Co roku wyczekujemy ich z niecierpliwością, są bowiem oznaką wiosny. A jeśli wiosna – to przede wszystkim słońce, ciepło, zieleń dookoła. A po wiośnie lato. Dlatego tak je lubimy – nowalijki. Na rynku królują już od ponad miesiąca i cieszą oko barwami i miniaturowym wzrostem, a podniebienie łagodnym smakiem i soczystością. Młode marchewki, małe rzodkiewki, cieniutkie pory. Te pierwsze zazwyczaj nie trafiają na talerz, lecz są chrupane od razu – czasami nawet bez płukania. Rzodkiewki? Przeważnie lądują wraz ze szczypiorem w twarożku z kwaśną śmietaną, doprawione suto solą i pieprzem. A pory wrzucamy do wiosenno-letnich zup jarzynowych, np. kalafiorowej. I słusznie. Ale można też nieco inaczej. Można nowalijki uczynić czymś więcej, aniżeli tylko szybką przekąską lub dodatkiem wzbogacającym smak innych potraw. Można z nich upichcić potrawę w sposób, który pozwoli maksymalnie wydobyć ich słodycz i skoncentrować ich naturalny smak. Upieczmy je. Pieczenie warzyw sprawia, że tracą wodę. Ta z kolei w połączeniu z tłuszczem (roślinnym lub zwierzęcym lub mieszanką), który dodajemy do warzyw, ulega karmelizacji – stąd niezwykła słodycz i wyrazisty smak. Tak przygotowane warzywa stanowią wspaniały posiłek sam w sobie – wystarczy dodać kawałki słonej fety lub gorgonzoli i mamy pyszną sałatkę, która w towarzystwie opieczonych kawałków bagietki stanowi lekką kolację. Pieczone nowalijki wspaniale pasują też do wszelkiego rodzaju przygotowanego na grillu mięsiwa lub pieczonych ryb, np. piersi z kurczaka, polędwicy wołowej, łososia, dorsza. A jeżeli upieczecie znacznie więcej, niż Wam potrzeba do jednego posiłku – na drugi dzień wykorzystajcie warzywa do zupy. Wystarczy zagotować bulion (warzywny lub na mięsie), wrzucić pieczone nowalijki, zagotować i zmiksować na krem. Dodajcie jeszcze pełną łyżkę kwaśnej śmietany na porcję – i kolejny posiłek z głowy.
Marta Karcz
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze