Reklama

Magdalena Szkudlarek - Szarkowska: Czytasz? Wstydź się!

25/04/2013 12:33

Podobno są modne. Prawdopodobnie pomagają się wyróżnić. Rzekomo nawet ułatwiają znalezienie partnera. Tak mówią. Oczywiście, to bzdura. Książki wcale nie są takie wyjątkowe i niezastąpione. Po co komu książka, kiedy można obejrzeć „Klan”, „załupać” w „Battlefield” albo po prostu poszperać w „necie”? Czytanie, zamiast rozwijać i pomagać w zdobywaniu wiedzy o świecie, naraża na zbędne koszty chociażby w salonie okulistycznym. Poza tym, książki wcale nie sprawiają, że człowiek staje się bardziej kulturalny. W dodatku są monotonne, niewygodne i nudne. Co tu dużo mówić, książki to zło konieczne. Koniec i bomba, a kto czyta, ten trąba. 

Dlaczego? Czytelnicy są nieżyciowi i mało przedsiębiorczy. Czas to pieniądz, a taka książka, no cóż, mówiąc oględnie, doby nie wydłuża. Łatwiej nauczyć się czegoś, ściągając notatki lub opracowania z Chomika, zamiast tracić cenny czas na napisany dziwacznym językiem podręcznik lub sięgając po Witkacego, Manna, Ingardena czy Tatarkiewicza. Zrobiło się zbyt poważnie, wiem. Nawet jak dla maturzystów albo dla studentów tak popularnych skądinąd studiów humanistycznych.

Reklama

Rzecz jasna nie dla wszystkich. Zdarzają się takie dziwadła, które jednak coś tam - oprócz opowieści Kalicińskiej i Grocholi lub ostatnio bezkonkurencyjnych G.R.R. Martina czy E.L. James – przeczytali. Tylko czy to jest powód do dumy? 

Nie wiem. Raczej wstyd. 

Niech ktoś wśród znajomych spróbuje się przyznać, że przeczytał trzy tomy „Nad Niemnem”. Albo cztery „Chłopów”. Albo Czechowa. Albo Hauptmanna, albo że zna utwory Obertyńskiej czy Przybosia. Już łatwiej powiedzieć, że właśnie napisało się wiersz, a jeszcze lepiej powieść. Lub przynajmniej bloga. Na tym to chociaż można zarobić. 

Reklama

Wszystko można zrozumieć. Kiedyś czas biegł zupełnie innym tempem niż dzisiaj. Nauka to również zupełnie inna historia, a po pracy i całym dniu pełnym przeróżnych obowiązków książka jest jak niepojęta abstrakcja. W dodatku książek jest teraz tak dużo... Każdy może coś napisać. Inaczej: dziś nie wypada niczego nie napisać. Jak więc wśród tak ogromnego wyboru wybrać tę jedną, dobrą? I tanią? Nie oszukujmy się, książki nie dość, że odciągają od zarobkowej pracy, sporo kosztują. Wybierając się do księgarni, trzeba się liczyć z wydatkiem kilkudziesięciu złotych. To w czasach ogólnoświatowego kryzysu zbytek i prawdziwe marnowanie pieniędzy.

I po co tyle o książkach? Właśnie minął Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. Święto w latach 20 ubiegłego wieku zapoczątkowali Katalończycy, którzy 23 kwietnia obchodzili huczne uroczystości ku czci swojego patrona, św. Jerzego. Zgodnie z tradycją, tego dnia mężczyźni obdarowywali kobiety czerwonymi różami, symbolizującymi krew pokonanego, mitycznego smoka. Kobiety w dowód wdzięczności ofiarowywały mężczyznom książki. 

Reklama

Przygotowania do wielkiego Sant Jordi, o czym miałam szczęście się przekonać, rozpoczęły się w Katalonii już wiele dni temu. Sądząc po ilości turystów i zaangażowanych w te przygotowania osób, święto tańca i muzyki z książkami w tle spokojnie może być uznane za jedno z ważniejszych wydarzeń kulturalnych Zachodniej Europy. 

W Szczecinku też obchodziliśmy Dzień Książki. Choć słowo – obchodziliśmy – to chyba zbyt dużo powiedziane. Świętowały głównie przedszkola i szkoły podstawowe. Atrakcji związanych z promowaniem czytelnictwa wśród dorosłych czytelników - zabrakło. Nie było to zaskakujące, przynajmniej dla mnie. Rzeczone pominięcie czy też przeoczenie szeroko zakrojonej kampanii na rzecz czytelnictwa tylko potwierdza, że książki należy zepchnąć co najwyżej do sfery infantylno-zabawowej, utrzymującej choć na chwilę maluchy w złudnym przekonaniu, iż czytanie do czegoś im się w życiu przyda.

Reklama

Czy do wzrostu zainteresowania książkami przyczyni się długo wyczekiwana cyfryzacja szczecineckiej biblioteki? Czy statystyki poprawią się dzięki nowym, magnetycznym kartom bibliotecznym? Nie sądzę. Zamiłowanie do czytania rzeczywiście można zaszczepić w dzieciństwie. Ale bez praktycznych przykładów, potwierdzających, że coś z tych książek jednak da się wynieść, nie ma co liczyć na lepsze wyniki matur, wyższy poziom szczecineckich szkół i wybiegając nieco dalej – na myślących wyborców, mądrzejszych polityków czy nawet na szybkie wyjście z dokuczającego wszystkim kryzysu.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama