Reklama

Maciej Gaca: Zima i szperacze

31/01/2013 11:23

Tak to już jest, że jak jednym radość, to drugim smutek. A wszystko za sprawą zimy. Radochę to mają te, co lubią białe szaleństwo. Bo to i narty, i sanki, i łyżwy, i lepienie bałwana, i kulik, i wojna na śnieżki, że o mroźnym zdrowym powietrzu to ja już nawet nie wspomnę.
A takie właściciele aut garażujących pod chmurką? Oni przez zimę i szperaczy smutne są. Bo żeby jechać muszą pojazd swój łodśnierzyć, a i szyby z zamrozu oczyścić, co by dobrą widoczność mieć. Ze śniegiem sprawa prosta, miotełką parę ruchów odskuteczniasz i gotowe.
Ale z szybami jest problem. Skrobiesz lód skrobaczkom od zewnątrz i od środka, skrobiesz i skrobiesz, wreszcie wsiadasz, parę metrów ujedziesz, a że zamróz na szyby wchodzi, widoczność ci utrudniając, to stajesz i znowu skrobiesz. Na szczęście jesteś Polakiem. On, jak wiadomo - potrafi, i robi tak: silnik uruchamia, ciepłe powietrze na szybę kieruje i zanim miotełką śnieg z pojazdu usunie, to dla skrobaczki już niewiele do roboty na szybach zostaje i można bezpiecznie bo z widocznością dobrą jechać.
Otóż nie, bo łokazuje się, że nie można, a to za sprawą szperaczy, którzy się doszperali przepisu zabraniającego uruchamiania silnika przy odśnieżaniu pojazdu i to pod groźbą całkiem sporego mandatu. Szperać musieli długo, bo doszperali się do czasów, gdy na parkingach królowały skarpety - czyli auto syrena, oraz auto cwaj cylinder, czyli trabant. Odpalenie ich silników, zwłaszcza zimą, skutkowało tym, że nie tylko parking, ale pół osiedla tonęło w smrodliwych spalinach. To i nie dziwota, że zakaz wymyślony został. Po tamtych pojazdach zostało ino mgliste wspomnienie. A że dzisiejsze auta nie dymią, to można by dać se spokój z tym przepisem i mandatami, wszak chodzi o to, co by szyby czyste były. Tak twierdzą kierowcy te, co skrobią. Póki co, to szperaczy jest na wierzchu, wiadomo przepis to je przepis i dyskutować nie ma co, a zwłaszcza z jego egzekutorami.
A na tym nie koniec, bo ino patrzeć jak kierowcy znowu zaczną lamentować, zwłaszcza młodzi, choć nie tylko. Bo szperacze doszperali się do naklejek z zielonym liściem klonowym na białym tle. Były one wiele lat temu umieszczane na przedniej i tylnej szybie przez świeżo upieczonych kierowców. Dzięki temu weterani szos wiedzieli, że ten z liściem zielonym kierowcą jest i o jeździe autem blade pojęcie ma. A jakie miał mieć? Pamiętam jak było.
Kilka godzin nauki jazdy rozklekotanym maluchem, egzamin na ulicach naszego miasta o godzinie dziewiętnastej, podczas którego jedynym wyprzedzanym przeze mnie pojazdem był rower. A po pół roku pierwsza jazda po ulicach naszego miasta i się udało - przeżyłem. Pierwsza wyprawa do Koszalina też się udała, też przeżyłem. Umiejętności miałem spore, bo już po przejechaniu trzydziestu kilometrów na pustej szosie, udało mi się wrzucić czwarty bieg. Gdy wróciłem, to na jednej nodze kopnąłem się do sklepu i zakupiłem dwie naklejki z liściem - największe jakie były i na szyby nakleiłem.
A niebawem młodzi kierowcy będą łobowiązkowo takie listki na szyby swych pojazdów naklejać. No i będzie problem. Bo pół biedy, gdy młody kierowca będzie dzięki swym rodzicielom dysponował własnym pojazdem, bo naklei, pojeździ tak oznakowanym pojazdem dwa lata i listki łodklei. Cała bieda jak z braku własnego pojazdu, wsiądzie do pojazdu swego rodziciela. Bo nakleić listki będzie też musiał, a rodziciel może się buntować i nie pozwolić, bo może pamiętać co kiedyś mówiono na widok listka na szybie. Z przodu liść z tyłu liść, a w środku głąb.
A za głąba to żaden kierowca uchodzić przecie nie chce. No i przez szperaczy do konfliktów pokoleniowych dojść może.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama