Jak powszechnie wiadomo, nic, co ludzkie, nie powinno nam być obce. A że człowiek jakiś czas temu to i owo postanowił udomowić, to i nic, co powiedzmy np. psie, obce też być nie powinno. Zwłaszcza, że na to, co psie, od kilku już dni wpadamy (i to dosłownie) na każdym kroku. I jak co roku po roztopach trawniki i chodniki w naszym mieście stanowią nie lada wyzwanie dla amatorów spacerowania. Sam temat może i mało wdzięczny, ale po odwilży niezwykle aktualny.
Ja rozumiem, że pies kuwetą gardzi i najlepiej mu się pewne sprawy „załatwia” pod przysłowiową chmurką. Nie rozumiem za to właścicieli, którzy uparcie założyli, że inni cenią sobie widok tego, czym piesek był karmiony. Co prawda los zwierząt nie jest mi obojętny i cieszę się, że ludzie o nie dbają, ale w tym przypadku wolę im wierzyć na słowo, niż potykać się o dowody. I nawet jestem w stanie zrozumieć, że babranie się w, za przeproszeniem, kupie do najprzyjemniejszych sposobów spędzania wolnego czasu raczej nie należy, nawet jeśli szczelnie kończynę sobie reklamówką owiniemy, ale z drugiej strony - co mnie to obchodzi? Bo jak chyba każdy wie, podobnie jak człowiek, pies jest tak sprytnie skonstruowany, że jak coś zje, to i tą „dwójeczkę” musi czasami odbębnić, bo innych modeli matka Natura jeszcze nie wyprodukowała. No niestety. A skoro wiemy i mimo to bierzemy zwierza do chałupy, to wypadałoby odpowiedzialność za swoje decyzje ponosić (i podnosić także).
Co bardziej zbuntowani właściciele czworonogów jakoś siebie w roli trawnikowego sprzątacza nie potrafią wyobrazić, ale ja za to potrafię sobie wyobrazić ich reakcję, gdyby jakiś pan Józio czy pani Zosia im pod oknem w wiadomym celu na trawniku kucnęła. A przecież psia kupa bardziej szlachetna od tej ludzkiej zdecydowanie nie jest, więc i pieskowi takiemu w tym temacie większe przywileje też się nie należą. Argument o braku woreczków i odpowiednich koszy na odpady „organiczne” też jakoś specjalnie mnie nie przekonuje.
Bo niby dlaczego to miasto miałoby na swój koszt (i trochę też na mój) właścicielom psów jednorazowe woreczki fundować? No przecież to nie miasto psa komuś do chałupy wcisnęło, tylko sami sobie żeście wzięli i o posiadaniu zwierza postanowili. A śmietniki? A śmietniki to bardzo słaba wymówka, bo ten nieszczęsny woreczek można i do zwykłego wyrzucać - i nie ma co mandatem za wyrzucanie się wykręcać, bo za nieposprzątanie po zwierzu też przecież kara grozi, a jakoś na takim delikwencie specjalnego wrażenia to nie robi.
A jak ktoś przypadkiem przed taką przeszkodą nie zdąży wyhamować, to teoretycznie nic się nie stanie, bo ubabranego buta można przecież zwyczajnie o kępkę czystej trawy wytrzeć. Teoretycznie, bo niestety teraz to raczej ciężko taką znaleźć.
Ciekawi mnie tylko, czy ci wszyscy wyzwoleni właściciele czworonogów, którzy uparcie przekonują, że to przecież „tylko kupa” nie mieliby nic przeciwko, gdyby takie „tylko kupy” po całej chałupie mieli porozlokowywane. A na znak solidarności ze swoimi pupilami to niech jeszcze przez tydzień spłuczki w swoim prywatnym królestwie przestaną używać. No przecież co to za różnica, skoro to „tylko...”.
A mi to się tak marzy, żeby którejś pięknej wiosny, faktycznie było wiosną czuć, a nie przerobionym Pedigree czy innym Chappi.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze