No dobra. No przyznam się i to bez bicia, czyli nacisków! Tak, oglądam telewizję - choć to ponoć obciach. Ba, jest jeszcze gorzej, bo ja oglądam w niej seriale, a to już total obciach. Na ten przykład „Kiepskich” oglądam od lat. I nie wydziwiam, bo ja zrozumienie dla Ferdka mam i do pytania, jakie on sobie stawia - „Co by tu robić, żeby się nie narobić, ale zarobić?”. No i nie dziwuję się, że do pośredniaka on nie biega, bo przecie wie, że dla ludzi z jego wykształceniem roboty nijakiej nima. Powiem krótko w tym temacie - serial życiowy to był, a i do śmiechu też i na dodatek jakże pouczający. Na własne oczy człek może zobaczyć, gdzie z braku wykształcenia w życiu się ląduje. Nie wątpię w to, iż przyczynił się (znaczy ten serial) i to bardzo wielce, że głód wiedzy w narodzie naszym się obudził. Nie dziwota, że młodzi i nie tylko oni, chcąc losu nieroba Ferdka uniknąć, po wykształcenie ruszyli.
Uczelnie wyższe zaczęły jak grzyby po deszczu wyrastać już nie tylko w dużych miastach. Na ten przykład w Pcimiu Dolnym też powstawały. Kto chciał i chce uczy się i dyplomy zdobywa. No więc efekty są, bo tych z dyplomami licencjackimi to ponoć do wyboru i do koloru. Nie brak też i inżynierów i magistrów, a doktorów też przybywa. No, ale jakoś tak się porobiło, że telewizja, chcąc nadążyć za czasami, będzie musiała nakręcić „Kiepskich II”. Główny bohater, znaczy się pan Ferdynand z dyplomem inżyniera magistra w kieszeni, będzie ciut insze pytanie se stawiać: „Co robić, żeby cokolwiek zarobić”. Tyle że po staremu do pośredniaka nie będzie biegał, bo tam dla ludzi z jego wykształceniem pracy nijakiej nie będzie niestety zresztą.
Ale serial życiowy będzie. No i młodzi z tego wnioski wyciągną, dyplomy do kieszeń schowają i na kursy zawodowe ruszą, co by się czegoś pożytecznego nauczyć i na jakąś robotę się załapać.
No i to jest słuszny kierunek! Bo sam premier rządu naszego w radiu, które słucham (ponoć to nie obciach, może nawet trendy, ale się nie znam), powiedział, że lepiej być pracującym spawaczem niż bezrobotnym politologiem! A kto jak nie premier rozeznanie ma, dla kogo praca jest, a dla kogo jej ni ma. Tu nie ma co kombinować, czy wybrzydzać, wszak żadna praca nie hańbi! O czym przekonał się pewien młody magister historii. Jest motorniczym w poznańskich tramwajach i kasiorę trzepie. A że w czasie jazdy na kamerce utrwala wyczyny kierowców rajdowców, to kwalifikacje filmowca dodatkowo zdobywa.
Jak zapewnił mnie ostatnio mój szwagier Mietek - życie człowieka uczy i kształci, a i kwalifikacji nigdy dość. Mietek wyczytał mianowicie, że wkrótce roboty zabraknie dla: murarzy, ślusarzy, krawców, fryzjerów, kucharzy i pedagogów.
Dlatego uważa, że w dzisiejszych czasach, to oprócz dyplomu i tytułu, to fachów w ręce koniecznie trza mieć kilka, co by z rynku pracy nie wypaść. Rzecz oczywista, jako i jasna, że kwalifikacji można mieć i całą teczkę, a roboty nie. I co wtedy? Na bank, nie należy opuszczać rąk. Zawsze można zostać celebryą!
A co? A jak? Może nie od razu i nie dla wszystkich ”warszawka” (bo tam konkurencja duża). Ale, ale... może Polska powiatowa! Bo przecie wystarczy być!
A resztę załatwią lokalne media (te akurat i my mamy). Kilka artykułów, wywiadów i jest gotowy Własny i Swojski Celebryta. A taki to lepsze życie ma niż cysorz jaki, czy król nawet. Zapraszać go będą na otwarcia, przecięcia wstęgi i takie tam... Poje i wypije za darmo, a i ludzi pozna i na bank. Pozna... rozezna... jakieś propozycje jako znana osoba dostanie. Może kierownik na początek, potem jaki wiceprezes – nie żeby od razu w posły czy ministry, ale coś na pewno taki znajdzie!
Tak twierdzi Mietek, mój szwagier, a on wie jak jest. Bo życiowe seriale ogląda na okrągło.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze