Pomidor jaki jest, wiemy chyba wszyscy. Pierwsze, co przychodzi nam do głowy, to „czerwony” i „okrągły”. Ale jeśli będąc na targowisku rozejrzymy się dookoła, zauważymy że pomidor wcale taki skromny nie jest i lubi przybierać różne kształty, zmieniać kolory, występować w skórce cienkiej i delikatnej, lub grubej i czasami kostropatej. Są pomidory malinowe – faliste i blado-różowe; są pomidorki czereśniowe – malutkie i niezwykle słodkie; można też znaleźć „bawole serca” – duże, mięsiste, o nerkowatym kształcie; są też pomidory podłużne, o romantycznej nazwie „Giulietta”. Ostatnio dostałam też na naszym targowisku pomidory żółte i wcale nie były niedojrzałe – taki ich urok. A jeśli pozwolimy im jeszcze dłużej wygrzewać się na słonecznym parapecie – mogą być słodsze niż ich czerwoni pobratymcy. Miłośnicy pomidorów zapewne polubią je wszystkie, ale i zauważą, jak różne każdy z gatunków może mieć zastosowanie w kuchni.
„Malinowe” są przepyszne jako dodatek do kanapek – gruby plaster na razowym chlebie suto okraszonym masłem i solą to jedna z lepszych letnich przekąsek. Czereśniowe nadają się do sałatek, gdyż nie mają zbyt dużo miąższu, dzięki czemu nie rozpadają się i sałatki wyglądają schludnie. W „bawole serca” ma się po prostu ochotę wgryźć i pozwolić sokom spłynąć wzdłuż podbródka i aż po łokcie. Są tak smaczne, że wybaczy im się plamy na koszulce. Z kolei „Giulietty” wspaniale nadają się do gotowania. Otrzymamy z nich gęste, wyraziste w smaku przeciery o cudnej karmazynowej czerwieni. Sprawdzą się też w szybkich sosach do makaronu – nie posiadają zbyt wiele „luźnego” miąższu, przeważa tzw. masa sucha, dzięki czemu nie trzeba dusić pomidorów w nieskończoność, aby pozbyć się nadmiaru wody. Pestek też nie mają zbyt wielu – nic nam nie będzie więc w zębach trzeszczeć.
„Giulietty” wspaniale nadają się również do pieczenia. Odpowiednio doprawione solą, cukrem i octem balsamicznym i wstawione do słabo nagrzanego piekarnika na ok. 2 godziny zmienią się w pyszne, podsuszone pomidory o smaku słodko – kwaśnym. Można jeszcze dodać nieco chilli, żeby było pikantniej, i ziół, np. oregano i bazylię, żeby na chwilę przenieść nasze kubki smakowe do Włoch. Pieczone pomidory można zajadać w kanapkach, podać jako dodatek do dania głównego, zwłaszcza pieczonych ryb lub jeść jako przekąskę w towarzystwie koziego twarożku lub oprószone świeżo startym Parmezanem.
Słodko – kwaśne pieczone pomidory Giuletta
(4 porcje jako dodatek do głównego dania)
6 pomidorów „Giulietta”
ok. 1 łyżeczki soli gruboziarnistej
ok. 1/2 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu
ok. 1/4 łyżeczki rozkruszonej, suszonej papryczki chilli
1 łyżeczka suszonego oregano
1 łyżka brązowego cukru
1 łyżka octu balsamicznego
3 łyżki oliwy z oliwek
garść świeżych liści bazylii
Piekarnik nagrzewamy do 140°C. Pomidory przekrawamy wzdłuż na pół i przekładamy do naczynia żaroodpornego układając je przekrojoną częścią do góry. Oprószamy pomidory solą, pieprzem, papryczką chilli, cukrem i oregano. Na końcu skrapiamy octem balsamicznym i oliwą z oliwek. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy ok. 2 godziny. Bazylię siekamy na bardzo drobno, aż uzyskamy coś na rodzaj pasty. Po wyjęciu pomidorów z piekarnika, nakładamy bazylię łyżeczką lub nożem na wierzch i delikatnie rozsmarowujemy po powierzchni tak, aby jak największa część pomidora „wchłonęła” aromat ziół. Jeśli podajemy na ciepło, odczekajmy ok 10 minut, aż soki w pomidorach nieco się „uspokoją” i zgęstnieją.
Marta Karcz
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze