Za oknem na razie mamy złotą, polską jesień, o czym wyczerpująco i dość zawile pisałem tydzień temu. Niestety, choć pora z bogactwem kojarzyć się niektórym może z pogodą dla bogaczy nie ma nic wspólnego. A jak kto chce cieplej życie wieść, musi koszta takich fanaberii ponosić osobiście w ciepłe rejony świata się udając. Ja jako emeryt ciepełko lubiący, spacerki – tak ważne dla zdrowia mego – uskuteczniać postanowiłem, wyłącznie w czasie gdy słońce wysoko na niebie. W domu kaloryfery już ciepłe, więc nie przejmuje się zapowiedziami przewidywaczy pogodowych różnistych, co to długą i mroźną zimą straszą. Nasi natomiast górale póki co milczą i chrustu po lasach nie zbierają, a i telewizyjne synoptyki paniki jak dotąd nie sieją. Będzie co ma być – mówi ślubna, a ja od lat wielu szczerze wierzę, że ona wie, co mówi. Choć... mój znajomy, właściciel domku jednorodzinnego (nie mylić z willą), w pocie czoła rąbie drwa i pracowicie w pokaźne stosy na swej posesji je układa. Ale zapewnia przy tym, że nie czyni tego bynajmniej i wcale, bo zimę ostrą czuje, tylko dlatego..., iż drewno w prezencie (czyli za friko) od zaprzyjaźnionego leśnika dostał. A głupi byłby, gdyby nie wziął jak dają i to za darmo.
Uspokojony zapewnieniem o braku mroźnych wizji znajomego, rozmyślaniom żem się oddał w temacie darmochy wszelakiej... Bo ciągle słyszę, że tu dają, tam dają gratisy i prezenty... I tak się zastanawiam, czy ja wiarę z wiekiem w dobroć straciłem ludzką, czy może mądrości jakowejś nabrałem, czy jednak na głupka wychodzę i to leśnego na dodatek – jakoś bowiem tak mam, że jak dają, to ja nie biorę. Dla przykładu – nie mam kominka ani pieca, ani nawet kozy, więc drewna – choćby za 0 zł - bym nie wziął. Ale pokusy czyhają na mnie i na próbę wytrwałość mą wystawiają nieprzerwanie. Telefon w tym temacie prawie nie milknie i kilka razy w tygodniu otrzymuję propozycje niezwykle korzystne, np.: darmowe badania (serca, nerek, oczu, stawów), diagnozy, bezpłatne próbki leków, suplementów diety, o Boże i jeszcze więcej. I te co to proponują to żadne oszusty czy cyrkowce, ale profesjonaliści i rzetelne firmy zresztą. A ja, mimo że własnemu zdrowiu nie żałuję niczego, jak jakaś nakręcona katarynka nic, ino na okrągło mówię: nie, nie, nie. Dręczy mię jednak rzecz następująca – czy aby rozsądne postępowanie moje jest?
Może uraz mi został po tym, gdy ze dwa lata temu moją Ślubną podkusiło i zaproszenie na darmowe badanie serca przyjęła i się na nie udała. No i kobitę zdziwko tam, na tej wizycie chwyciło, bo owszem, badania profesjonalne się odbyły, ale tylko kilku wybrańców się na nie załapało, a cała reszta, w tym ona, mogła wysłuchać krzepiącego i wielce pouczającego wykładu w temacie – jak dbać o ten organ należy. A na dodatek zakupienie niezbędnych dla niej absolutnie leków, o których mówiono – zaproponowano. Albo wtedy, gdy szwagier mój Mietek darmowe zaproszenie na występ artysty kabaretowego otrzymał, a jak już się w sali widowiskowej znalazł, to mu przez okrągłą godzinę gary najnowszej generacji pokazywano, zanim w skeczu mistrza humoru ujrzał.
I żeby nie było, żem się zawziął. Zawsze oferty wysłucham, a potem twardo mówię – nie, nie, nie i w dzikim uporze trwam. Mam oczywiście zrozumienie dla osób, które mi proponują te wszystkie i wszelakie dobra, bo chcą na życie zarobić. Wszak czego człowiek z głodu nie robi i jakiej pracy się nie chwyta. No tyle, że już niestety (a może i stety) tak mam, na dudka wychodzić nie lubię, a w darmochę wiary nie mam. I pewnikiem dlatego po staremu (ach ten konserwatyzm) głowę swojemu lekarzowi rodzinnemu zawracać będę, do specjalisty w półrocznych kolejkach sterczeć, a NFZ w koszty wpędzać.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze