No i mamy wrzesień. Skończyły się wakacje, a i urlopy wszelakie. A lud, wypoczęty, z naładowanymi akumulatorami witalnymi, uśmiechnięty i radosny, ochoczo ruszył do pracy, jak co roku zresztą. Okazuje się jednakowoż, że nie każdy człek jednak ów zapał ma, o czym niech świadczy przypadek pana Z., którego spotkałem na spacerze w parku naszym. Mimo że tydzień temu wrócił łon z gór (gdzie trzy tygodnie urlopu spędził) wyglądał jak półtora nieszczęścia, a może nawet dwa. W pierwszej chwili pomyślałem, że to przez te łażenie pod górkę, bo to męczące jest. Ale on zaprzeczył temu kategorycznie i stwierdził, iż wypoczął i to wspaniale właśnie. Co z nim? Pomyślałem i nad przyczynami jego humoru nietęgiego jako i miny zbitego psa rozmyślać zacząłem... Aha, już wiem – sprawa prosta pewnikiem chłop się do lady nie dopchał, gdy u nas otwierali „Józka” (czyli Jysk-a) i na darmową kołdrę się nie załapał... Oj nie, nie – znowu pudło! A że w zgadywaniu nie ustawałem, to w końcu pan Z. pękł i wyłożył mnie, jak to się mówi, kawę na ławę. No i co się okazało? Owszem wypoczęty po urlopie jest, ale chęci do robienia, czyli pracy nie ma w nim, ani zapału tym bardziej niestety zresztą.
Nie zdziwiłem się tym oświadczeniem pana Z. Od niedawna bowiem twierdzę i to z całą siłą i mocą, że praca jako zajęcie ludzkie jest przereklamowana. I zapytowywuję się filozoficznie, czy jakby człek do pracy był stworzony to czy miałby nos, albo na ten przykład uszy? I odpowiadam – otóż nie, bo zamiast nich miałby dodatkowe ręce, by w roboleniu wydajniejszym i bardziej efektywnym być. No tyle, że ja tę wiedzę szczególną mam dopiero od dwóch lat, czyli od momentu przejścia na zasłużoną i wypracowaną w pocie czoła emeryturę. A że pan Z. do emerytury ma jeszcze latek, że ho-ho! To rozmyślnie nie uraczyłem go tą tezą w trosce, by całkiem nie osłabł – wszak ducha weń tchnąć chciałem i sił dodać mu do roboty. I już gdym mu zamiarowałem rzec, że praca uszlachetnia, w głowę się pukałem, w język się ugryzłem i zmilczałem. Przecie od zawsze wiadomo i tajemnicą to nie jest, iż akurat, kto jak kto, ale szlachta specjalnie się pracą nie przemęczała.
Na swoje i jego szczęście, w telewizorze różniste programy oglądam, a one wielce pouczające są. Tam też dowiedziałem się z jednego z tychże, o co biega u pana Z. Otóż on dostał stresa pourlopowego. I nie chodzi o to, że on po tych górach już nie biega, bynajmniej nie. Bo chodzi o całkiem inszego coś. Przecież ten urlop swój, co na nim był już, planował przez trzy miesiące i to z okładem. Mapy, przewodniki kompletował, spis odzieży i sprzętu sporządzał, trasy wędrówek ustalał. No i mu się powiodło i urlop radośnie spędził. A gdy wrócił... pustkę odczuł, stwierdziwszy ze smutkiem, że nie ma już czego planować, gdyż już po wakacjach, czyli jak to mówią – po ptokach. I to jest właśnie stres pourlopowy.
Nieskromnie powiem, że miał łon szczęście, że trafił na mnie, bo dobrą radę dałem mu od ręki, mówiąc: a zacznij chłopie planować se już wywczas urlopowy następny i to taki, co byś kombinować z nim musiał przynajmniej przez pół roku. A w międzyczasie pracuj z pełnym zaangażowaniem, a i z poświęceniem, to czas lecieć ci będzie szybciej. Kiedy już planowanie rozpoczniesz, weź pod rozwagę rozwiązanie pewnego mieszkańca z miasta Poznania. Albowiem on każdy wolny od roboty czas, a zwłaszcza urlop spędza na RODOS (a jeździ tam często, kilkanaście razy w roku nawet). Na dodatek twierdzi, że to wychodzi mu całkiem niedrogo, a wypoczynek ma tam przedni. A że dobre rady moją specjalnością ostatnio się stały, to widząc zdumioną twarz pana Z. pospieszyłem z wyjaśnieniem... RODOS to nic inszego, jak Rodzinne Ogródki Działkowe Ogrodzone Siatką, które polecam i to gorąco wszystkim. Bo i blisko, i tanie są, i dostępne przez cały okrąglutki rok, a planowania przy nich jest że ho-ho! A wtenczas każdy pracujący podejmie radośnie pieśń „Hej ho, hej ho, do pracy by się szło”.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze