Reklama

Magdalena Szkudlarek - Szarkowska: Dla kogo to "prawko"?

07/02/2013 11:43

O egzaminach na prawo jazdy powstało już chyba tyle legendarnych opowieści, ile dowcipów o blondynkach. O ich prawdziwości na własnej skórze przekona się tylko ten, kto podejmie to nie lada wyzwanie. Wydawać by się mogło, że żadnej wydumanej filozofii w tym wszystkim nie ma. Wystarczy przyswoić podstawowe zasady ruchu drogowego, opanować technikę prowadzenia pojazdu i już. „Prawko” samo powinno wskoczyć do kieszeni. Powinno. Z jakiegoś powodu w większości przypadków tak się jednak nie dzieje.
Najechał na linię, potrącił słupek, nie włączył świateł, ruszył lusterkiem, wymusił, przekroczył prędkość, ślimaczył się, oderwał rękę, pomylił nogę, prawą, lewą, rękę, nogę... Rany Julek! Jak można być takim tłumokiem, żeby nie zdać takiego prostego egzaminu? Zasada jest prosta: samochód to nie zabawka i na drogę mogą wyjechać tylko najlepiej przygotowani. I proszę sobie nie myśleć: kiedy starszy pan w marynarce przypominającej o epoce Barei tłumaczy, że te cztery milimetry, o które na linii zahaczyło auto, zwiastują rychłą katastrofę drogową, to widocznie ma rację. A Ty nie dyskutuj, tylko się weź, porządnie przygotuj, zapłać symboliczną stówkę, i za trzy tygodnie (jak dobrze pójdzie), spróbuj jeszcze raz. No! A jak nie zdasz, to się widocznie do tego nie nadajesz.
Jeszcze nie tak dawno koszmarem, który spędzał sen z powiek niemal każdemu pretendującemu do dumnego miana „kierowcy”, była tzw. koperta. Ciekawe, ile osób poddało się walkowerem, kiedy uzbrojony w centymetr „Hiper-Egzaminator” sprawdzał odległości kół auta od wyrysowanej na placu linii? Teraz kopertę zastąpił łuk. Niewtajemniczonym wyjaśnię, że przyszły kierowca musi przejechać namalowany zgodnie z wytycznymi rozporządzenia odcinek krzywej - do przodu i do tyłu. Proste? Gdyby nikt nie miał z tym problemu, szkoły jazdy nie wymyślałyby przeróżnych patentów, które mają ułatwić to zadanie. Przykładowo, istnieje metoda polegającą na liczeniu słupków czy obrotów kierownicy; oprócz tego w poprawnym przejechaniu łuku pomaga również - lewe lusterko egzaminatora i prawa wycieraczka. Nie żartuję.
Czy to działa? Na niewymiarowo wyrysowanych łukach w Koszalinie, których nikt z niewiadomych przyczyn nie chce namalować od nowa - nie. W praktyce ta umiejętność też wydaje się raczej zbędna. Bo czy istnieje choć jedna normalna osoba, która wjeżdżając do garażu lub na parking, robi wspomniany łuk o parametrach z rozporządzenia? Zwłaszcza gdy z kompaktowego renaulta czy peugeota przesiada się do nieco dłuższego „kombiaka” lub nieco większego - transportera?
O absurdach, które czkają na zdających podczas dalszej części egzaminu praktycznego, można by chyba napisać książkę. Jedziesz pewnie i chcesz sprawnie przejechać skrzyżowanie - jesteś pirat i wymuszasz. Chcesz poczekać, ponieważ wcześniej wymusiłeś - nie masz jaj. Zdarza Ci się na szczecineckim rondzie najechać na linię? Pomyśl, że właśnie oblałbyś egzamin. Ktoś się spieszy i na Ciebie zatrąbi - oblałeś. Nie zaparkowałeś pod kątem 90 stopni - oblałeś. Przepuściłeś starszą panią na pasach - oblałeś. Przekroczyłeś dopuszczalną prędkość o jeden kilometr, zapomniałeś o kierunkowskazie, o światłach - zapomnij też o „prawku”... Gdyby za wszystkie te przewinienia odbierać kierowcom dokumenty uprawniające do jazdy, ponieważ - tak jak osoby zdające - stwarzają zagrożenie, komunikacja miejska przeżywałaby właśnie renesans!
Nie ma się co oszukiwać, przyszli kierowcy z naszego regionu lekko nie mają. Z najnowszego rankingu ośrodków egzaminowania wynika, że nawet w Warszawie łatwiej jest zdobyć „prawko” niż w Pile czy w Koszalinie. Lepiej niestety nie będzie. Po groteskowej rewolucji egzaminu teoretycznego, która miała sprawić, że prawo jazdy otrzymają tylko najlepiej przygotowani, dokument ten jest już niczym pożądany, ale nieosiągalny Święty Graal, pozostający w sferze marzeń błędnych rycerzy.
W systemie oświaty jest, ponoć, taka zasada, że jeżeli w z jednej klasy do następnej zdaje najwyżej 10 procent uczniów, to należy sprawdzić, czy przypadkiem coś złego nie dzieje się ze zdrowiem psychicznym nauczyciela. W przypadku nowych egzaminów na prawo jazdy, w których zdawalność utrzymuje się obecnie na poziomie 5 procent, próbuje się wszystkim wmówić, że to wina źle przygotowanych kursantów, a nie autorów nowego systemu. I podobno nie chodzi o to, aby ktoś na kimś zarobił, ale żeby było bezpieczniej.
Jeśli tak, proponuję poddać wszystkich, posiadających odpowiednie uprawnienia kierowców nowemu egzaminowi teoretycznemu (z założenia każdy kierujący jest przecież właścicielem dokumentu, który potwierdza znajomość przepisów ruchu drogowego). Ciekawe, ile osób zdałoby taki egzamin? Czy kierowcy, widząc, że w dostatecznym stopniu nie znają obowiązujących przepisów, oddaliby swoje „prawko”? I czy po takiej weryfikacji fotoradary nadal miałyby rację bytu?

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama