Od pewnego czasu jest ci u nas kłopot z wodą. Ludzie mówią, a ja potwierdzam (bowiem wody używam), że to, co wykazują nasze wodomierze w mieszkaniach pomontowane, nijak nie zgadza się ze wskazaniami głównego wodomierza w danym bloku (jakimś). No i nie wiem, czyj to problem większy – nas mieszkańców, czy spółdzielni mieszkaniowej. Fakt jest – problem mamy, bo woda gdzieś ucieka. A płacić za ten cenny płyn trzeba – i my, mieszkańcy, znaczy się lokatorzy płacić się godzimy, ale ino za tyle, ile zużycia wykazuje domowy nasz wodomierz, czyli nie za tą co ucieka...
He-he, chce – nie chce – a i tak płaci. Gdyż, jak każdy wie, że woda płynąca rurą, kiedy trafia w niej na otwór-dziurę, to przez nią wypływa, znaczy się ucieka. I to jest oczywista oczywistość z prawami fizyki zgodna (co każdy hydraulik potwierdzi). Zachodzi ino pytanie: gdzie jest dana dziura i jak ją znaleźć, co by marnotrawstwu wody kres położyć. A tu na dokładkie nigdzie kałuży nijakiej nie widać, niestety zresztom. Spółdzielnia nad problemem się pochyliła i... winnego takiego stanu znalazła. To wodomierze! Te nasze – po mieszkaniach pomontowane – oczywiście. One temu są winne, tym bardziej i zwłaszcza, że w roku 2014 kończy się ich legalizacja. Zatem spółdzielnia nasza kroki energiczne podjęła i pismo w tej sprawie do swych członków posłała.
No i wczoraj pan Zenobiusz z takim pismem do mnie zawitał i trza powiedzieć, i to koniecznie, że w nerwach był on cały. No wystraszył się bidula bardzo. W piśmie stało bowiem, że nastąpi wymiana wodomierzy. Ale nie to go w ten nerw wprowadziło, ino dalsza część pisma, w której, jak było przytoczyć tu sobie pozwolę: „przed ich wymianą lokatorzy zobowiązani są do przystosowania podejścia pod wodomierz zgodnie z obecnie obowiązującymi warunkami technicznymi”. Dalej wymieniono dziesięć punktów w temacie właściwego podłączenia wodomierza do nowych rur i dodano rysunki techniczne sztuk dwa. W piśmie tym zaznaczono też stanowczo, że nie może być żadnych obejść, ani przewodów giętkich (cokolwiek to miało znaczyć).
A że pan Zenobiusz o hydraulice i rysunkach specjalistycznych pojęcie ma jako takie, czyli żadne właściwie, to w panikę wpadł. Bo sam przecie zaleceniom spółdzielni rady nie da. Fachowiec od rurków i kolanków pewnikiem spotrafi... Ale jak znaleźć takiego, co by roboty nie spartolił i zapodane warunki spełnił – no i przy tym, by pół ściany nie rozwalił, bo kafelki to nie są przecie tanie rzeczy. Mimo że w owym piśmie przytaczanym mowa jest o tym, iż ta wymiana prawdopodobnie uzdrowi sytuację i wycieki powstrzyma, to nerwacja u Zenobiusza wzrasta. Bo co to będzie, jak nie uzdrowi? Kolejna wymiana wodomierzy i znowu koszty? A skąd na to brać? – pyta.
Najgorsze jednak w tym wszystkim było to, że on Zenobiusz jakiejś odpowiedzi i rady ode mnie oczekiwał. Na rany boskie..., a czy ja jestem hydraulik jakiś, czy cóś! No, ale gdy już łon mnie zapytał, to w obowiązku się poczułem i pismo przewertowałem i z tym, co do mnie spółdzielnia przesłała porównałem (wszak i ja takowe dostałem). Zajrzałem do swej łazienki, na rysunek zerkłem i... Kurza nóżka!
No na bank moje kafelki też szlak trafi! Kurza twarz! I jeszcze te rury i złączki różniste, to nie będą tanie rzeczy! Ale się otrząsłem, sprężyłem i rzekłem Zenobiemu tak: tylko bez paniki, bo w to, że spółdzielnia w dobrej wierze działa dla dobra ogółu, wiarę mieć trzeba i żadnych wątpliwości.
Bo ludzie kochani, tak na chłopski rozum... Koszty? Toż to fraszka, banków mamy przecie pod dostatkiem i one z kredycikiem czekają. A i w fachowcach też przebierać można, jak w ulęgałkach...
No, a że kłopot i zmartwienie. A kto ich nie ma?! I te nasze to pikuś, i to mały w porównaniu ze zmartwieniami Jasia z klasy Vb. Bo, jak obliczył, do końca wakacji zostało mu już tylko 56 dni. A czas nieubłaganie płynie i żaden klajster go nie zatrzyma i niestety, na to zmartwienie to Jasiowi żaden bank ani fachowiec nie pomoże.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze