifikowanych osób, które chcą pracować z dziećmi. Kolejny sukces wiąże się z tym, że udało nam się nawiązać kontakt z rodzicami. I że tak wiele rozmaitych zajęć odbywa się wciąż nieodpłatnie. To nie jest SAPiK, gdzie wszystko jest ładne i pachnące. Mimo to, przychodzi do nas coraz więcej dzieci. To sukces także instruktorów i wszystkich, którzy z nami współpracują - to oni tworzą przyjazny klimat.
A co wciąż wymaga dopracowania, poprawy?
- Brakuje nam sprzętu żeglarskiego. Nasze dzieciaki, mówię "nasze", bo tak czuję, przegrywają na zawodach tylko dlatego, że ich sprzęt nie jest taki, jak konkurencji. Co ważne - nie przegrywają umiejętnościami. Przydałyby się z dwie łódki, które byłyby wykorzystywane tylko do startów. Poza tym niezbędne jest poprawienie warunków bytowych Academii. Mam na myśli przebudowę budynku. Czekamy na dużą inwestycję. Starostwo szuka różnych rozwiązań, środków zewnętrznych. Nie uciekniemy od jeziora, nie odwrócimy się od niego plecami: aby każdy miał tu swoje miejsce i czuł się tu dobrze, potrzebny jest gruntowny remont naszych pomieszczeń. Staramy się też, aby w zajęciach Academii brało udział więcej dzieci z całego powiatu, a nie tylko ze Szczecinka. Wstępną współpracę z nami zadeklarowała już Grzmiąca i Biały Bór. Cały czas szukamy rozwiązań, które pozwoliłyby dzieciom z powiatu uczestniczyć w zajęciach. Problemem jest transport. Dlatego staramy się o specjalny grant. Sami też próbujemy pozyskać na ten cel środki. Jeśli nam się uda, to zapewniam, że pod tym względem będzie lepiej.
(sz)
foto: SzLOT
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze